Dobra wróżka z talent show

Telewizyjne talent show wciąż nie nudzą się publiczności – tak polskiej, jak i zagranicznej. Powracają do nas co sezon we wciąż odświeżanych formułach. Jeśli myślicie o łatwym sukcesie odniesionym z pomocą wróżek z telewizji, przeczytajcie dlaczego powinniście wybić sobie ten pomysł z głowy.

Talent show łączą w sobie dwa bardzo popularne elementy współczesnej telewizji. Pierwszym jest kontakt widza ze „zwyklakami” – dziewczynami i chłopakami z sąsiedztwa, dokładnie takimi jak my. Fenomenu tego zjawiska nie trzeba tłumaczyć, wystarczy przypomnieć sobie początek lat dwutysięcznych i boom na „Big Brothera” i pozostałe pionierskie (przynajmniej w Polsce) programy typu reality show. Teraz słusznie się wsztydzimy, że tak emocjonowało nas obserwowanie odciętych od świata „zwyczajnych ludzi” (żeby nie powiedzieć „zwyczajnych idiotów”) którzy ostatecznie i tak okazywali się albo śmiertelnie nudni, albo nadaktywni ze swoim parciem na szkło. Zwyklaki stosunkowo szybko opatrzyły się i znudziły, dlatego te w wersji 2.0, zgłaszające się do „Mam talent” muszą posiadać umiejętności, pewien potencjał do zostania artystą czy gwiazdą, a przynajmniej celebrytą. Drugi ważny element to znani ludzie w jury – niekoniecznie muszą być ekspertami w jakiejkolwiek ocenianej dziedzinie, wystarczy ich autorytet oraz „autentyczne wzruszenie” uczestnikami programu. Nie jest to reguła – niektóre programy i niektórzy jurorzy prezentują pewien merytoryczny poziom krytyki, jednak telewizja skutecznie się przed tym broni – w najważniejszych kwestiach to widzowie będą decydować. I tutaj też często działa prosty mechanizm – „zagłosuję na tego wykonawce, bo lubi go Justyna Steczkowska, którą lubię ja”.

Czym są jednak te gloryfikowane przez media umiejętności aka Twój klucz do kariery? Nie oszukujmy się: aby odnieść sukces w telewizyjnym talent show musisz śpiewać albo tańczyć. To są talenty prawdziwie medialne, tylko to się sprzedaje. Jeśli malujesz, jesteś aktorem, mimem, gotujesz, budujesz domki z zapałek albo żonglujesz gorącymi węglami – nic z tego nie będzie. Przejdziesz dalej, ale tylko dlatego, że producenci chcą zachować POZORY RÓŻNORODNOŚCI w programie. Ale ludzie będą głosować tylko na to, co mogą łatwo zmierzyć – czy spodobało nam się jak zatańczył bądź zaśpiewał. Popularność kulinarnych talent shows można w tym kontekście wytłumaczyć kolejną medialną manipulacją – chodzi w nich bardziej o emocje (czyt. gnojenie uczestników) niż rzeczywiście o gotowanie. Przecież widzowie nie mają możliwości posmakować rosołu na który tak narzeka Gordon Ramsay!

Stałym elementem programów z rodzaju są od jakiegoś czasu również dzieci. Schemat jest prosty – bierzemy kilkuletnią dziewczynkę, o głosie lekko podtrenowanym. Ubieramy klasycznie – w sukienkę i lakierki. Każemy jej śpiewać znany wszystkim, rzewny szlagier – świetnym przykładem jest „Dziwny jest ten świat” Niemena. Albo „Mury” Kaczmarskiego… Publika się zachwyca, że taka wrażliwa, taka dojrzała. Czy ktoś to dziecko pyta o to, czy wie o czym śpiewa? Może mu się wydawać, że wie, tak samo jak 10-latkom sięgającym po zbyt poważne lektury. Najgorszy jest jednak cynizm rodziców dziewczynki, którzy postanowili ‘zrobić’ dziecku karierę grając na najtańszych emocjach. Jeśli mamy chłopca, który tak wysoko nie zaśpiewa, możemy nauczyć go zagrania dwóch-trzech piosenek na dowolnym instrumencie. Ważniejszy od jego rzeczywistych umiejętności niech będzie jego urok osobisty – mały powie kilka żartów, pouśmiecha się zawadiacko, a najlepiej jeśli skradnie całusa ładnej pani z jury. Publika szaleje!Jak można nie dopuścić takiego słodziaczka chociażby do ćwierćfinału?

Fajnie jeśli dzieciak gra na pianinie przeboje z „Kabaretu Starszych Panów”, ale nie jest to nic szczególnego. W Japonii o kilka lat od niego młodsi grają już Chopina i Rachmaninowa. I nikogo to nie dziwi. Wielu naprawdę utalentowanych ludzi musiało pożegnać się z programem na rzecz tresowanych dzieci.

Bycie słodziakiem zbliża nas do tematu „bycia osobowością”. Jak ktoś ładnie śpiewa lub tańczy, z pewnością usłyszy od jurorów – „możesz wygrać ten program, bo jesteś osobowością”. Poważnie? Ile można z siebie zaprezentować podczas kilkuminutowego występu? Co prawda na casting możesz przyjść z napisaną przez siebie w całości piosenką, ale w dalszych etapach, w których ludzie głosują w necie lub smsami – musisz już śpiewać hity. Bo najbardziej podoba się oczywiście to, co ludzie już znają. Być może to najbardziej drażni w tego typu programach – soliści wdzięczący się do publiczności za pomocą ogranych szlagierów. Sporadycznie do takiego programu załapie się jakiś zespół, pokaże że ich twórczość to nie tylko śpiew, ale też współbrzmienie, chemia między jego członkami, kompozycja całości. Czy kojarzycie chociaż jeden program, w którym zespół coś wygrał? Nie? No właśnie. Zespoły również są wbrew pozorom niemedialne, łatwiej skupić się na soliście, ewentualnie duecie (najlepiej tancerzy).

Osobowość wokalisty czy wokalistki i tak rozmyje się błyskawicznie po ewentualnej wygranej. Telewizja sfinansuje i wyprodukuje płytę wykonawcy, lecz na własnych warunkach. Koniec marzeń o wyrażaniu siebie – będziecie śpiewać jak Wam zagrają. Staniecie się produktem. Przypomnijcie sobie choćby bohaterów pierwszych edycji „Idola”. Alicja Janosz śpiewająca o jajecznicy, pierwsze płyty Brodki (zanim zmieniła wytwórnie i została alterpopowym odkryciem polskiej sceny muzycznej). Twórców którym udało się oderwać telewizyjne łatki czekała długa i mozolna zmiana wizerunku. Nie każdego na to stać, nie każda wytwórnia będzie chciała ryzykować razem z takim artystą. Dlatego, jeżeli macie pasję, bierzcie lekcje, chodźcie na warsztaty. Poćcie się w garażach, salach prób, pracowniach. Bierzcie udział w małych festiwalach, potem przyjdzie czas na większe. Pamiętajcie, że umiejętność wyrażania siebie jest tak samo ważna jak warsztat.

tekst | Karolina Rospondek

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera