Maski to ich znak rozpoznawczy, ich muzyka przenosi słuchacza do lat 80-tych. 20 kwietnia premierę miał ich najnowszy krążek Life On Planet B. Z zespołem BOKKA rozmawiamy o inspiracjach do nowego albumu, życiu na planecie B, a także pytamy, czy kiedykolwiek zdejmą maski?
Inspiracje do „Life On Planet B”
Jak trafiliście na historię, która zainspirowała Was do pisania tekstów?
Podejrzewamy, że masz na myśli historię, która zainspirowała nas do napisania tekstu In Love With The Dead Man. Historia jest prawdziwa, zdarzyła się 50 lat temu w rodzinie naszej wokalistki. Dwoje młodych ludzi planowało spędzić ze sobą życie, ale rozłączyła ich nagła śmierć, po której dziewczyna długo nie mogła się pozbierać. Pierwszy rok spędziła na grobie ukochanego, gdzie uczyła się, spotykała ze znajomymi, spędzała każdą wolną chwilę. To była inspiracja do napisania tekstu, próba wcielenia się w jej skórę i wyobrażenia jakie to może być odczucie, kiedy kochasz człowieka, który nie żyje. Temat nie należy do lekkich, ale mrocznych zakrętów w stronę samotności jest na tej płycie więcej. Dużą rolę odegrała tutaj pora roku, większość tekstów na Life On Planet B powstało zimą na przełomie 2016 i 2017 roku. Później przyszła wiosna i lato i na szczęście w znacznie lepszych nastrojach zaczęliśmy komponować do nich muzykę. Nie będzie więc aż tak przytłaczająco, jak może się wydawać.
Życie na Planecie B
Jak wygląda muzyczne życie na Planecie B?
Wspaniale. Bezstresowo i bezkompromisowo. Jesteśmy tam odcięci od chaosu codzienności, nikt nas nie popędza, nie rozprasza, wszystko dzieje się w swoim tempie. Bujamy się w hamaku, grillujemy, chodzimy na spacery nad rzekę, sadzimy ogórki, pijemy tanie wino, a jak przyjdzie odpowiedni moment, odpalamy instrumenty i lecimy.
Brzmienie i różnorodność
Trudno umieścić Wasz album w jednej kategorii. Szukacie brzmienia, czy to właśnie Wasza różnorodność?
Nigdy nie wiemy, w którą stronę nas pociągnie. Jest nas czworo, każdy słucha trochę innej muzyki, a to, co razem tworzymy, jest wypadkową wielu czynników: gustu, byłych i obecnych fascynacji muzycznych, stanem umysłu w danym momencie, instrumentu, który wpadnie nam w ręce, dobrego filmu, czy serialu, który właśnie oglądamy.
Czytaj również: Odkryjcie „Life On Planet B” razem z BOKKA
Koncepcja albumu
Mimo różnorodności, to album konceptualny. Skąd pomysł na taką formę?
Myślimy poszczególnymi utworami, ale zawsze staramy się je spiąć w jedną określoną całość. Nie ma nic lepszego niż spójny, konkretny album. Do ostatecznego okiełznania Life on Planet B zaprosiliśmy Daniela Walczaka, z którym spędziliśmy minioną zimę w Konstancinie pod Warszawą, w jego super pracowni Little Studio. Tam zarejestrowaliśmy większość instrumentów, odnaleźliśmy wspólnie brzmienia, motywy i smaczki, które dopełniły obraz całej płyty. Do tej pory wszystko robiliśmy sami, miło było dla odmiany wpuścić kogoś z zewnątrz, kto mógł rzucić uchem na ten materiał z dystansem. Daniel okazał się idealnym człowiekiem do tego zadania.
Tajemnica masek
Gracie w maskach i ukrywacie tożsamość. Czy to był plan od początku?
Historia BOKKI zaczęła się od eksperymentu, który przeprowadziliśmy w 2013 roku, wpuszczając w internet piosenkę Town of Strangers wraz z teledyskiem. Chcieliśmy sprawdzić, czy w czasach, w których istotniejsze zdawało się być to, kto z kim, gdzie się pokazał i w co był ubrany, muzyka ma jeszcze szansę obronić się sama, czy da się skupić uwagę słuchaczy na tym, co w naszym odczuciu było i jest najważniejsze. Mieliśmy oczywiście nadzieję, że tak się stanie, ale nikomu z nas nie przeszło wtedy przez myśl, że idąc pod prąd, odrzucając wywiady w radiu, czy telewizji, bywanie na imprezach, po to, żeby zaistnieć i trzymając w ukryciu nasze tożsamości, uda się nam przebić na taką skalę. Nikt z nas nie lubi taniego blichtru, cenimy sobie prywatność, lubimy być poza, więc sytuacja była dla nas idealna – udało się osiągnąć cel bez uruchamiania typowej machiny promocyjnej. I nadal jest nam z tą ideą bardzo po drodze.
Maski a przyszłość
Czy nadejdzie moment, kiedy zdejmiecie maski?
Nie mamy takich planów.
Kim jesteście, gdy kończycie koncert i zdejmujecie maski?
Ludźmi 😉
Czy ktoś był blisko odkrycia Waszej tożsamości?
Nie. Ale co się pośmialiśmy to nasze 😉 Większość słuchaczy szanuje naszą ideę i nie mają potrzeby dociekania, kto się kryje pod maskami. Czasem wręcz oburzają się na tych, którzy próbują rzucać nazwiskami i zmuszają ich do usunięcia takiego komentarza. To wszystko się dzieje trochę poza nami.
Proces twórczy
Jak wygląda Wasz proces twórczy? Zgoda czy spory?
Nie da się być zgodnym we wszystkim. Czasem ktoś musi finalnie odpuścić, jeśli reszta tego nie czuje. Staramy się sprawdzać każdy pomysł, bo dopóki nie zostanie zarejestrowany, trudno jest ocenić, czy jest dobry, czy zły. Nie robimy niczego na siłę i najczęściej komponujemy na płytę znacznie więcej numerów, żeby później móc wybrać te naprawdę najlepsze. 10 utworów na „Life On Planet B” wybraliśmy spośród ponad 30 kompozycji.
Fani BOKKI
Kim są Wasi fani?
Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Na koncertach w tłumie widzimy różne grupy wiekowe, co nas bardzo cieszy. Na pewno są to ludzie wrażliwi, zaangażowani i bardzo sympatyczni. Fajnie jest widzieć uśmiechnięte twarze pod sceną. To nam daje chęć do dalszego działania.
Rozmawiał: Mateusz Sidorek







