BLOW: zadziorna współpraca dwóch artystów [WYWIAD]

Chłopak i dziewczyna siedzący na poręczy

HIRO lubi polskich artystów, którzy nie idą z prądem najpopularniejszych nurtów, tylko próbują tworzyć coś innego, świeżego.

Z dużą przyjemnością odebraliśmy więc debiutancki album duetu Blow, w którego skład wchodzą wokalistka, Basia Adamczyk a.k.a. flow, oraz producent Święty Mikołaj. Intrygująca mieszanka autorskich, intymnych tekstów wyśpiewanych w soulowym klimacie oraz funkowo–hiphopowych bitów zaowocowała albumem Jeśli czujesz… Żeby poczuć jeszcze lepiej, przeczytajcie wywiad z piękniejszą połową duetu – flow.

Jak po kilku tygodniach odbierasz przyjęcie albumu. Jest tak, jak oczekiwałaś, czy może lepiej, gorzej?

Nie miałam oczekiwań związanych z odbiorem płyty Blow. Zupełnie się nad tym nie zastanawiałam, skupiałam się na muzyce, bo ona jest dla mnie najważniejsza. To zabawne, bo przez cały czas nagrywania, ciężko mi było nawet wyobrazić sobie, że ktoś potem będzie tego słuchał. Po wydaniu płyty dostałam bardzo dużo dobrej energii od jej odbiorców. Nie jest to płyta komercyjna i nie słuchają nas miliony, ale ludzie, którzy sięgnęli po Jeśli czujesz…, naprawdę rozumieją i kochają ten album, czują flow. Uważam to za nasz duży sukces.

Blow to projekt, który wydaje się wręcz stworzony do koncertów, grania z pełnym bandem. Czy pracując w studio nad kawałkami, myśleliście czasem właśnie pod kątem późniejszych występów live, czy też zupełnie to oddzielacie?

To tak, jakby zapytać pisarza, czy podczas pracy nad książką, myślał, że na jej podstawie powstanie w przyszłości film. Kiedy piszę kawałki, wymyślam melodie, nagrywam, aranżuję, to jestem tak wkręcona w każdą kolejną piosenkę, że nie zastanawiam się absolutnie nad niczym. Jednak od początku byliśmy zgodni z Mikołajem co do tego, że powstanie Blow live band. Długo szukaliśmy odpowiednich muzyków, ale jak już znaleźliśmy to prawdziwych asów. Uwielbiam grać koncerty, uwielbiam też grać próby z moimi pokręconymi muzykami.

Czy zdarzało ci się jakoś ingerować w bity Świętego, a jemu w twoje teksty? Wiadomo, że musiały być dyskusje, ale bardziej chodzi mi o sytuację, w której albo ty, albo on powiedział nie no, do tego to ja ręki nie przyłożę!.

Taka sytuacja nigdy nie miała miejsca. Postanowiliśmy z Mikołajem nagrać razem płytę, bo bardzo dobrze rozumiemy się muzycznie i emocjonalnie. Mamy podobną wrażliwość. Podczas pracy nad płytą daliśmy sobie totalną wolność, bo wiedzieliśmy, że możemy zaufać sobie, jako artyści. Oczywiście były awantury, sprzeczki i szarpanie się za włosy, ale dotyczyły innych spraw, okołomuzycznych. Oboje jesteśmy zadziorami i mamy mocne charaktery. Ja jestem władcza, skora do bitki i wymagająca. Jesteśmy raptusami – szybka kłótnia, a potem już zgoda.

To pytanie musi paść. W jakim stopniu punktem odniesienia dla was jest muzyka Sistars?

Przyznaję się bez bicia, że znam może trzy, cztery kawałki Sistars. Te singlowe. Bardzo mi się podobały, ale nigdy nawet nie miałam w ręku ich płyty. Nie widzę zbyt wiele podobieństw między Sistars i Blow. Jeśli są, to pewnie dlatego, że mamy podobne inspiracje muzyczne.

Dotąd fani kojarzyli cię tylko z gościnnym udziałów. Pełny album to zupełnie inny kaliber wyzwania. Zdarzały się chwile małego załamania, jakieś doły podczas pracy, czy wręcz przeciwnie – ciągła motywacja i masa energii?

Mój typ osobowości w podręcznikach do psychologii określa się jako maniakalno-depresyjny, więc jak przystało na szurnięta artystkę zdarzało mi się przez dwa dni zapominać o spaniu, jedzeniu, oddychaniu i nagrywać na zajawce. Potem bywało, że przez tydzień nienawidziłam swojego głosu, wszystkie kawałki chciałam wyrzucać do kosza i postanawiałam, że lepiej będzie, jeśli zostanę księgową. Na szczęście Mikołaj nauczył się jakoś z tym radzić. Wie, że najlepiej atak przeczekać w okopach.

Wyobrażasz sobie sytuację, w której poświęcisz pracę codzienną, różne obowiązki, żeby w pełni oddać się muzyce, żyć z niej?

Od dawna w pełni oddaję się muzyce. Specjalnie wybrałam sobie pracę, która mnie nie ogranicza i nie przeszkadza w działaniach muzycznych. Życie z muzyki to pewnie marzenie każdego artysty, ale… często taki plan się nie udaje i wtedy pojawia się desperacja. Granie do kotleta, granie pod publikę, sprzedawanie się… Ja swojej muzycznej duszy nie mam zamiaru rozmieniać na drobne. Jeśli wszystko ułoży się tak, że będę miała szansę żyć ze swojej pasji, nie będąc zmuszana do robienia czegoś wbrew sobie, to z pewnością tę szansę wykorzystam i będę z tego powodu bardzo szczęśliwa.

Tekst: Andrzej Cała

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera