
Zestresowana młoda kobieta podczas rozmowy przez smartfon. Fot. Liza Summer / Pexels.
Chatboty przestały być poboczną ciekawostką z rubryki „technologia”. Z badania opublikowanego w „JAMA Pediatrics” wynika, że niemal co piąta osoba w USA w wieku od 12 do 21 lat korzystała z chatbotów AI, szukając porad dotyczących swojego samopoczucia czy zdrowia psychicznego.
Nie oznacza to jeszcze, że boty zastąpiły terapię. Dla części nastolatków i młodych dorosłych sztuczna inteligencja stała się jednak pierwszym adresem, pod który trafiają gdy czują lęk, złość, smutek i stres. AI jest adresem zawsze czynnym, cierpliwym i przynajmniej teoretycznie, poufnym.
Najprościej byłoby odpalić moralną panikę o młodzieży, która woli maszynę od człowieka. Tyle, że te rozmowy mówią również o braku dostępu do specjalistów, niedostatku zaufania i internecie, który z wyszukiwarki zmienił się w wyjątkowo intymnego rozmówcę.
Chatboty a zdrowie psychiczne: prawie co piąty młody respondent korzysta z AI
Badanie przeprowadzono w listopadzie 2025 roku. Spośród 1727 zaproszonych osób odpowiedzi udzieliło 1009 respondentów. Wyniki ważono tak, aby odzwierciedlały populację ponad 42,8 mln młodych mieszkańców USA. Korzystanie z chatbota AI w sprawach związanych ze zdrowiem psychicznym zadeklarowało 19,2 proc. badanych, co odpowiada około 8,2 mln osób.
Wśród użytkowników takich narzędzi 42,8 proc. sięgało po nie przynajmniej raz w miesiącu. 10,8 proc. robiło to co najmniej raz w tygodniu, a 5,8 proc. codziennie lub prawie codziennie. Trudno więc mówić wyłącznie o jednorazowym eksperymencie pod hasłem „sprawdzę, co powie ChatGPT”. Dla części młodych rozmowa z botem weszła do emocjonalnej rutyny.
Uwagę zwraca też ocena przydatności odpowiedzi. Aż 91,7 proc. użytkowników uznało porady chatbota za dość pomocne albo bardzo pomocne. Tę liczbę trzeba czytać trzeźwo. Poczucie, że coś pomaga, nie dowodzi jeszcze, że udzielona rada była trafna, bezpieczna i zgodna z wiedzą kliniczną.
Dlaczego bot bywa łatwiejszy niż dorosły?
Chatbot ma kilka przewag, z którymi dorośli i instytucje często przegrywają. Nie każe czekać na termin. Nie wzdycha. Nie mówi, że inni mają gorzej. Nie wymaga tłumaczenia się w recepcji, szkole ani przed rodziną. Działa całą dobę i zawsze odpowiada łagodnym tonem.
Hao Yu z Harvard Medical School, komentując wyniki w rozmowie opublikowanej przez „Harvard Gazette”, wskazuje na systemowe tło zjawiska: rosnące potrzeby młodych ludzi i niedobór specjalistów, szczególnie psychiatrów dziecięcych. Kiedy dostęp do człowieka jest trudny, technologia zaczyna zajmować puste miejsce.
Chat może pomóc nazwać emocje, uporządkować myśli albo podsunąć kilka prostych kroków. Nie zna jednak całego życia osoby po drugiej stronie ekranu. Nie widzi jej zachowania, nie wychwyci każdego sygnału kryzysu i nie ponosi odpowiedzialności takiej jak lekarz, terapeuta czy opiekun.
Najbardziej niepokojąca jest cisza
W badaniu 63,3 proc. młodych osób korzystających z AI w sprawach psychicznych nie powiedziało o tym nikomu. Jeśli już dzieliły się tą informacją, najczęściej wybierały znajomych, których wskazało 28 proc. respondentów. Zaufanemu dorosłemu, na przykład rodzicowi, nauczycielowi lub lekarzowi, powiedziało 16,4 proc.
Problemem nie jest więc wyłącznie to, że młodzi wpisują swoje emocje w okno czatu. Robią to również poza polem widzenia osób, które mogłyby zareagować, gdy sytuacja staje się poważna. Chatbot przypomina prywatny pokój zwierzeń, tyle że nie wiadomo, czy ktokolwiek sprawdził w nim wyjście awaryjne.
Autorzy publikacji uczciwie opisują ograniczenia badania. Nie pytali o konkretne chatboty ani nie oceniali jakości udzielanych porad. Ankieta objęła anglojęzycznych uczestników internetowego panelu, a odsetek odpowiedzi wyniósł 58,4 proc. To migawka z końca 2025 roku, nie ostateczna mapa zjawiska. Modele AI i sposób ich używania zmieniają się zbyt szybko, aby jeden pomiar zamknął temat.
Miła odpowiedź nie zawsze jest bezpieczna
Internet przyzwyczaił nas do myślenia, że „miło” oznacza „bezpiecznie”. W przypadku chatbotów sprawa jest bardziej śliska. Modele konwersacyjne mają prowadzić płynną, przyjemną i wspierającą rozmowę. Czasem wspierają jednak zbyt chętnie. Mogą potwierdzić emocje użytkownika, choć nie potrafią właściwie ocenić jego sytuacji. Brzmią empatycznie, ale nie prowadzą terapii.
Badacze zachęcają rodziców i lekarzy, aby pytali młodych ludzi o korzystanie z AI przy problemach psychicznych. Ton przesłuchania raczej nie pomoże. Lepsze będzie zwyczajne: „Czy zdarza ci się rozmawiać z botem o tym, jak się czujesz?”. Czasem polityka bezpieczeństwa naprawdę zaczyna się od jednego mniej sztywnego zdania.
Firmy technologiczne również nie mogą zasłaniać się twierdzeniem, że dostarczają jedynie neutralne narzędzie do generowania tekstu. Kiedy produkt wchodzi w obszar kryzysu, samotności i wstydu, zabezpieczenia przestają być dodatkiem. Stają się częścią jego podstawowego działania. Sama deklaracja, że system ma odpowiednie bariery, nie zastąpi dowodów na to, że działają one w najtrudniejszych rozmowach.
Internet przestał tylko odpowiadać na pytania
Najciekawsze w tym zjawisku jest przesunięcie zaufania. Kiedyś internet był miejscem, w którym szukało się opisów objawów, forów i cudzych historii. Dziś coraz częściej przemawia w drugiej osobie: spokojnie, bez przerwy i bez oznak zniecierpliwienia. To coś więcej niż zmiana interfejsu. Zmienia się sama relacja użytkownika z technologią.
Chatboty a zdrowie psychiczne młodych to temat dla lekarzy, rodziców, szkół, firm technologicznych i regulatorów. Bot może okazać się pomocny jako pierwszy, doraźny przystanek. Gorzej, jeśli staje się jedynym miejscem, w którym młody człowiek otrzymuje jakąkolwiek odpowiedź.
Nastolatki nie zrezygnują z AI tylko dlatego, że dorośli uznają te rozmowy za niepokojące. Pytanie brzmi, czy potraktujemy je poważnie, zanim prywatny czat stanie się domyślną poczekalnią dla problemów wymagających człowieka po drugiej stronie.