Dzieci powinny inspirować dorosłych. Rozmawiamy z Asią Argento

Grafika z kobietą z papierosem w ustach

Debiutowała w branży, jako dziecko, stojąc przed kamerą na planie pewnego kultowego filmu grozy. Minęło blisko trzydzieści lat, a Asia Argento wciąż wydaje się być postrzegana, jako niesforne dziecko włoskiego kina.

Miano to umocniła jedynie swym ostatnim filmem Dziewczynka z kotem, słodko (rzadziej)-gorzko (częściej) opowieścią o piekiełku dorastania. Rozmawialiśmy o tej produkcji, dzieciństwie i punku. Wybaczcie fani horroru, o swym wielkim papie Asia dyskutować nie chce.

Dzieciństwo w Dziewczynce z kotem dalekie jest od sielanki.

Dzieciństwo jest jak życie w ustroju totalitarnym. Nie bez powodu mówi się, że w domu i w szkole nie ma miejsca na demokrację. Dla mnie dzieci są na swój sposób święte. Powinno się chronić ich niewinność i wrażliwość, a więc cechy, które tracimy jako pierwsze, dorastając w tym gównianym świecie. Mówiąc o niewinności, nie mam też na myśli tego, co utożsamiamy z grzecznym zachowaniem. Chodzi mi raczej o pewną cechę ducha, swoiste wyczulenie na magię rzeczywistości. Dziś dziecko jest przede wszystkim postrzegane jako klient, łakomy kąsek dla korporacji usiłujących sprzedawać zabawki, muzykę, filmy, ubrania itd. W konsumpcyjnym społeczeństwie nie ma miejsca na dialog czy zrozumienie. Tym bardziej więc uważam, że należy chronić niewinność dzieci. Dzieci oraz zwierząt.

Głównym powodem, dla którego dzieci czują się niezrozumiane, nie jest ich naiwność, lecz idealizm?

Tak, ludzie z wiekiem stają się interesowni, co jest naprawdę straszne. Każdy z nas nosi w sobie dziecko, nie da się go zabić, można o nim jedynie zapomnieć. I to jest w moim odczuciu najcięższy grzech. Gdybyśmy pamiętali o swojej wrażliwości, byłoby w nas o wiele więcej zrozumienia i miłości, a świat stałby się przyjemniejszym miejscem.

Zrozumienia i miłości z pewnością brakuje we Włoszech lat 80., które przedstawiasz na ekranie.

Obecnie jest jeszcze gorzej! Tak naprawdę ludzie zawsze byli dla siebie podli. Kiedy jakaś osobliwa siła wyposażyła nas w świadomość i wmówiła nam, że różnimy się od zwierząt, człowiek stał się egotyczny i samolubny, wiecznie przerażony i zakłamany. Historia ludzkości jest historią jej upadku.

Tak, ale mówię teraz o bardzo konkretnych scenach w filmie, jak np. ta, w której sprzeczający się kierowcy przechodzą od razu do okładania się pięściami. Niemal wszystkich rozsadza agresja.

To prawda, świat otaczający moją bohaterkę pełen jest przemocy. Nie tylko zresztą fizycznej, ale też werbalnej czy psychicznej. Pomimo brutalności otoczenia, zachowuje ona jednak niewinność i ciekawość, jest niemal nadnaturalnie wyczulona na piękno. Zwróć uwagę na jedną scenę, gdy Aria trafia na bratnie dusze, a okazują się nimi wyrzutki społeczeństwa – prostytutki, transwestyci, punki. W środku nocy w parku, gdzie może grozić jej niebezpieczeństwo, spotyka freaków, jedynych ludzi zdolnych do wyciągnięcia pomocnej dłoni i okazania empatii.

Jest też w filmie trochę kiczu i przesady typowej dla epoki. Właśnie tak zapamiętałaś lata 80.?

Nawet trochę to umniejszyłam. Lata 80. były wręcz niedorzecznie kiczowate, więc nie musiałam niczego przejaskrawiać. Tamta estetyka przeżywała zresztą niedawno swój renesans, a teraz na topie są raczej lata 90. Nawet moja córka słucha Nirvany, co dowodzi, że młode pokolenie ma tendencję do oglądania się wstecz. Z jakiegoś powodu cofamy się wciąż o dwie dekady.

Biorąc pod uwagę, jak osobista jest historia pokazana w Dziewczynce z kotem, nie rozważałaś powrotu przed kamerę? Nie chciałaś stać się częścią tej opowieści?

Nie, zrezygnowałam z kariery aktorskiej na dobre. Moim wielkim błędem były występy w moich wcześniejszych filmach, Scarlet Diva i The Heart Is Deceitful Above All Things. Kosztowały mnie one masę czasu i utratę poczucia pełnej kontroli. Ponowne stanięcie przed kamerą nie wchodziło więc w grę. Wolałam zapewnić sobie więcej spokoju, skupić się na opowiadaniu historii i nawiązać jak najlepszą relację z ekipą.

À propos ekipy, jak pracowało Ci się z dziecięcymi aktorami?

Znakomicie, bardzo wiele się od nich nauczyłam. Zgadzam się z powiedzeniem, że każdy jest aktorem. Dzieci mają jednak tę przewagę, że nie boją się nieznanego, są zawsze ciekawe nowych wyzwań i potrafią wykreować wyjątkową atmosferę na planie. Noszą w sobie pewną magię i szeroki repertuar uczuć, dostępnych niemal na zawołanie. Jest to dla mnie niezmiernie ważne, ponieważ często modyfikuję dialogi już w trakcie zdjęć, aby trzymać aktorów w pewnej niepewności. Daje to efekt niedoskonałości, który jest moim zdaniem o wiele cenniejszy od sztucznego perfekcjonizmu. Jednocześnie nie rozumiem jakichś etycznych oporów przed zatrudnianiem dzieci w filmach, co jest dziwnym pokłosiem politycznej poprawności. Absolutnie kochałam grać w filmach jako dziecko!

Nie sądzisz, że twórcze osoby generalnie przypominają dzieci? Podobnie jak one, muszą nieraz stawać do konfrontacji z całym światem.

Zgadzam się, ale dostrzegam innego rodzaju podobieństwo. Zarówno przez dziecko, jak i przez artystę zdaje się przemawiać jakaś wyższa siła. Nazwij ją, jak chcesz – kolektywną świadomością, bogiem albo wszechświatem. W każdym razie to jej zawdzięczamy niezwykły dar przekazywania innym opowieści i obrazów. Kreatywność zależy od nas w takim samym stopniu co kolor oczu. Z tym po prostu się rodzisz. Dzieci mają zgoła ponadnaturalną umiejętność, nie mają barier, ani oporów przed igraniem z czymś wielkim i świętym. Artysta powinien być podobny.

Minęło pół roku od premiery Dziewczynki z kotem. Film był wyświetlany w wielu krajach. Zauważyłaś jakieś różnice w jej odbiorze?

O tak, jak najbardziej! Zwłaszcza w Azji napotykałam na ciekawe reakcje, publiczność zadawała mi dość zaskakujące pytania. Odbiór różni się, tak jak i różne jest podejście do relacji międzyludzkich lub spojrzenie na dzieciństwo. Cieszę się jednak, że film okazuje się na tyle uniwersalny, że widz w dowolnym zakątku świata jest w stanie jakoś się do niego odnieść.

Jako stary punkowiec z przyjemnością usłyszałem w filmie piosenkę Misfits i zobaczyłem jak jeden z bohaterów maluje na ścianie graffiti z nazwą Septic Death. To hołd dla dawnych fascynacji czy nadal masz związek z punkiem?

Mam kontakt z punkiem nieprzerwanie od czasów, gdy byłam nastolatką. Cieszę się, że moja córka słucha dziś Misfits czy Sex Pistols, bo dzięki temu mamy wspólną pasję. Ogólnie jestem wciąż głodna wrażeń – muzyki, literatury, sztuki. Punk wciąż mi towarzyszy, zwłaszcza ten oldschoolowy.

Czarny kot jest czymś, co pozwala twojej bohaterce nie zwariować. Co było w dzieciństwie Twoim czarnym kotem?

Właśnie czarny kot (śmiech)! Od zawsze uwielbiam te zwierzęta. Przez wieki prześladowane jako pomiot szatana, czarne koty nauczyły się ostrożności i niezależności. Mają silną osobowość, są samotnikami i to bardzo mi odpowiada. Ogólnie jestem totalną kociarą. Teraz zresztą też mam czarnego kota, który nazywa się Rambo.

Tekst: Sebastian Rerak

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera