Czy warto kupić Tinder Gold? Czy się to opłaca?

tinder gold

Większości internautów nie trzeba zapewne wyjaśniać, czym jest Tinder i do czego służy. Jeśli ktoś jednak ostatnie lata życia spędził w głębokiej jaskini bez dostępu do internetu, wyjaśniam: Tinder to aplikacja do poznawania ludzi. Jest nastawiona na randki, ale nie wyklucza również nawiązywania koleżeńskich relacji. Od wielu lat Tinder jest popularny na całym świecie.

Tinder – wyszukiwarka pokemonów?

Wiele osób nadal nie jest przekonanych do korzystania z tej aplikacji. Inne zostały nieco zdegustowane tym, czego doświadczyły, spotykając się z poznanymi tam osobami. Ogólnie jednak rzecz biorąc większość użytkowników Tindera (wnioskuję to po swoich znajomych) jest zadowolonych z nawiązywanych relacji oraz możliwości, jakie oferuje ta aplikacja.

Kobietom jest dużo łatwiej jeśli chodzi o przebieranie w ofertach matrymonialnych. Wszystko dlatego, że mężczyzn jest o wiele więcej i statystycznie są oni bardziej skłonni do przesuwania w prawo potencjalnych partnerek. W związku z tym zakładam, że to głównie do nich kierowane są rozszerzenia Tindera – między innymi omawiany dziś Tinder Gold. Bo trzeba wiedzieć, że w zamian za nieco ponad sześćdziesiąt złotych Tinder obiecuje zmienić nasze życie i znacznie zwiększyć liczbę potencjalnych partnerek (lub koleżanek).

Kuszony tą wizją zainwestowałem w Tinder Gold. Czy jestem zadowolony?

Co oferuje Tinder Gold?

Na pierwszy rzut oka oferta wygląda całkiem przyzwoicie. Przede wszystkim za każdym razem, kiedy ktoś nas polubił, możemy zobaczyć, kim ta osoba dokładnie jest. W zwykłej wersji musimy bowiem cierpliwie czekać na to, aż będziemy mieć z nią parę. Dostajemy również raz w tygodniu 5 superlajków (a Tinder Gold obowiązuje na co najmniej miesiąc, mówimy więc o mniej więcej 20 superlajkach, które możemy dać osobom podobającym się nam najbardziej). Mamy również jednorazową opcję nazwaną Boost, która na określony czas wybija nasz profil we wszelkich algorytmach, przez co więcej osób nas widzi.

Tinder Gold

Tinder Gold zapewnia również opcje znane z nieco tańszego Tinder Plus. Mowa tutaj o nieograniczonych polubieniach, ponownym wyborze bez ograniczeń oraz paszporcie do dowolnej lokalizacji. Oznacza to, że możemy przeglądać potencjalne partnerki lub partnerów z Serbii, Norwegii, Rosji, Brazylii czy Lublina.

Pakiet ten wygląda całkiem pokaźnie i co bardziej zaawansowany użytkownik Tindera może pomyśleć, że dzięki niemu zyska naprawdę dużo. Cena może jednak nieco odstraszać – w końcu sześćdziesiąt złotych z niewielkim hakiem to całkiem pokaźny pieniądz kiedy mowa o zakupach wewnątrz aplikacji mobilnych.

Czy Tinder Gold to wybawienie?

Mogłoby się wydawać, że Tinder Gold jest natychmiastową furtką do poznawania dziesiątek ciekawych ludzi, przebierania w połączonych profilach oraz wielu innych atrakcji. Pierwsze godziny użytkowania aplikacji dzięki Tinder Gold były dla mnie całkiem miłe – połączyło mnie w pary ze znacznie większą liczbą osób, niż wcześniej, na normalnym koncie. Dzięki superlajkom otrzymałem kolejne dopasowania. Użyłem nawet funkcji Boost, ale…

Funkcja Boost niewiele dała. Pary, które zapewne normalnie by do mnie „przyszły” bez Boosta, oznaczone zostały po prostu charakterystycznym znaczkiem, który ma zapewne sugerować, że użycie Boosta było dobrym pomysłem. Po kilku dniach liczba zdobywanych par uległa znacznej redukcji i poczułem się ponownie jak typowy facet na Tinderze – więcej było czekania na ciekawe pary, niż wartościowych rozmów czy poznawania ludzi. Tinder Gold nie przyniósł zatem wybawienia, a nawet jeśli, to niewielkie. Prawie siedem dych zdecydowanie nie jest ceną wartą poniesienia za tak niewielką skuteczność.

I żeby nie było – nie obwiniam Tindera za to, że nie zdobyłem wielu par. Problem polegał na tym, że na bardzo podobnie wyglądającym koncie bez wykupionej subskrypcji zdobyłem… cóż, wydaje mi się, że nawet więcej dopasowań.

Zobacz także: Dlaczego Tinder był tak popularny w trakcie pandemii?

Komentarze
Rate this post

Zapisz się do Newslettera