Asterix i Obelix: Imperium smoka. Powrót w wielkim stylu [recenzja]

asterix i obelix kadry

Asterix i Obelix to fenomen popkulturowy w najszerszym tego słowa znaczeniu. Filmy o sympatycznych Galach wyśmiewały liczne gatunki, motywy czy kultowe dzieła. Od zawsze był to też doskonały pretekst do opowiedzenia ciekawej historii, a nie tylko satyra dla samej satyry.

Jak było tym razem?

Imperium smoka kontratakuje

Fabuła filmu Asterix i Obelix: Imperium smoka jest niezbyt skomplikowana, choć zawiera znacznie bardziej egzotyczną intrygę, niż miało to miejsce do tej pory. Mianowicie do wioski Galów przybywa chińska księżniczka, która musi zebrać sojuszników, by uratować swoją matkę cesarzową przed żądnymi władzy buntownikami.

Oznacza to, że nasi dzielni bohaterowie, Asterix i Obelix, muszą wyruszyć do Państwa Środka, aby po raz kolejny pokonać wojska Cezara, chińską armię oraz, a jakże, pechowych piratów. Tak więc schemat jest taki jak zawsze, klimat nader egzotyczny, a przygody Galów wciągające. I prześmieszne.

Asterix i Obelix: satyra na wszystko

Twórcy od pierwszych minut wciągają nas w swoje charakterystyczne poczucie humoru: bezwstydnie proste i wysublimowane zarazem. Mamy zatem pokaźne ostrze satyry wymierzone w aktualne tematy, takie jak podejście do wegetarianizmu czy sceptycyzm wobec pandemii. Nie brakuje jednak również poruszenia znacznie bardziej kluczowych problemów społecznych, chociażby walki o prawa kobiet.

I choć brzmi to poważnie, to nowy Asterix i Obelix absolutnie taki nie jest. Przytyki w stronę konkretnych zachowań czy grup społecznych są niewymuszone, a na ekranie próżno szukać przeciągniętych żartów pisanych i mówionych na siłę.

Ale choć twórcy pokusili się o poruszenie wspomnianych tematów, to nie stanowią oni głównej osi komedii zawartej w tym dziele. Humor nadal opiera się w znacznej mierze na głupkowatych nazwach własnych, mniej lub bardziej błyskotliwych ripostach czy  prześmiewczych nawiązaniach do popkultury.

Oznacza to, że pod względem komediowym Asterix i Obelix: Imperium smoka absolutnie nie odstaje od swoich poprzedników, a w szczególności Misji Kleopatra czy Asterixa na Olimpiadzie. To z kolei oznacza, że wszelkie oczekiwania najbardziej zagorzałych fanów tego humoru zostaną spełnione z nawiązką.

Dobrze znane postacie, nowa obsada

Asterix i Obelix: Imperium smoka wraca do dobrze nam znanych bohaterów. Poza tytułową parą przyjaciół widzimy wszystkich mieszkańców ich wioski, a także Cezara czy Kleopatrę. Większość obsady jednak zmieniła się od czasów poprzednich produkcji, bo i – nie ukrywajmy – sporo czasu minęło.

Jak nowa obsada sobie radzi w tych rolach? Cóż – bez większych problemów. Szczególnie muszę pochwalić nowego odtwórcę Obelixa, ponieważ dopiero po zakończeniu seansu zorientowałem się, że na ekranie próżno szukać Gerarda Depardieu.

Polscy aktorzy dubbingowi – jak zwykle – radzą sobie równie doskonale, a ważną cegiełką sukcesu jest rzecz jasna odpowiednie tłumaczenie. Do tego również nie mam żadnych zastrzeżeń. Jak zwykle.

Ciekawym smaczkiem jest Robert Makłowicz w roli narratora. Pojawia się regularnie, ale nienachalnie, a tłumacze przygotowali szereg kulinarnych nawiązań, dzięki którym opowiadana przez niego historia nabrała dużo – sic – smaku.

Jeśli chodzi o inne smaczki, to twórcy postanowili zatrudnić Zlatana Ibrahimovića – piłkarza AC Milanu, a wcześniej między innymi FC Barcelony. I choć ze względu na polski dubbing nie jestem w stanie w całej skali ocenić tego, jak poradził sobie w tej roli, to dostał całkiem sporo czasu na ekranie i świetnie się w trakcie tych scen bawiłem.

Asterix i Obelix w formie

Po seansie nie byłem rozczarowany. Dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem – nie więcej i nie mniej. Imperium smoka to kolejny film z tej serii, który będzie przez największych fanów oglądany po dziesięć czy piętnaście razy rocznie.

Mnóstwo smaczków, mnóstwo prześmiesznych motywów, żonglowanie konwencjami i wartka akcja to tylko niektóre aspekty, dla których warto zapoznać się z nowym filmem o przygodach dzielnych Galów. Miłośnicy cyklu będą zachwyceni, a osoby, które do tej pory nie miały styczności z filmowym Asterixem i Obelixem, mają doskonałą okazję, by się z nimi zapoznać (i się w nich zakochać).

Nie jestem tylko przekonany, czy jest to odpowiedni film dla dzieci. Wydaje mi się, że twórcy już pomału przestają udawać, że ich dzieła powinny trafiać do najmłodszych (owszem, zdarzały się żarty o striptizie czy orgiach). Nie mogę jednak zarzucić braku dobrego smaku.

Wszystko jest starannie wyważone, świetnie napisane i dobrze zagrane.

Polecam, Kuba Łaszkiewicz.

Zobacz także: Niebezpieczni dżentelmeni – recenzja

Niebezpieczni dżentelmeni. Witkacy i nic więcej? [recenzja]

4,5/5 - (10 votes)

Lubisz nas? Obserwuj HIRO na Google News