Dawid Podsiadło: Wciskanie sztuki między chipsy i marchewkę [2]

„Annoyance and Disappointment” to nieco zaskakujący tytuł drugiej płyty Dawida Podsiadły. Gdy rozmawialiśmy, nie miał jednak powodów do irytacji czy rozczarowania. Powstał za to wywiad, w którym omówiliśmy zarówno większą muzyczną różnorodność następcy diamentowego debiutu, jak i nieoczekiwane pojawienie się Dawida w podręczniku do języka polskiego.

[pierwsza część wywiadu TUTAJ]

Kto odkrył obraz Juliusa Kronberga, którego fragment znalazł się na okładce? Wielu ludzi myśli pewnie, że to Twój portret?
Tak, kiedy zamieściłem okładkę na Facebooku, sporo osób pisało, że to przejaw narcyzmu, by samego siebie ukazywać w takim entourage’u. Dopiero potem zrozumieli, że to obraz namalowany 130 lat temu (śmiech). A po raz pierwszy pokazała mi go rok temu pewna dziewczyna, która znalazła go w podręczniku do polskiego. Akurat uczyła się do matury – „Patrzę, a tu Podsiadło w mojej książce!” (śmiech).

Comfort and Happiness zyskało status diamentowej płyty. Czy jego sukces ciąży w jakiś sposób nad Tobą? Mobilizuje czy przeszkadza?
Świadomość tego nie jest stresująca ani deprymująca, aczkolwiek nie spodziewam się powtórzyć prędko podobnego sukcesu. Cieszę się, że tak wiele osób słucha mojej muzyki, a ta wpływa na ich życie. Tworzyłbym jednak nawet wówczas, gdyby moimi odbiorcami były cztery osoby spoza najbliższej rodziny.

Z popularnością wiąże się też status celebryty, który przesłania nieco muzykę. Kiedy wpisuję Twoje nazwisko w wyszukiwarce, w pierwszej kolejności znajduję plotki o tym, że zapuściłeś wąsy albo że boisz się pająków.
Nie przeszkadza mi to. Jako odbiorca, śledzący swoich ulubionych artystów, lubię dowiedzieć się o nich także czegoś niezwiązanego z muzyką. Nawet gdyby miała to być informacja, że chodzenie w kolorowych skarpetkach pomaga w myśleniu (śmiech). Nie trzeba tego śledzić, jeśli się nie chce, ale dla niektórych jest to ciekawostka i sposób zbliżenia się do osoby, którą się szanuje.

Znajoma dziennikarka dostała w pewnej redakcji polecenie: „zrób materiał o młodym wokaliście, najlepiej znajdź nowego Podsiadłę”. Jak przyjmujesz fakt, że ludzie zaczynają porównywać do Ciebie innych muzyków?
Jest to zajebiste (śmiech). Pierwszy raz spotkałem się z tym przy okazji jakiegoś zestawienia, w którym moje nazwisko postawiono obok Brodki i Makowieckiego. Wtedy poczułem, że jestem traktowany poważnie. Nie jestem tylko laureatem talent show i obiektem sezonowego zachwytu, ale gościem tworzącym muzykę na poziomie zbliżonym do dobrych wykonawców. Fakt, że coraz więcej ludzi mnie docenia jest wielkim komplementem.

Czy po udziale w wiadomej reklamie telewizyjnej nikt nie próbował wmanewrować Cię w imprezy typu koncert na otwarciu supermarketu?
Na pewno były takie propozycje, ale odkąd sporo zaczęło się wokół mnie dziać, opiekują się mną ludzie, którym ufam. Nie muszę już rozmawiać ze wszystkimi na tematy zawodowe. Wierzę w swojego menadżera, jego gust, zmysł i wizję. Z perspektywy muzyka cieszy mnie jednak, że ludzie chcą mnie spotkać i posłuchać muzyki na żywo, bodaj i w supermarkecie. Nie wiem tylko, czy moja muzyka pasuje do takiego miejsca, bo jest chyba zbyt smutna, aby zachęcać do kupowania chipsów lub marchewki (śmiech). Mam zbyt duży szacunek do sztuki, by używać jej w podobnych przybytkach.

Dają Ci satysfakcję koncerty w rodzaju supportu dla Lany Del Rey? Wiadomo jak traktuje się „otwieraczy” wielkich gwiazd – ściszona aparatura, krótki set…
To prawda, ale podobne występy również mnie cieszą, niezależnie od warunków panujących na scenie. Mogę powiedzieć, że grałem przed Laną Del Rey albo 30 Seconds to Mars i zawsze brzmi to dobrze (śmiech). Fajnie jest też pogadać z artystami, których lubię i którym kibicuję.

Dawid Podsiadło_FOTO_Lukasz_Zietek_8862 (2)

Można liczyć na trasę klubową po wydaniu Annoyance and Disappointment?
Jak najbardziej. Zaczynamy koncertować po Nowym Roku. Na pewno będzie trasa klubowa, ale myślimy też o specjalnych miejscach z siedzącą publicznością. Marzy mi się występ w filharmonii. Na pewno jednak pojawię się w większości miast.

 

rozmawiał | Sebastian Rerak

zdjęcia | Łukasz Ziętek

 

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera