Chwytliwe melodie, zrozumiałe teksty. Rozmawiamy z bandem Koven

Podwójny portret kobiety, za nią mężczyzna

Londyńskie duo z premedytacją określa swój styl przy pomocy nader wirtualnej łatki bass music. Nie oznacza to jednak, że ambicją producenta Maksa Rowata i wokalistki Katie Boyle jest zdzielenie słuchacza po łbie wielkim młotem z decybeli.

W muzyce Koven znajdziecie przede wszystkim melodię, nastrój i wdzięk, które z pewnością okażą się dobrą odtrutką w przypadku przedawkowania basowych dopalaczy. Przed wami wywiad z ładniejszą połową duetu.

W muzyce elektronicznej opartej na basie panuje dzisiaj swoisty wyścig zbrojeń. Wszyscy chcą brzmieć ciężej i głośniej. Koven jednak nie podąża za tym trendem.

Zdecydowanie nie. Festiwale i wszelkie duże imprezy rzeczywiście zdominowane są dziś przez ciężkie brzmienie – zarówno na koncertach, jak i w setach didżejów. Jako Koven nie chcemy jednak rywalizować z wykonawcami, których filozofią jest więcej basu!. Staramy się zaprezentować bardziej przyjazną stronę bass music. Melodia i pozytywna wibracja to najważniejsze składniki naszego brzmienia.

Pewna fanka nagrała nawet akustyczną wersję jednego z utworów Koven. To dowodzi, że tworzycie raczej piosenki niż tracki.

Jak najbardziej! Trzymamy się klasycznej struktury piosenki – ze zwrotką, refrenem, mostkiem itd. Myślę, że dobra muzyka elektroniczna nie musi być pozbawiona chwytliwej melodii ani zrozumiałego tekstu, który może zaśpiewać z nami publiczność. Sprowadzanie całego utworu do jednej repetycji jest zwyczajnie jałowe.

Niektórzy przypisują Ci zasługę upiosenkowienia muzyki Koven. Mają rację?

Powiedziałabym raczej, że jest to rezultat dobrej chemii panującej między mną a Maksem. Do tego stopnia pracuje nam się znakomicie, że nie nadążamy z realizacją wszystkich pomysłów. Niebawem zresztą ukaże się nasza nowa EP-ka, na której zaprezentowaliśmy zupełnie nowe brzmienie, poszerzone instrumentarium oraz elementy różnych gatunków. Moje dołączenie do Koven było więc o tyle ważne, że udało mi się stworzyć wraz z Maksem całkiem twórczy duet.

Dobrą chemię udaje się przenieść ze studia lub sali prób także na scenę?

Tak, sama wolę nawet występy na żywo od pracy w studiu. Max preferuje to drugie, ale to zrozumiałe, bo jego konikiem jest produkcja, jest mózgiem i siłą napędzającą Koven. Kiedy w trakcie koncertów uwaga ludzi jest skupiona na mnie, Max pozostaje w cieniu i może zająć się muzyką. Pod tym względem także doskonale się uzupełniamy.

Kariera Koven rozwija się zadziwiająco szybko. Nie minęły nawet trzy lata od wydania pierwszych nagrań.

Zwłaszcza ja mam czasem problemy z nadążeniem. Dołączyłam do Koven niedawno i od tamtego momentu żyję na wariackich papierach. Mogę jednak śmiało powiedzieć, że jesteśmy szczęściarzami – gramy w tym roku na wielu niesamowitych imprezach, wśród których Audioriver jest jednym ze szczególnych. Nasze życie nabrało wyjątkowego tempa, ale stało się też o wiele bardziej ekscytujące. Kiedy wokół ciebie tyle się dzieje, masz pewność, że cały twój wysiłek ma sens.

To pytanie raczej do Maksa, ale może jesteś w stanie przybliżyć powody zmiany nazwy z Coven na Koven?

Do Maksa zgłosili się członkowie amerykańskiego zespołu Coven z lat 60. (grającego zresztą zupełnie inną muzykę – sataniczny occult rock) z żądaniem zmiany nazwy. Nie dali mu zbyt wiele czasu – w ciągu tygodnia miała ukazać się jego EP-ka i nagle musiał zaczynać wszystko od początku. To była ciężka próba, ale na szczęście zdołał z tego wybrnąć bez użerania się z prawnikami.

Co jeszcze w tym roku czeka Koven? Wspomniałaś o nowej EP-ce…

EP-ka jest praktycznie gotowa, czekamy teraz na jej premierę. Już niebawem można wyglądać zapowiedzi w necie. Niesamowicie cieszy nas ta płyta, bo znalazły się na niej naprawdę udane utwory. Poza tym koncerty – masa gigów i festiwali. Do końca roku będziemy pewnie promować EP-kę.

Czemu na tak wielu waszych zdjęciach pojawiają się butelki Jägermeistera? Jesteście endorserami tej marki czy po prostu smakoszami?

Max jest maniakiem Jägermeistera (śmiech). Ale czasem dostajemy od firmy mały zapas. Nie powiem, bardzo miło z jej strony (śmiech).

Tekst: Sebastian Rerak

Komentarze
Chwytliwe melodie, zrozumiałe teksty. Rozmawiamy z bandem Koven
Oceń artykuł