Bożena, jedzenie w Maczku usprawiedliwione! Czyli Bal Ralpha w McDonald’s

Co się dzieje, kiedy spotkają się popkultura, fast food i rozszerzona rzeczywistość? Wirtualny bal. Pośród stolików umazanych ketchupem z ciągnącą się po okolicy wonią frytury i płynu do podłóg. Bal organizowany przez wrażliwego, zadeklarowanego wegetarianina w wirtualnych murach McDonald’s – pioniera w masowej produkcji mięsa i generowaniu efektu cieplarnianego. Czy Bal Ralpha w McDonald’s to festiwal hipokryzji? Niekoniecznie.

Co robi wegetarianin w Maku? O co właściwie chodzi w tej współpracy?

Od kilku tygodni toczy się publiczna szermierka słowna wokół słuszności udziału Ralpha Kamińskiego w kampanii sieci McDonalds. Przed influencer marketingiem nie ustrzeże się żaden użytkownik social mediów. I to właśnie miejsce, w którym marketingowe wędki ścielą się gęsto. Taka forma reklamy bierze na tarczę znaną twarz, którą w ambasadorskich współpracach prześwietla się do cna. Głębiej, niż sięga gastroenterolog z proktologiem razem wzięci. Natomiast sztandar „wolności słowa” najchętniej wieszają Ci, którzy skrupulatnie gromadzą szambo w wiaderkach. Ci sami, którzy równie konsekwentnie nie wyściubiają nosa zza ekranu swojego smartfona.

Współczesne debaty dzieją się niemal wyłącznie wśród anonimowych (jak sądzą) użytkowników mediów społecznościowych. Najlepszym papierkiem lakmusowym jest więc zejście do sekcji komentarzy pod postami promującymi kampanię. Z setek komentarzy wyodrębnia się kilka obozów.

Oprócz gastro-purystów, zatwardziałych fanów Ralpha i ekologów, posty  tej kontrowersyjnej współpracy skomentowali… fani Drwala (kultowej kanapki serwowanej przez fastfood w okolicy późnej jesieni). To grupa, której wszystko jedno czy kampania ma twarz Maty, Ralpha czy może marketingowcy złotych łuków wskrzesili samego Michaela Jacksona. Pytanie “Kiedy będzie Drwal?” pojawiało się zaskakująco często.


Wśród komentarzy nie zabrakło peanów na cześć Ralpha i jego twórczości – ale także osób ochoczo cancelujących muzyczną twórczość artysty. Skoro z taką łatwością “sprzedał się” wielkiemu molochowi, to jego muzyka jest już definitywnie skreślona. W stronę Kamińskiego poleciało również wiele gorzkich słów rozczarowania. Z jednej strony czytamy elaboraty z proekologiczną podszewką, punktujące negatywne skutki jedzenia fast foodów, a z drugiej  zarzut sprowadzania ogłupionej młodzieży na złą drogę. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie jadł w McDonald’s.

Kolejna grupa cytowałajego prozwierzęcy statement, zarzucając mu skrajną hipokryzję takim kontraktem. Pojawili się też tacy, którzy obwiniali Ralpha, że weganie nie doczekali się jeszcze dedykowanej im oferty. W końcu ostatnią grupę stworzyli ci, których można by określić mianem mokrego snu twórców tej kampanii. Czyli koleżanka Bożeny, która publicznie zarządza dyspensę w zjedzeniu fast fooda, bo nowy zestaw stworzył ten chłopak z dziwną fryzurą znany jej ze szklanego ekranu. (Cytat, który znalazł się w tytule to autentyk spod postu promującego kampanię.)


Każdy z tych poglądowych obozów ma rację mojszą. Potrzeby i punkt widzenia każdego są ważniejsze niż poprzednika. Wszystkie te głosy opierają się jednak o bądź co bądź imaginację tego, kim Ralph jest lub kim nie jest. Mimo obecności w wirtualnym świecie już blisko 30 lat, wciąż sfera wyobrażeń wygrywa w sporze o powinności. Okazujemy niezadowolenie kiedy, ktoś ma czelność postąpić w niezgodzie z naszymi przekonaniami. Czy taki artysta jak Ralph spodziewał się, że nie zadowoli każdego? Z pewnością. Czy zdeklarowany wegetarianin mógłby znaleźć lepszy sposób na płatną współpracę? Z pełnym przekonaniem, tak. Czy na jakiekolwiek kampanii zarobiłby podobnie? Prawdopodobnie nie. Wynagrodzenia za współpracę z McDonalds nie są jawne, natomiast kwoty przeznaczone na promocję w sieci sięgały kilkunastu milionów dolarów.

Marketing Złotych Łuków za oceanem

Warto zrobić kilka kroków w tył i rzucić okiem poza własne podwórko. Zarówno zeszłoroczna kampania z Matą, jak i tegoroczna z Ralphem, to elementy większego planu Maka. Osoby odpowiedzialne za strategię marketingową mówią wprost:
Współpraca z młodymi, zasięgowymi i odnoszącymi sukcesy artystami to po prostu najefektywniejsza jak dotąd strategia. Oprócz nawiązania relacji z generacją Z, liczy się to by przyciągnąć i komunikować się w taki sposób by przyniosło to profity. Trzeba docierać do nich tam, gdzie młodzi ludzie spędzają czas – czyli na Instagramie i Tiktoku.

Szukając genezy takich działań należałoby wspomnieć o pierwszym zestawie sygnowanym nazwiskiem gwiazdy. Najpopularniejszy na świecie koszykarz Michael Jordan, był twarzą bilbordów McDonalds już 1993. Stosowane wtedy komunikaty, dziś wzbudziłyby jeszcze więcej kontrowersji niż Bal u Rafała. Podczas kampanii promującej zestaw Jordana krążył slogan, że jest to jego codzienne śniadanie. Następnie “do gry” zaproszono również kolegę po fachu – Jamesa LeBrona. Kto nie chciałby zjeść posiłku skomponowanego przez największe gwiazdy koszykówki?


Michael jordan

Ściągnij apkę McDonald’s, żeby kampania … zażarła


Natomiast współczesny influencer marketing w Mc wydaniu rozpoczął się w 2020 roku, kiedy twarzami McDonalds zostały takie gwiazdy jak Travis Scott, J Balvin, czy zespół BTS. Ci ostatni doczekali się tak ogromnego fan base’u, że McDonald’s odnotowało rekordowe wpływy już w pierwszym tygodniu.  Zasięg organiczny wydarzył się wyłącznym sumptem fanów zespołu, którzy zalali TikToka filmikami opartymi o tę kampanię. Zestawy wszystkich tych gwiazd uzupełniono o promocje, które dostępne były tylko wtedy, gdy zamówienia były składane za pośrednictwem aplikacji. 

I to właśnie obserwujemy obecnie w Polsce. Za pośrednictwem między innymi kampanii z Ralphem – jesteśmy zachęcani do ściągnięcia aplikacji McDonalds. A gdy rybka połknie haczyk, marketingowe rekiny nie dadzą już o sobie zapomnieć. Nic więc dziwnego, że sieć inwestuje i upatruje swojego sukcesu właśnie w influence marketingu, jeśli taka forma promocji tak mocno – nomen omen – … zażarła.

Tekst: Iga Woytynowska

Zobacz też: Czy feminizm to wyłącznie kobiecy sztandar?

Czy feminizm to wyłącznie kobiecy sztandar?

 

Komentarze
5/5 - (1 vote)