Bejbi bum, bum, buuum! – warszawski felieton z 2011

Rozmazany panorama Warszawy

Dzisiaj, kiedy piszę ten felieton, jest już drugi września, ale za to dopiero pierwszy piątek miesiąca. Zaś najważniejszą informacją w internecie – że Jarosław Kaczyński marzy, aby chleb był w Polsce. Powracamy po latach do felietonu, jednak pytanie brzmi – czy marzenie Kaczyńskiego się zmieniło?

Prezentujemy teksty wydrukowane lata temu, ale wciąż zaskakująco świeże.

Historia warszawskiej kanapki

Rzeczywiście, kiedy wpadłem do Warszawy w ostatni weekend, zamiast kanapki na śniadanie dostałem plaster żółtego sera z ziemniakami, w Łazienkach przeraziłem się, widząc dziecko broczące krwią, choć to był tylko ketchup wypływający spomiędzy palców, sałaty i polędwicy sopockiej, który zwykle wsiąknąłby w kromkę, natomiast polski wywiad wciąż usilnie starał się zdobyć tajne informacje, jak połączyć mąkę, wodę i co tam jeszcze, aby wyszedł z tego rumiany bochen pachnącego chleba.

Skoro zatem nie mogłem delektować się pieczywem, postanowiłem poszukać innych rozrywek. Najsamprzód udałem się na Plac Zabaw, mocno zachwalany przez Mateusza. I co? Agrykola, trawa, górka i bar, który stał tam od stu lat, czyli mniej więcej od czasu, kiedy się urodziłem. I czym tu się niby zachwycać? Wreszcie ktoś mnie uświadomił, że skoro to ostatni weekend wakacji, a pierwszy, kiedy nie pada, to możliwość rozłożenia kocyka na trawniku urasta. Takie to uroki i zabawy stołecznego miasta. A po ciemku można położyć pustą butelkę i naciągać wszystkich, „że właśnie mi ktoś wylał i musi mi szybko odkupić”. Czasem się udaje.

Niedzielne spotkanie w Zachęcie

W niedzielę spotkałem się natomiast z Agatą Bogacką, aby obejrzeć jej wystawę w Zachęcie. Kupiłem bilet (gdyby to był czwartek, byłoby za darmoszkę), natomiast Agata zapytała Pana Ochroniarza: Czy mogę wejść na moją wystawę bez płacenia? Pan Ochroniarz odparł: A dlaczego? Wystawa moim zdaniem jest genialna, bardzo dumny jestem z Agaty. Lubię patrzeć, jak ucieka schematom i choć najprościej byłoby powielać styl pierwszych obrazów, który tak wielu wciąż stara się naśladować, ona poszukuje nowych środków wyrazu, choć wciąż widać, że to Bogacka. I tylko ona potrafi wyczarować te najpiękniejsze odcienie fioletowej szarości. Wystawa „Pamiętniki” trwa z Zachęcie do 9 października 2011. Odwiedźcie koniecznie – pamiętając, aby czytać przypisy, bo dzięki temu można zobaczyć więcej. Niestety nie każdy może mieć własną Agatę Bogacką, która stanie obok i wytłumaczy.

Baby bum w pełni

Kinga i Piotrek zaprosili mnie do siebie, aby pochwalić się córeczką. Mała Stefa jest słodka i pięknie się uśmiecha, prezentując swoje dwa nowe zęby. Natomiast Faust, ich buldog francuski, był święcie przekonany, że to właśnie jego przyszedłem odwiedzić, a całą resztę to tylko przy okazji. Z Agnieszką natomiast zawiozłem jej chorego synka do lekarza, a kiedy siedziała z Franiem u Pani Doktor w gabinecie, ja paradowałem z Tosią, siostrą Frania, na barana, odwiedzając pobliskie sklepy w poszukiwaniu jej ulubionych kabanosów.

Lubię dzieci, ale denerwuje mnie ten „rodzinny terror”, który rozszalał się jakiś czas temu. Oczywiście, to cudownie, że są miejsca, gdzie można udać się z pociechami, ale czemu zwykle towarzyszy temu nadęcie i przeświadczenie, że jesteśmy lepsi i ważniejsi od innych, bo mamy potomka? Potem stoją tacy rodzice i blokują przejścia wózkami oraz nie zwracają uwagi swoim dzieciom, gdy te biegają po całej restauracji, drąc się jak stare prześcieradła. Nie trafiają do mnie tłumaczenia, że to przecież dzieci, bo ja już jako trzylatek potrafiłem siedzieć grzecznie przy stoliku, jeść nożem i widelcem, pić coca-colę, choć bąbelki wpadały mi do nosa (też macie wrażenie, że obecnie w coli jest mniej gazu?) i czynnie uczestniczyłem w konwersacji, od czasu do czasu wtrącając słowa typu „prestidigitator” czy „oszałamiający”.

Mamusiu, czy zauważyłaś, jak zabawny jest ten prestidigitator w ogródku? Te flaki w rosole są dziś wprost oszałamiające!

Całe szczęście, że są jeszcze rodzice, którzy mają świadomość, że to nie im pierwszym w historii świata urodził się bobas. I którzy potrafią w ten sposób wychować synka czy córeczkę, aby nie doprowadzili do szału współpasażerów dziesięciogodzinnego lotu z Warszawy do Chicago. Jaka szkoda, że tym razem nie lecieli razem ze mną.

tekst | Maciej Szumny

Zobacz też:

Teraz w moim rodzinnym mieście czuję się jak turysta. I to taki niechciany. Felieton pewnego warszawiaka

 

Komentarze
5/5 - (1 vote)