Basia Królowa Snapchata

Druga nad ranem. W stanie lekkiego upojenia alkoholowego stoję z przyjaciółką przed klubem na Ogrodowej. Nagle widzę wesoło kroczących w moją stronę starych znajomych z uczelni. Podchodzą, witają się ze mną. Od razu stwierdzam, że wypadałoby przedstawić im Franę. Już zaczynam wygłaszać sakramentalne: „To jest…”, gdy okazuje się, że niepotrzebnie tracę czas. Snapchat mnie wyręczył. „Wiemy, kto to jest! Cześć, Frana! Znamy cię ze Snapchata Basi”.

Właściwie nie powinno mnie to dziwić. Znajomi śmieją się, że nie muszą mnie pytać, co słychać, bo na bieżąco dosta­ją sprawozdania. Średnio co godzinę, nie pozwalam im zatęsknić. Mogą mnie nie widzieć miesiąc, a i tak wiedzą, z kim byłam wczoraj na kawie, kiedy robiłam zakupy na Hali Mirowskiej i z ilu jajek zjadłam jajecznicę na śniadanie. Oszukuję się, że chcą to wie­dzieć. Prawda jest jednak taka, że ze Snapchatem walczę od miesięcy. Bezskutecznie. A przecież nie żądam wiele. Pragnę tylko wrócić do nor­malności. Ciągle wierzę, że jest dla mnie nadzieja. Podobno najlepiej uczyć się na własnych błędach, ale moja babcia mówiła zawsze, że na cudzych mniej boli. Dlatego zaoszczędźcie sobie cierpienia, wycierpiałam je za was. Oto zestaw 10 snapchatowych przykazań, które pozwolą wam umiejętnie uniknąć tego, czego inni musieli niestety doświadczyć.

1. Pijesz? Nie snapchatuj!

Nigdy nie wysyłaj snapów po wypiciu więcej niż trzech piw. Dlaczego? Bo zawsze kończy się to usuwaniem ich na kacu i nerwowym kalkulowaniem, ile osób widziało to, co ty nie do końca pamiętasz. Jeśli twoje storyline przekracza magiczną granicę 3 tysięcy sekund, a ponad połowa z tego, to rozmazane filmiki z klubu, na których twoja koleżanka postanawia przeistoczyć się na chwilę w Nataszą Urbańską z teledysku „Rolowanie”, pamiętaj: twarz ma się jedną. I niebezpiecznie łatwo ją stracić.

2. Selfie book inspired by Kim Kardashian

Mystory składające się z samych selfie nie jest cool. Ale oczywiście wszyscy to robią. Dziewczyny i chłopaki. Ładni i brzydcy. Grubi i szczupli. Mimo widocznych pomiędzy nimi różnic, łączy ich jedno: nie powinni. Na Instagramie takie rzeczy przechodzą niezauważone prawie jak weekendowa redukcja środków na koncie, Podobny narcyzm na snapie na dłuższą metę jest bardziej męczący. Nawet, jeśli teoretycznie macie z nim do czynienia tylko przez 100 sekund z waszego życia.

3. Nie rozbieraj się do rosołu!

Zmatchowało cię z typem na Tinderze, później zaczęłaś go followować na Instagramie. Historia jak z Disneya nabiera tempa, gdy wreszcie dodajecie się na Snapchacie. Jeszcze z czasów Bravo Girl pamiętasz dwadzieścia sposobów na zatrzymanie przy sobie faceta, więc postanawiasz wykorzystać jeden z nich i chcesz wysłać sensualną fotkę, żeby rozbudzić jego zmysły. Czymże są cztery sekundy wobec wieczności? A co jeśli staną się początkiem miłości aż po grób? Zapewniam, nie staną się. A ten szczwany lis może zrobić printscreena! I później znajdujesz swoje zdjęcie ze złośliwym podpisem na jakimś bekowym fanpage’u na Facebooku. I jest ci przykro. I cierpisz.

4. Nie kompromituj znajomych

Powszechnie wiadomo, że im bardziej kogoś lubisz, tym chętniej mu ciśniesz. Miło jest czasem pośmiać się z przyjaciół, to prawda. Jednak pamiętajcie, że to, co się zobaczy, na długo pozostaje w pamięci. Więc zanim wyślesz snapa, na którym twój znajomy opowiada o tym, jak się zakochał trzeci raz w tym tygodniu albo relacjonuje kolejne ucieczki z taksówek bez płacenia, zastanów się, czy warto. Jeden nieprzemyślany klik i nie masz już komu wypłakiwać się w ramię.

5. Nie nadużywaj #eatclean i #fit!

Od pół roku chodzisz na siłownię i nadal jesteś gruba? Nic dziwnego, jeśli zamiast skupić się na cardio, łapiesz ostrość podczas kręcenia snapa na bieżni. Selfie w szatni, selfie na orbitreku, zdjęcie najnowszych nike’ów. I ani kropli potu. Każda Chodakowska powie ci, że robisz to źle!

6. Kłamstwo ma krótkie nogi!

Snapchat utrudnia oszukiwanie. Wyobraź sobie: znajoma zaprasza cię do siebie na wieczór, ty odmawiasz, tłumacząc się zatruciem pokarmowym i złym samopoczuciem. Ona mówi, że szkoda i wyraża nadzieję, że niedługo poczujesz się lepiej. Godzinę później wstawiasz filmik z Pawilonów, a po czterech godzinach z imprezy w Temacie Rzeka. Bo tak naprawdę miałaś dzisiaj ochotę na bajlando, a ona oferowała leżenie pod kocem i oglądanie Prawa Agaty. Kłamstwo wychodzi, tobie jest głupio i nie masz nic na swoje wytłumaczenie. Friendship over, jak mówi staroamerykańskie porzekadło.

7. Stop blogerkom!

Szafiarki, wstrzymajcie konie, błagam! Macie rzeszę nastoletnich fanów, szanuję to! Ale nie pokazujcie im, jak robić z siebie błaznów w internecie! Mając na Snapchacie przez zaledwie trzy dni jedną z bardziej znanych polskich blogerek, dowiedziałam o niej wszystkiego. Tego, o której wstała, w jakim sklepie robiła zakupy, ile lodów na patyku zjadła, jaki sok marchewkowy pije i u którego YouTubera obudziła się po imprezie na Mazowieckiej. Blogerki często podkreślają w wywiadach, że bardzo nie chcą być celebrytkami i nienawidzą pojawiać się na Pudelku. Jednak na snapie puszczają im hamulce. I (nie)zgrabnie przekraczają granicę dobrego smaku. Czyżby nowa definicja słowa hipokryzja?

8. Nie rób randomowych zdjęć randomowym rzeczom!

Nikogo nie interesuje krawężnik, chodnik, drzewo, kwiatek, blok, most czy Pałac Kultury. Nie rób zdjęć wszystkiemu, co widzisz. Nie jesteś fotoreporterem ani paparazzo. Jesteś zwykłym, szarym człowiekiem. Twoje zdjęcia wcale nie są wyjątkowe. Ani trochę. A o kompozycji i kadrowaniu pojęcie masz tak blade, że aż przezroczyste.

9. Snap to nie pocztówka!

Pojechałeś pendolino nad morze. Wszyscy muszą o tym wiedzieć. Nic nie może umknąć twoim znajomym. Żywisz głębokie przekonanie, że namiętnie śledzą, jak jesz gofra, spacerujesz po molo w Sopocie albo otwierasz butelkę wina conversem, bo nie masz korkociągu. Pocztówka z wakacji w formie Snapchata? Jestem na nie, przykro mi, nie przechodzisz do następnego etapu.

10. Uwaga dziecko!

Na celowniku: laski zakochane w swoich siostrzyczkach i braciszkach oraz samotni (?!) drwaloseksualni właściciele zwierząt. Wysyłanie pierwszych kroków łysego bobasa albo słodkiego mruczenia kota naprawdę interesuje świat mniej niż średnio. Przynajmniej na Snapchacie. Jeśli chcesz mieć znajomych, którzy pójdą z tobą kiedyś jeszcze na piwo, odczekaj 3 minuty i sprawdź, czy nadal chcesz dzielić swoją radość z całą listą kontaktów.

Wnioski? Porównując za i przeciw, okazuje się, że najlepiej w ogóle nie korzystać z tej aplikacji. Kiedy powiedziałam to na głos znajomemu, usłyszałam: „A udało ci się kiedyś przekonać babcię, że nie jesteś głodna? No właśnie”. Jeśli choć raz posmakujesz Snapchata, ciężko ci będzie wywalić go z telefonu. Wiem to z autopsji. Powiem wam w sekrecie, że po­nad połowę z wymienionych wyżej rzeczy robię sama. Z premedytacją.

tekst | Basia Dudek

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera