MySpace: co to było i dlaczego nadal za nim tęsknimy?

Logo serwisu internetowego Myspace
Logo serwisu internetowego Myspace

Aktualizacja: lipiec 20206

MySpace był jednym z pierwszych serwisów społecznościowych, który naprawdę zmienił internet w miejsce autoprezentacji, flirtu, muzycznych odkryć i chaotycznej personalizacji. Zanim Facebook wygładził profile, Instagram nauczył nas kadrować życie, a TikTok zamienił uwagę w pionowy strumień wideo, MySpace pozwalał mieć własny internetowy pokój: z piosenką, tapetą, komentarzami, blogiem i listą najważniejszych znajomych.

Dawno temu, w czasach bez stories, rolek i algorytmicznego feedu, młodzież uprawiała internetowy ekshibicjonizm na MySpace. Każdy znał Toma, profile miały soundtrack, a na szablonach migały brokatowe gwiazdki. Serwis wyglądał czasem jak zeszyt od chemii wyklejony plakatami zespołów, ale właśnie w tym tkwił jego urok. Nie był sterylny. Nie był identyczny dla wszystkich. Był trochę krzywy, trochę przesadzony i bardzo osobisty.

MySpace – co to było?

MySpace powstał w 2003 roku, a z jego historią najmocniej kojarzą się Chris DeWolfe i Tom Anderson. Ten drugi został internetową ikoną, bo automatycznie pojawiał się jako pierwszy znajomy nowych użytkowników. Tom z MySpace, uśmiechnięty facet w białym T-shircie, był dla wielu osób pierwszą twarzą social mediów: trochę administrator, trochę dobry duch, trochę dowód na to, że w sieci naprawdę można mieć znajomych, których nigdy się nie spotkało.

W najprostszej definicji MySpace był portalem społecznościowym. Użytkownik zakładał profil, dodawał zdjęcie, opis, znajomych, komentarze i muzykę. W praktyce był czymś więcej: cyfrowym pamiętnikiem, wizytówką gustu, miejscem do podglądania znajomych ze szkoły, sceną dla zespołów i laboratorium tego, czym później stały się social media. Było feed, czyli coś co zmieniło internet na zawsze.

Serwis miał swoje lata świetności w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Według Pitchforka MySpace był największym serwisem społecznościowym w latach 2005-2008, a w czerwcu 2006 roku wyprzedził nawet Google jako najczęściej odwiedzana strona w Stanach Zjednoczonych. To brzmi dziś jak alternatywna historia internetu, ale przez chwilę naprawdę tak wyglądał świat.

Dlaczego MySpace był ważny?

MySpace był ważny, bo nauczył dużą część internetu, że profil może być czymś więcej niż formularzem z imieniem, zdjęciem i miejscem zamieszkania. To była strona, którą można było urządzić. Zmienić tło. Wstawić kod HTML który wyświetlał obrazek, który wcześniej trzeba było gdzieś hostować. Dodać piosenkę. Ułożyć znajomych. Napisać opis, który brzmiał jak fragment pamiętnika, tekst piosenki albo dramatyczny cytat znaleziony o drugiej w nocy.

Dziś brzmi to jak drobiazg, ale wtedy miało znaczenie. MySpace dawał poczucie sprawczości. Profil nie był tylko profilem w systemie. Był projektem tożsamości. Można było wyglądać bardziej emo, bardziej indie, bardziej pop punkowo, bardziej tajemniczo, bardziej jak ktoś, kim dopiero próbowało się zostać.

To także jeden z najważniejszych serwisów w historii muzyki internetowej. Zespoły, wokalistki i wokaliści mogli zakładać profile, wrzucać utwory, rozmawiać z fanami i budować publiczność bez pośrednictwa radia czy telewizji. Wśród artystów, którzy mocno korzystali z tej przestrzeni, często wymienia się m.in. Lily Allen czy Arctic Monkeys. MySpace nie tylko pokazywał, czego słuchasz. Czasem pokazywał, kogo świat będzie słuchał za chwilę.

Pimp my MySpace: szablony, HTML i brokat

Standardowy MySpace był surowy: niebieskie logo, białe tło, pudełka z informacjami. Ale przecież ze standardowym szablonem było się nikim. Prawdziwy profil trzeba było wypstrokacić, wypudrować i podpalić estetycznie tak, żeby po wejściu od razu było wiadomo: tu mieszka osoba z gustem, cierpieniem i co najmniej trzema ulubionymi zespołami.

W odpowiednim miejscu wklejało się gotowe szablony w HTML albo samodzielnie grzebało w kodzie. Można było dodać brokatowe obrazki, animowane tła, dziwne kursory, ukryte sekcje i kolory, które prawdopodobnie nigdy nie powinny znaleźć się obok siebie. To nie zawsze było piękne, ale było własne.

W tym sensie MySpace był też nieformalną szkołą internetu. Mnóstwo osób pierwszy raz zobaczyło HTML nie dlatego, że chciało zostać programistami, tylko dlatego, że tło profilu musiało pasować do zdjęcia i piosenki. Estetyka była ważniejsza niż semantyka kodu, ale od czegoś trzeba zacząć.

Top 8, czyli publiczny ranking bliskości

Jednym z najbardziej pamiętnych elementów MySpace była lista Top 8. Użytkownik wybierał ośmiu znajomych, którzy wyświetlali się na stronie głównej profilu. Niby prosta funkcja, a w praktyce społeczny dramat w miniaturze. Kto jest pierwszy? Kto wypadł? Dlaczego ona jest wyżej? Czy to znaczy, że już się nie przyjaźnimy?

Top 8 było brutalnie czytelne. Dzisiejsze social media ukrywają hierarchie w algorytmach, prywatnych reakcjach i niewidzialnych statystykach. MySpace mówił wprost: oto ludzie, których pokazuję światu. Z jednej strony było to dziecinne. Z drugiej: przynajmniej nikt nie udawał, że platforma nie miesza w relacjach.

Zdjęcie profilowe musiało pasować do nastroju

Podobnie jak później na Facebooku czy Instagramie, duże znaczenie miało zdjęcie profilowe. Musiało współgrać z szablonem, opisem i muzyką. Jeśli na profilu migały jesienne liście, w tle grało From First to Last, a w opisie lądował cytat o samotności, selfie z plaży było po prostu błędem strategicznym.

Aparaty w telefonach nie robiły jeszcze cudów. Obróbka często kończyła się na podbiciu kontrastu, rozmyciu tła, zdjęciu kolorów i zasłonięciu połowy twarzy grzywką. Efekt bywał dramatyczny w obu znaczeniach tego słowa. Ale właśnie dlatego te zdjęcia pamięta się lepiej niż wiele dzisiejszych perfekcyjnych kadrów.

naklejka You looked better on MySpace na samochodzie
Fot. Beatrice Murch / Flickr, licencja CC BY 2.0

Myspace był pierwszym narzędziem marketingu muzycznego on-line

Konto na Myspace mógł mieć każdy, ale w rzeczywistości w Polsce największy boom platforma przeżywała dzięki artystom, a zwłaszcza zespołom muzycznym. Każdy patrzył na ilości odtworzeń utworów swojej kapeli oraz innych zespołów. To było wyznacznikiem prestiżu, rozpoznawalności i co za tym idzie ceny za gig, zaproszeń na festiwale, wywiady, etc.

Myspace był pierwszym narzędziem marketingu online. Demokratyzował dostęp do promocji, bo każdy kto ogarniał jak działa Myspace mógł bezpłatnie dotrzeć do dużej ilości odbiorców. Zrównanie szans było o tyle ważne, że każdy miał identyczny profil i możliwości podpimpowania go. Nieważne czy byłeś alternatywnym zespołem z Polski czy Depeche Mode.

Zobaczcie profile zespołów:

Profil Myspace Depeche Mode

Zobacz profil Depeche Mode na Myspace dzięki Wayback Machine

 

Profil Myspace Yummy Cake – polski zespół elektro

profil zespołu yummy cake myspace
Zobacz profil zespołu Yummy Cake na Myspace dzięki Wayback Machine

Piosenka na profilu: najważniejszy komunikat

Największą frajdę dawało dobieranie muzyki do profilu. To nie była zwykła playlista. To był manifest. Piosenka mówiła: taki mam nastrój, tak chcę być widziana, z tym zespołem chcę być kojarzony, ten refren jest o mnie, nawet jeśli nikt mnie nie pytał.

Wybór był ogromny. The Academy Is…, Billy Talent, Panic! At the Disco, Blink-182, Enter Shikari, Death Cab for Cutie, The Devil Wears Prada, Boy Kill Boy, Alexisonfire, Lily Allen. Profilowa piosenka potrafiła zmienić odbiór całej strony. Była odpowiednikiem zapachu w pokoju, plakatu nad łóżkiem i zdania pisanego małymi literami w opisie komunikatora.

Dziś muzyka w social mediach jest wszechobecna, ale często działa inaczej: jako trend, podkład, format do powtórzenia. Na MySpace była bardziej deklaracją gustu. Gdy ktoś wchodził na twój profil, słyszał coś, co wybrałaś albo wybrałeś specjalnie na tę okazję.

Flirt bez zaczepek, czyli „hej, co słychać?”

MySpace miał wiadomości, komentarze, blogi i statusy, ale nie miał jeszcze tej całej późniejszej maszynerii reakcji. Nie było lajków w dzisiejszym sensie. Nie było stories z listą widzów. Nie było szybkich serduszek do wszystkiego. Jeśli najfajniejsza osoba ze szkoły świeciła statusem „Online Now!”, trzeba było zebrać odwagę i napisać komentarz na profilu: „Hej, co słychać?”.

Były też quizy, nastroje i pasywno-agresywne sygnały wysyłane w eter. „Niech mnie ktoś pocieszy”. „Ostatnia rzecz, jaką jadłam? Czekolada”. „Jak duże jest twoje łóżko? Wystarczająco duże”. Internetowa subtelność miała wtedy rozmiar neonu, ale była w tym jakaś rozbrajająca szczerość.

Co się stało z MySpace?

MySpace nie zniknął z dnia na dzień, ale przegrał z prostszymi, szybciej rosnącymi platformami. Facebook zaoferował czystszy interfejs, prawdziwe nazwiska, studencki prestiż, potem masową codzienność. MySpace stawał się coraz bardziej przeładowany reklamami, chaotyczny i mniej wygodny. To, co wcześniej było jego urokiem, z czasem zaczęło wyglądać jak problem.

Serwis został kupiony przez News Corp w 2005 roku, a później sprzedany. The Guardian przypominał, że News Corp zapłacił za MySpace 580 mln dolarów, a w 2011 roku serwis trafił do Specific Media za 35 mln dolarów. W 2016 roku Time Inc. kupił Viant, czyli firmę, do której należał MySpace, głównie z myślą o danych i reklamie.

Najbardziej symboliczny cios przyszedł jednak później. W 2019 roku wyszło na jaw, że w wyniku migracji serwerów MySpace utracił ogromną część archiwalnych treści. The Guardian pisał o milionach utraconych zdjęć, filmów i piosenek, w tym o ponad 50 mln utworów od 14 mln artystów. To była nie tylko awaria techniczna. To była lekcja o tym, jak kruche są cyfrowe wspomnienia.

Czy MySpace nadal istnieje?

Tak, MySpace nadal istnieje, choć nie pełni już roli wielkiego centrum social mediów. Dzisiejszy MySpace jest raczej cieniem dawnej potęgi i internetowym artefaktem niż miejscem, w którym toczy się masowa rozmowa. Dla wielu osób ważniejszy od obecnego serwisu jest sam mit: wspomnienie internetu, który dawał więcej bałaganu, ale też więcej poczucia własności.

Właśnie dlatego MySpace wraca w nostalgicznych rozmowach. Nie chodzi wyłącznie o brokat, emo grzywki i Toma. Chodzi o tęsknotę za internetem, w którym profil nie był tylko kolejnym kafelkiem w identycznym układzie. Był miejscem, które można było zepsuć po swojemu.

Jak znaleźć stary profil MySpace w Wayback Machine?

Jeśli pamiętasz dawną nazwę użytkownika, możesz spróbować odnaleźć profil przez Wayback Machine. Najprostszy schemat to wpisanie adresu w formie myspace.com/nazwa_uzytkownika albo www.myspace.com/nazwa_uzytkownika. Jeśli profil został zarchiwizowany, Wayback pokaże kalendarz z niebieskimi punktami. Kliknięcie konkretnej daty otworzy zapisany widok strony.

W przypadku bardzo starych profili działały też adresy z numerem użytkownika, np. myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendID=NUMER. Nie zawsze wczytają się zdjęcia, muzyka i komentarze, bo archiwum nie przechwyciło wszystkiego. Jako przykład można zobaczyć archiwalny profil Toma z 11 kwietnia 2006 roku.

Dlaczego tęsknimy za MySpace?

Tęsknimy za MySpace, bo był absurdalny, niedoskonały i ludzki. Można było napisać wiadomość do ukochanego muzyka, a jednocześnie mieć brokatowe tło. Można było znać kogoś, kogo później pokocha MTV, ale nie przyjąć go do znajomych, bo miał nieciekawe profilowe. Można było żebrać o komentarze, choć nie było jeszcze lajków jako uniwersalnej waluty internetu.

Nic nie było podane na tacy tak jak później na Facebooku ani oczywiste jak na Instagramie. Trzeba było układać puzzle: szablon, piosenka, zdjęcie, opis, Top 8, komentarze. Profil był wezwaniem do przygody i prośbą o uwagę, ale też małym eksperymentem z tym, kim można być online.

MySpace był początkiem social mediów dla całej generacji. Pierwszym miejscem, w którym internetowy wizerunek nie musiał być tylko praktyczny. Mógł być teatralny, przesadzony, muzyczny, niezręczny i bardzo nastoletni. Dzisiejsze platformy są wygodniejsze, szybsze i potężniejsze. Ale rzadko pozwalają poczuć, że naprawdę ma się własny kawałek sieci.

MySpace i historia internetu przed Facebookiem

Historia MySpace to także historia internetu, który jeszcze nie był w pełni skonsolidowany przez kilka największych aplikacji. Obok komunikatorów, forów, blogów, Fotki, Last.fm czy Naszej Klasy istniały miejsca o różnych rytuałach i językach. Każde miało własne zasady obciachu, prestiżu i flirtu.

Dlatego MySpace warto pamiętać nie tylko jako śmieszny relikt epoki brokatowych gifów. To ważny rozdział historii mediów społecznościowych: czas, w którym internet uczył się, że tożsamość może być edytowalna, publiczna i zsynchronizowana z piosenką odpalającą się po wejściu na profil.

MySpace wraca?

Nowa zapowiedź powrotu nie wynika z przecieku ani kampanii marketingowej. To słowa obecnych właścicieli marki, braci Chrisa i Tima Vanderhooków, które padły w filmie dokumentalnym Myspace Tommy’ego Avallone’a. Podkreślają oni, że nadal są opiekunami marki i zamierzają ponownie uruchomić serwis, ale dopiero wtedy, gdy uznają, że nadszedł właściwy moment. Nie ujawniono daty premiery, wyglądu nowej wersji ani listy funkcji, dlatego na razie mówimy bardziej o deklaracji niż o oficjalnym planie startu. Mimo to sama wypowiedź wystarczyła, by temat błyskawicznie podchwyciły media społecznościowe i zachodnie serwisy technologiczne, ponownie rozbudzając nostalgię za MySpace.

FAQ: MySpace

Kiedy powstał MySpace?

MySpace powstał w 2003 roku. Największą popularność zdobył w połowie pierwszej dekady XXI wieku, szczególnie w latach 2005-2008.

Kim był Tom z MySpace?

Tom Anderson był współtwórcą MySpace i domyślnym pierwszym znajomym nowych użytkowników. Jego charakterystyczne zdjęcie profilowe stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów wczesnych social mediów.

Czy MySpace jeszcze działa?

Tak, serwis nadal jest dostępny pod adresem myspace.com, ale nie ma już znaczenia porównywalnego z okresem swojej największej popularności.

Dlaczego MySpace był ważny dla muzyki?

MySpace pozwalał artystom publikować utwory, budować społeczność i kontaktować się bezpośrednio z fanami. Dla wielu zespołów był narzędziem promocji zanim streaming i TikTok stały się oczywistą częścią kariery muzycznej.

Jeśli interesuje cię nostalgia za dawnym internetem, sprawdź też tekst o tym, co robiliśmy w mediach społecznościowych 10 lat temu.

TRENDY

FILM

MUZYKA

TECHNOLOGIA

SPOŁECZEŃSTWO

MODA

MIASTO

STREETWEAR