Depeche Mode to jedyny zespół, którego koszulki noszą tylko prawdziwi fani

Analogowe zdjęcie grupy bawiących się ludzi

Są takie zespoły, które po dziś dzień przyciągają nowych odbiorców. No właśnie, kiedy jesteś fanem zespołu i jak definiować uwielbienie dla jakiegoś rodzaju muzyki, artysty, czy grupy? Odpowiedzi można szukać w psychologii, socjologii i innych dziedzinach nauk, ale najlepiej zapytać zainteresowanych. Gdzie (?) – na zlocie fanklubu, który bardzo szybko stał się subkulturą i to w dodatku masową.

Nikogo nie dziwi już to, że muzyka może przenosić góry lub skłaniać ludzi do szalonych rzeczy. W latach 80., chyba najbardziej charakterystycznym zjawiskiem za Oceanem, były groupies, czyli zapalone miłośniczki muzyki, a raczej muzyków. Jeździły z legendami rockowej sceny w trasy, pilnowały ich garderób, później, pojawiały się w biografiach artystów jako upojne wspomnienia przygód. Jednak, na próżno szukać tu fascynacji muzyką. Wszystkie relacje opierały się na obopólnej korzyści i wywindowaniu pozycji towarzyskiej. Dzisiaj nie trzeba wskakiwać do tour busów, garderób i być na każdym koncercie swojego ulubionego artysty. W czasie kiedy internet włada naszym życiem, a także relacjami, wystarczy obserwować odpowiednie osoby, lajkować konkretne zdjęcia, a na przypieczętowanie pozycji lidera wśród fanów, dodać selfie w objęciach idola.

czarno-białe zdjęcie przedstawiające grupę ludzi ubranych w czarne ramoneski, którzy stoją na tle baneru z napisem Depeche Mode

Zaciera się granica między tym, co modne, a tym, co warte słuchania, nawet jeśli artysta ma dużo do powiedzenia. Postrzegamy powierzchownie i lubimy coś w ten sam sposób, przez 5 minut. Jednak historia muzyki pokazuje, że można utrzymać swój fan base przez pokolenia i dopisywać kolejne roczniki. Depeche Mode, bo to o nich mowa, zbudowali, prawdopodobnie nieświadomie, jeden z najbardziej rozpoznawalnych fanklubów w Polsce. Bo nawet jeśli nie jesteś ortodoksem, to wiesz, że jedynym właściwym kolorem w Twojej szafie jest czarny.

Szybka moda

Depeche Mode to z języka francuskiego szybka moda. Jednak od lat 90. w Polsce ta fascynacja nie przemija, a w wielu miastach są cyklicznie organizowane imprezy w rytm muzyki zespołu, które przyciągają wielu fanów. Depesze pojawiają się nie tylko tam. Przede wszystkim są tam, gdzie pojawia się wielka trójka. Dla koncertu są w stanie przemierzyć kilometry. Nic w tym dziwnego. Kiedy wchodzisz na zlot depeszy, wiesz, że trafiłeś na pasjonatów. Są koszulki z nazwą zespołu, jest czarny kolor, są skórzane buty, jest nawet kilka sobowtórów Dave’a Gahana, ale przede wszystkim muzyka, cała dyskografia zespołu i teksty wyrecytowane na pamięć. To właśnie to jest mocą, która wciąż utrwala tę grupę. Muzyka dla mas*, której nie słuchasz samotnie w domu, słuchasz jej we wspólnocie.

Depesze przyznają, że w ich gronie jak w rodzinie, czarnej rodzinie. Odwiedzają się, jeżdżą razem na koncerty (niektórzy byli na 35 koncertach, chociaż sami nie mają tylu lat na karku).

Dwie pary, które poznały się na koncercie DM w Berlinie, od tamtej pory spędzają każde wakacje razem, a jak dwoje z nich postanowiło zalegalizować swój związek, Ci drudzy zorganizowali dla nich ślubny zlot fanów.

Od początku działalności grupy, poza wyznaczaniem trendów, muzycy pochłaniali wielbicieli. Wielu dorastało z tym zespołem, później wciągając w to swoje potomstwo, mężów, dziewczyny i przyjaciół. Urosło to do rozmiarów subkultury, bo jak inaczej nazwać niezliczoną grupę ludzi, która deklaruje zamiłowanie do muzyki tworzoną przez Dave’a, Martina i Andrew, ubiera się w charakterystyczny sposób, czesze i jeśli idziemy w radykały, porusza się w stylu Gahana. Na znak miłości i wierności, niektórzy tatuują sobie czarną różę** na ciele.

Depesze nie są kulturą dominującą, o której często pisze się w kontekście odłamów kulturowych, ale są na tyle wyrazistą grupą, że nie sposób ich nie kojarzyć. Nie ważne pod jaką nazwą istnieją to jest to zawsze grupa otwarta na innych, czy to członków, czy artystów. Na depeszowych imprezach usłyszymy m.in. Republikę, czy Tears for Fears. Na tolerancji muzycznej się nie kończy. Kiedy katowicki fanklub pod koniec lat 90. wyjeżdżał na ogólnopolski zlot, grupę odprowadzali śląscy skinheadzi. Zgraja ludzi kochająca muzykę stroniącą od polityki i subkultura, która wyrosła na młodzieżowym buncie niestroniącym od radykalizmu politycznego razem? Tak, to wydarzyło się naprawdę.

Strangelove

Ktoś, kto nigdy nie żywił szczególnej sympatii do czegokolwiek, może nie rozumieć idei przynależności do grupy fanów. Psychologowie tłumaczą to zjawisko silną potrzebą socjalizacji. Podczas dorastania szukamy grup rówieśniczych, które będą nas akceptowały, później w dorosłym życiu i ciągłym pędzie możemy zatracić tożsamość i czuć brak zrozumienia. To wszystko dają fankluby, zrzeszenia ludzi o tych samych upodobaniach i gustach. Człowiek jest stworzeniem stadnym, lubimy mieć ludzi wokół siebie, dlatego chętnie dobieramy sobie otoczenie, które nas akceptuje, w towarzystwie, którego możemy czuć się swobodnie. Jednak wolność i swoboda mają swoje granice. W miłości do muzyki nie można kierować się tylko sercem. Jeśli zatracimy się w uczuciach, czy to do Depeche Mode, czy innego zespołu, nie możemy zapominać o życiu codziennym. Fanklub jest utopią, czasem dla Ciebie, odskocznią, jednak nie może przesłaniać powszednich problemów i nie powinien wpływać negatywnie na relacje z bliskimi. W przypadku przejścia granicy zdrowego rozsądku, nie jesteśmy już fanami, tylko czymś na wzór kibola.

Dave Gahan w tłumie rąk fanówpodczas koncetru

Chociaż świat szybko się zmienia, to pewne kanony pozostają. Nie zostaniesz fanem tylko przez noszenie koszulki. Liderzy wśród fanów noszą złote odznaki, ale nie te wirtualne. Mówi się, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach. W przypadku rodziny Depeche Mode, zdecydowanie nie. Cztery sprzedane koncerty zespołu w Polsce w 2018 roku i nierozerwalna od kilku dekad więź fanów. To jest fenomen!

*Music for the masses (Muzyka dla mas) to album zespołu wydany w 1987 roku.

**róża to charakterystyczny symbol Depeche Mode, który pierwotnie zdobił okładkę albumu Violator (1990)

Tekst: Aleksandra Siążnik

Komentarze
Depeche Mode to jedyny zespół, którego koszulki noszą tylko prawdziwi fani
Oceń artykuł