Dysputa zza laptopa, czyli raperzy z Oakland

Dysputa zza laptopa, kobieta z parasolem

Nie mają wsparcia potężnych wytwórni i nie kręcą wysokobudżetowych teledysków, ale dzięki szalonym pomysłom rozsadzają hip-hopowe konwencje.

Hipsterskie awanturniczki, trawkowi filozofowie i uczuciowi gangsterzy − ich wszystkich spotkacie nad zatoką w północnej Kalifornii. Promują się w sieci, z niej też czerpią swoje inspiracje. Czy z pomocą klawiatury te freaki zmienią oblicze amerykańskiego rapu?

Oakland to miasto w Kalifornii, gdzie słońce świeci trzysta dni w roku. Gdy zachodzi, gorąca bryza delikatnie smaga prowincjonalne palmy podmuchami rześkiego, pacyficznego powietrza. Raj na ziemi. Stop. Za nic nie chcielibyście mieszkać w Oakland. Too $hort, który miał nieszczęście dorastać w tym eldorado dzikiego zachodu, rapował wprost: Tu nie ma miłości, dziwko.

Witajcie w Big Bad O. Na ulicach Oakland można łatwo zarobić, a jeszcze łatwiej stracić wszystko, więc nic dziwnego, że tamtejsi młodzi kreatywni spędzają sporo czasu przed ekranami swoich komputerów. To popłaca, o czym mógł się przekonać Brandon McCartney, znany szerzej jako Lil B, z sąsiedniego Berkeley. Mrugał okiem do wielkomiejskich hipsterów, zaskakiwał zwariowanymi skojarzeniami w tekstach i eksperymentalnymi, chałupniczymi podkładami. Szybko stał się postacią kultową, a dokonał tego wyłącznie za pomocą kilku mixtape’ów, twitterowego spamu oraz dziwacznych teledysków, hurtowo wrzucanych na YouTube’a.

SWAGGIN’

Portret mlodej dziewczyny w wielkich okularach lizacej wielkiego lodaKilka z tych klipów nakręciła Kreayshawn – równie szalona i prowokująca co Lil B mieszkanka Oakland. Widząc ją na mieście, moglibyście pomyśleć sobie: Kolejna nudna hipsterka z uczelni artystycznej. Pomiędzy zwiedzaniem thrift store’ów pewnie szama koftę w wegetariańskim barze . Nic bardziej mylnego. Dziewczyna co prawda studiowała w Instytucie Filmu Cyfrowego i zdecydowanie gardzi designerskimi ciuchami (posłuchajcie jej największego hitu, Gucci Gucci), ale nie w głowie jej kwestowanie na rzecz Greenpeace. Zamiast tego woli nagrywać rap. Drażni przy tym swoich kolegów po fachu, bo zuchwale używa zakazanego słowa na „n” oraz kreskówkowo przerysowuje żeńskie i męskie wzorce gettowej gangsterki. Efekty: diss autorstwa The Game’a, utarczki z Rickiem Rossem i Azealią Banks oraz ponad pół miliona followersów na Twitterze.

Podobnie poczyna sobie jej dobra koleżanka, V-Nasty. Tylko z tą już nie ma żartów. Do zdjęć pozuje w okularach po cioci, ale w dłoni dzierży purple drank. Zamiast freestyle’ów wrzuca do internetu nagrania z ulicznych awantur i każe się tytułować The Real Bitch. Wśród swoich największych idoli wymienia Lil Boosie’ego, który odsiaduje ośmiolatkę za narkotyki, a niedawno był oskarżony o sześciokrotne morderstwo. Spokojnie mogłaby zastąpić go na scenie – oboje dysponują charakterystycznym, żabim głosem, a teksty piszą niemal identyczne. Jeśli nie wierzycie, sprawdźcie, co urocza Vanessa nagrała ostatnio z Guccim Mane’em (kolejnym socjopatą, dzielącym swój czas pomiędzy studio, szpitalną izolatkę, a więzienną celę). Female wanksta? Trailer park hipster girl? A skąd, to tylko przedstawicielka swag generation z West Oakland. Do znalezienia na Facebooku.

CHILLIN’

Portret czterech mezczyzn na fioletowej scianie

Z dobrodziejstw sieci korzystają również członkowie Green Ova Undergrounds. Kierują się jednak nieco inną filozofią życiową, którą najlepiej oddaje tytuł solowego nielegala Squaddy B: I Smoke Because I Don’t Care About Death. Chłopaki nie kryją, że dla nich gandzia ma znaczenie kosmiczne, cytując klasyka znad Wisły, ale na szczęście nie poprzestają na samym paleniu. W ubiegłym roku zrewolucjonizowali język hip-hopu, ocierając się w o modne style marzycielskiej elektroniki: chillwave i lo-fi r’n’b. Ich podkłady są senną zagadką, która rozczula narkotycznie rozmytym brzmieniem i zniekształconymi samplami żeńskich wokali. Chociaż niewielu z nich potrafi rapować, to zyskali uznanie zarówno w środowisku hip-hopowym, jak i w poczytnych magazynach muzycznych. Najwięcej pochlebnych opinii w Green Ova zebrał dotąd album Main Attraktionz. Ten samozwańczy najlepszy duet świata to nie tylko pociągająca muzyka, ale też garść bezpretensjonalnych przemyśleń. Chłopacy pokazali się zresztą na sensacyjnym debiucie A$AP Rocky’ego, więc o nich nie trzeba się specjalnie martwić. Warto jednak zwrócić uwagę także na ich kolegę, Shady Blaze’a. Jest tu zdecydowanie najlepszym technicznie raperem, a jego koszmarne wizje nadają odrealnionemu klimatowi bitów bardzo ciekawego posmaku. Wszystko oczywiście za darmo na Bandcampie.

HUSTLIN’

Portret rapera w wielkich zlotych lancuchach i czapce z daszkiem
Przeciwwagą dla internetowych freaków są w Bay Area twardzi tradycjonaliści, którzy nawiązują do miejscowego nurtu o nazwie hyphy. Wśród nich na pierwszy plan wysuwają się młodzi zgrupowani wokół Livewire Records, labela dowodzonego przez J Stalina. Ten wychowanek wschodnich dzielnic Oakland o kontrowersyjnej ksywie szykuje właśnie kolejny album. To zarazem kwintesencja jego stylu, który opiera się na ulicznej bezpośredniości z dozą obcesowego romantyzmu w tekstach oraz surowych bitach o chwytliwości miękkiego r’n’b. W podobną stronę kierują się też Philthy Rich, Shady Nate, Dubb 20 czy Stevie Joe. Trudno powiedzieć, czy ta generacja raperów z Bay Area to bardziej gangsterzy, czy kobieciarze. Z pewnością wprowadzają nową jakość do dzikiego hyphy i powoli zmieniają jego oblicze. Jakie będą tego efekty – zobaczymy za kilka lat.

Wszyscy z przedstawionych hip-hopowców to niepokorne głowy. Podążają własnymi ścieżkami i rzadko respektują konwenanse. Zazwyczaj wypuszczają nowe kawałki bez żadnych zapowiedzi, ale dotarcie do nich nie jest niczym trudnym. Trzeba tylko bacznie obserwować ich strony oraz profile w serwisach społecznościowych. W ten sposób można poznać urok nieprzyjaznego Oakland bez wychodzenia z domu.

Tekst: Krzysztof Michalik

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera