Czytajmy INCI!

Szkodliwość licznych substancji wykorzystywanych do produkcji popularnych kosmetyków jest ostatnimi czasy tematem często poruszanym zarówno wśród internautów, jak i na konferencjach gromadzących specjalistów od kosmetologii. Wiele się mówi o szkodliwości parabenów, silikonów i detergentów wspomagających pienienie się mydeł oraz szamponów. Jak ustrzec się przed szkodliwym dla zdrowia działaniem kosmetyków? Na początku trzeba nauczyć się czytać INCI, czyli listę składników umieszczoną na etykietce, co naprawdę nie jest proste.

Kosmetik (2)

Dlaczego? Listy składników kosmetyków są najczęściej dość długie (standardowo znajduje się na nich od kilkunastu do dwudziestu kilku pozycji), a część użytych do produkcji szamponu lub mydła substancji widnieje pod postacią enigmatycznych skrótów zrozumiałych tylko dla fachowców. Żeby nauczyć się dokładnie czytać INCI, trzeba sporo dobrej woli i kilku godzin spędzonych na specjalistycznych stronach internetowych zawierających informacje o rozszyfrowanych składnikach kosmetyków. Można też ułatwić sobie zadanie – przeanalizować działanie kilku wszechobecnych w popularnych kosmetykach substancji, aby wyrobić sobie opinię o ich bezpieczeństwie dla skóry i włosów. Wtedy możliwe będzie szybkie podjęcie właściwej decyzji o zakupie kosmetyku lub odłożeniu go na półkę sklepową.

Pierwsze, na co warto zwrócić uwagę, to długość listy składników. Jeżeli analizujemy skład zwykłego żelu do mycia ciała, a nie specjalistycznej odżywki do zniszczonych farbowaniem włosów, to obowiązuje zasada – im mniej, tym lepiej. Dlaczego? Nasz organizm każdą substancję chemiczną traktuje jako ciało obce, dlatego długa lista składników to większe prawdopodobieństwo wystąpienia alergii i podrażnień skóry. Oczywiście, że obecność na INCI naturalnych olejków i ekstraktów owocowych jest pożądana, jednak częściej można tam znaleźć sztuczne detergenty, konserwanty i silikony, których nadmiernej ilości należy się wystrzegać.

Najistotniejsze jest rozpoznanie składników, które zajmują pierwsze miejsca na liście. Najczęściej jest są chemiczne detergenty: Sodium Lauryl Sulfate (SLS) lub Sodium Laureth Sulfate (SLES). To one sprawiają, że mydła i szampony się pienią. A przy okazji podrażniają skórę i wywołują alergie. Niestety, jeżeli decydujemy się na zakup konwencjonalnego kosmetyku, obecność SLS lub SLES jest niemal nie do uniknięcia. Detergenty te często są obecne również w kosmetykach udających produkty ekologiczne, dlatego warto zerknąć na INCI przed zakupem szamponu lub mydła choćby po to, by przekonać się, czy nie jesteśmy nabijani w butelkę.

Jeżeli kupujemy zwykłe, tanie mydło w płynie, a na początku listy składników widnieje tylko SLS lub SLES, bez dodatkowych detergentów wzmacniających ich działanie, to zakup jest jeszcze dość rozsądny. Gorzej, gdy na INCI straszą takie zagadkowe substancje, jak np. Laureth-4 – wtedy mamy pewność, że mydło będzie silnie działało, ale przy okazji średnie lub mocne podrażnienie skóry mamy gwarantowane. Dlatego też większość zawartych w kosmetykach sieciowych składników kondycjonujących (czyli natłuszczających skórę i zatrzymujących wilgoć we włosach), takich jak emolienty lub betaina, ma za zadanie zneutralizować szkodliwe dla skóry i włosów działanie detergentów.

kosmetyki2

I tu koło się zamyka, gdyż wiele substancji ratujących naszą skórę przed przesuszeniem wywołuje kolejne problemy. Do natłuszczania skóry i włosów najczęściej stosowane są silikony (utrudniające komórkom oddychanie i prowadzące do ich obumierania) oraz inne substancje powstające w wyniku rafinowania ropy naftowej. Szczególnie należy wystrzegać się silikonów nierozpuszczalnych w wodzie, które skutecznie i trwale zaklejają ciało, a w INCI figurują jako Cyclomethicone, Cyclopentasiloxane, Trimethylsilylamodimethic oraz Trimethylsiloxysilicates. Emulgatory z przedrostkami PEG i PPG w nazwie zwiększają przepuszczalność skóry, a do ich produkcji używany jest gaz uchodzący za substancję rakotwórczą. Zamiast tych składników szukajmy na etykietach olejków roślinnych, gliceryny naturalnego pochodzenia lub wyciągu z aloesu. Betaina użyta jako substancja spieniająca (najczęściej jest to Cocamidopropyl Betaine) jest całkowicie bezpiecznym, delikatnym detergentem naturalnego pochodzenia (pozyskiwanym z oleju kokosowego), ale pamiętajmy, że nie powinna ona występować w składzie razem z SLS, gdyż wtedy może wywoływać alergie i prowadzić do przesuszenia skóry.

Na końcu listy składników znajdziemy konserwanty, a wśród nich substancje uważane za potencjalnie szkodliwe, m.in. wpływające na zmianę gospodarki hormonalnej i podejrzewane o działanie kancerogenne. Dlatego warto wystrzegać się następujących konserwantów: Methylparaben, Ethylparaben, Isopropylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Benzylparaben, Glutaraldehyde, Hexamidine-Diisethionate, Phenol, Phenyl Mercuric Acetate, Phenyl Mercuric Borate, Benzetonium Chloride. Niestety, większość popularnych żeli do mycia ciała i włosów przeznaczonych dla mężczyzn zawiera w swoim składzie mniej więcej cztery takie konserwanty. Alternatywą jest stosowanie kosmetyków bez parabenów (więcej dowiesz się tutaj: http://love-me-green.pl/artykuly/kosmetyki-bez-parabenow/), a najlepiej takich, które są certyfikowane przez ECOCERT lub BDIH – można to łatwo sprawdzić na etykiecie.

To oczywiście tylko najważniejsze spośród pozycji na listach składników kosmetyków, na które trzeba zwracać szczególną uwagę. Najlepiej przed każdym zakupem dokładnie przeanalizować INCI w domu, pozwoli to na uniknięcie pomyłki w sklepie. Niestety, producenci kosmetyków nie zawsze zamieszczają dokładne listy składników swoich produktów w Internecie, a na decyzję o zakupie podejmowaną przy półce sklepowej często mają wpływ również inne czynniki – atrakcyjne opakowanie lub promocyjna cena. Dotyczy to zwłaszcza produktów kierowanych do mężczyzn. Dlatego lepszym wyjściem jest zaufanie producentom, którzy publikują w sieci dokładne informacje o swoich kosmetykach.

Tekst | Love Me Green

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera