Czy psa trzeba zdominować? Najpopularniejsze mity o wychowywaniu psów z książki „Słuchając psa”

Kobieta i mężczyzna siedzący na ziemi z psem

Bez wątpienia pies to najlepszy przyjaciel człowieka – wiemy to nie od dziś. Kochamy je, rozpieszczamy, trenujemy, karmimy, ale… czy ich słuchamy?

Zofia Zaniewska-Wojtków i Piotr Wojtków to psi behawioryści z długoletnią praktyką, pasjonaci zafascynowani światem czworonogów, którzy postanowili pomóc każdemu, kto pragnie nawiązać ze swoim podopiecznym silną więź.

Zofia i Piotr stworzyli poradnik, który w jasny i przystępny sposób prezentuje wszelkie zagadnienia dotyczące języka, jakim pies porozumiewa się z człowiekiem. Słuchając psa to prawdziwa skarbnica wiedzy zarówno na temat opieki nad szczeniakiem, jak i starszym psem oraz przewodnik po komendach, grach, zabawach oraz najczęstszych problemach, z którymi mierzą się psi opiekunowie. Poradnik, nakładem wydawnictwa Buchmann ukaże się w księgarniach już 4 września.

A my z tej okazji dzielimy się z wami przedpremierowym fragmentem rodziału, który obala najpopularniejsze mity związane z wychowaniem i opieką nad naszymi pupilami.

Dodatkowo informujemy, że już 7 września (sobota) odbędzie się spotkanie z autorami książki w warszawskich Hockach Klockach nad Wisłą. Start spotkania o 16:00. Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/428604634410699/

CO OPIEKUN OPIEKUNOWI W PARKU POWIEDZIAŁ…

Odpowiedzialni i przewidujący opiekunowie bardzo uważnie przygotowują się do wzięcia psa. Bardzo przejęci chcą wiedzieć wszystko i szukają książek, artykułów w internecie, przeglądają stare podręczniki na temat wychowania psów. Niestety jest w nich mnóstwo nieaktualnej wiedzy.

Mimo że nowe badania i rozwój nauki obalają wiele mitów, często są one powtarzane przez opiekunów psów, którzy szczycą się długim doświadczeniem. Mądrości powielają też nieodpowiedzialni hodowcy. Mity o fizjologii, wychowaniu i szkoleniu psów szerzą ci, którzy nie mają pojęcia o psychologii i zachowaniach zwierząt. Nierzadko za sprawą nieprawdziwych przekonań psy są źle socjalizowane i wychowywane. Skutkuje to różnymi sytuacjami w domu i na spacerach, które mogą wpłynąć na uwrażliwienie psa, utrwalenie złych nawyków i zachowań. Dlatego stworzyliśmy mały katalog podstawowych błędów i mitów, z którymi rozprawiamy się tu po kolei.

Pies dla nas, nie dla dziecka

Wiadomo, że pies doskonale wpływa na rozwój emocjonalny dzieci. W ich towarzystwie stają się one bardziej otwarte, bo zwierzęta wspomagają rozwój poznawczy oraz redukują stres. Dziecko tworzy z psem grupę rodzinną, ale nigdy nie powinno być jego głównym opiekunem. Pies musi mieć dojrzałych i dorosłych przewodników. Stereotypy, że dziecko i pies będą się świetnie bawili i że czworonóg będzie zawsze bronił malucha, też bywają błędne. Pies rzeczywiście wykazuje wiele opiekuńczych zachowań, ale tylko wtedy, jeżeli czuje się przy dziecku bezpiecznie i poszanowane są jego indywidualne strefy.

Nieświadome, zaciekawione dziecko może naruszyć te strefy komfortu psa. Gdy podchodzi zbyt blisko, kładzie się na odpoczywającym psie, on może poczuć się zagrożony, a wtedy nawet zaatakować. Gdy planujemy mieć dziecko, musimy pamiętać, że jeśli wcześniej weźmiemy psa, potem może się okazać, że będziemy zmęczeni nadmiarem obowiązków.

Warto zastanowić się, czy to akurat dobry moment na psa. Schroniska są pełne porzuconych zwierząt, których opiekunowie tłumaczyli, że urodziło im się niemowlę i nie dają rady zająć się w tym momencie swoim pupilem. Jeśli nastolatek marzy o psie, to świetnie. Gdy rodzice zdecydują się na zakup czy wzięcie zwierzęcia ze schroniska, może uczestniczyć w jego wychowaniu i obowiązkach. Pamiętajmy jednak, że głównymi opiekunami są zawsze rodzice. Nastolatek ma dużo zajęć w szkole, dojrzewa, odnajduje się w grupie towarzyskiej, a gdy dorasta, wyprowadza się z domu. Znamy dużo takich historii, kiedy młody człowiek opuścił dom, a jego pupil zostawiony w domu bardzo tęsknił. Rodzice nie byli w stanie sprostać wszystkim potrzebom psa, które do tej pory zaspokajał syn: długim spacerom, dynamicznym zabawom, bieganiu. Ale obserwowaliśmy też pozytywne przykłady odpowiedzialności i rozważnego przemyślenia wszystkich za i przeciw, a potem podjęcia decyzji. Trzech chłopców w wieku 10, 13, 15 lat marzyło o psie. Wcześniej rodzice dali synom zadania i przeprowadzili kilkumiesięczne przygotowania.

Chłopcy zdali test, między innymi przez kilka tygodni wychodzili na zmianę o 6 rano na spacer. Nawiązywali kontakt z innymi opiekunami, rozmawiali o posiadaniu psa. Gdy rodzice upewnili się, że dzieci będą go wyprowadzać, zakupili papillona. Całą rodzinę poznaliśmy potem na treningach i kursach dla szczeniaków. Wszyscy uczestniczyli i bardzo odpowiedzialnie podeszli do tych zadań. Synowie byli zaangażowani podczas szkoleń i wiedzieli, jak bezpiecznie bawić się z pupilem, trenować, ale i zaspokajać psie potrzeby.

Psa nie trzeba zdominować, a one nie dominują nas

Często opiekunowie psów pytają nas: Czy to prawda, że psa trzeba zdominować? Nie trzeba — odpowiadamy. Skąd wzięła się teoria dominacji? Głównym jej propagatorem był nieżyjący już John Fisher, angielski behawiorysta, autor między innymi książki Okiem psa.

Jednak on sam pod koniec życia wycofał się z tej teorii i skupił na promowaniu innych, pozytywnych metod pracy ze zwierzętami. Fisher opisał system dominacji, który zakładał, że opiekun i pies żyją w podobnej strukturze społecznej jak stado wilków na zamkniętym obszarze. Behawiorysta stworzył cały system redukcji pozycji psa w stadzie i przełożył to na dom opiekunów. Niektóre elementy polegały na wprowadzeniu zasad, jak chociażby to, że pierwszy przez drzwi wychodzi opiekun, on także je pierwszy. Wiele zasad było jednak awersyjnych, między innymi ta, że psa trzeba siłowo zdominować. To przekładało się na relacje domowe, na przykład, kiedy pies zachowywał się w sposób przez nas nieakceptowany, trzeba go było przytrzymać za kark albo przewrócić i trzymać, aby w końcu sam z bezradności zrezygnował.

Jednak od wydania książki minęło ponad trzydzieści lat i dziś naukowcy dysponują nowymi badaniami dotyczącymi relacji człowiek–pies. Teorię Fishera krytykują przede wszystkim za to, że wysunięte wnioski opierały się na obserwacji wilków, które żyły na zamkniętym obszarze. Gdyby zwierzęta były w naturalnym środowisku, przypuszczalnie nie byłoby między nimi tylu konfliktów. Inną ważną sprawą, która mogła mieć wpływ na wynik badania, było to, że na obserwowanym obszarze żyły wilki, które nie były ze sobą spokrewnione.

Wilki zazwyczaj żyją w stadzie rodzinnym. Dziś nowe badania, choćby wilków z parku Yellowstone, które żyją na swobodzie, przynoszą całkiem inne obserwacje. Wskazują, że relacje zwierząt są bardziej zbliżone do grupy rodzinnej — jest głowa rodziny i reszta osobników. Wilcze stado łączą silne więzi społeczne i opiekuńcze, osobniki udzielają sobie wsparcia w celu przetrwania. Ich relacje nie są budowane na dominacji i hierarchizacji. Dość nieprawdziwym punktem tej teorii jest też to, że przeniesiono obserwacje zachowań wilków bezpośrednio na psy domowe. Pies nie jest wilkiem i choć mają wspólnych przodków i mogą się ze sobą krzyżować, dając płodne potomstwo, to nie zachowują się w ten sam sposób.

Inne opinie obalające teorię dominacji to badania Raymonda i Lorny Coppingerów, którzy przeprowadzili rzetelne obserwacje na temat tego, jak pies znalazł się przy człowieku. Udowodnili oni, że pies znacznie różni się od wilka. Dużo chętniej zbliża się do osobników innego gatunku, łatwiej nawiązuje współpracę z człowiekiem i wykazuje dużo większą chęć zabawy. Jednak wciąż można spotkać zwolenników teorii dominacji. Ich zdaniem psią potrzebę dominacji potwierdza to, że pies warczy, kiedy broni czegoś cennego. Tymczasem nie wynika to z potrzeby zdominowania otoczenia, tylko bezpiecznego miejsca do odpoczynku lub jedzenia.

Psy czasami kontrolują jakąś przestrzeń lub dostęp do miski, co jest związane z potrzebą posiadania czegoś i poczucia się bezpiecznie. Zamiast zabierać psu na siłę gryzak czy zabawkę, można nauczyć go komendy „puść”. Pies będzie wiedział, czego od niego oczekujemy, a przez to stanie się mniej zaborczy i będzie miał mniejszą potrzebę kontrolowania. Innym argumentem, który opiekunowie często przytaczają jako przykład dominacji, jest to, że pies kopuluje ich nogę albo rękę. Tłumaczymy, że nie ma to nic wspólnego z dominacją. Czasem zwierzęta wykonują ruchy kopulacyjne z frustracji, z nadmiaru energii lub z niezaspokojonych potrzeb, niekoniecznie seksualnych. Gdy nasz pies tak robi, warto zastanowić się, czy umiemy zaspokoić jego liczne potrzeby i czy nasze komunikaty są dla niego czytelne.

Jedyne, co warto przyswoić z teorii dominacji, to zasada, że należy wychodzić pierwszemu przez drzwi. Nie po to, żeby zdominować, ale sprawdzić, czy nie jedzie samochód, rower i tym podobne. Nowoczesne podejście do wychowania psów opiera się na wzajemnym zrozumieniu, szacunku i zaufaniu. Edukujemy, zamiast dominować. Uczmy psy w bezpieczny sposób zachowań, które są przez nas akceptowane i właściwe. Jeśli zachowują się tak, jak chcemy, nagradzajmy je. Dbajmy o ich potrzeby, a wtedy będziemy mieć o wiele mniej problemów.

Ruch jest super, ale pies nie zawsze musi się wybiegać

Opiekunowie, którzy myślą, że pies musi się wybiegać, zabierają go do parku i rzucają mu do upadłego piłeczkę. Jednak ma on o wiele bardziej złożone potrzeby: współpracy i zabawy, lubi swobodnie eksplorować, biegać, węszyć. Pogoń dla drapieżnika to najbardziej stresujący moment — element polowania. Aby coś złapać, najpierw namierza cel, tropi, szuka zapachu. Jeśli już coś wyczuje, podąża za tym tropem aż do momentu, w którym spostrzega namierzany obiekt, wtedy podkrada się, żeby skrócić dystans dzielący go od ofiary.

Na koniec jest pogoń, która kończy się sukcesem lub porażką. Natomiast my ten jednostkowy element pogoni stosujemy kilka razy i dostarczamy psu bardzo silne emocje. Zwierzęta zaczynają się nawet uzależniać od aportu i w pewnym momencie nadmiernie się tego domagać.

Kilka rzutów podczas spaceru nie zaszkodzi, ale warto wprowadzać i inne ćwiczenia, na przykład schować piłkę i pozwolić psu ją znaleźć. Jeżeli spacer będzie odpowiednio zbalansowany, pies nie wpadnie w pułapkę uzależnienia od pogoni. Często też opiekunowie rzucają psu patyki. To dość niebezpieczne, bo biegnąc za patykiem i energicznie go chwytając, pies może się skaleczyć. Oczywiście nie ma nic złego w zabawie, kiedy pies znajdzie patyk w parku i sobie go chwilę pociumka. Ale do aportowania używajmy piłki. Dodatkowo rzucając patyk, zwiększamy jego znaczenie dla psa, wypuszczamy z naszych rąk bardzo cenną nagrodę. Dlaczego? To prosta rzecz, dostępna na wyciągnięcie łapy. Sam może go znaleźć, więc po co ma nas słuchać? A przecież tak, jak już wielokrotnie pisaliśmy, to my mamy być dla niego magikiem.

Okładka książki słuchając psa

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera