ART KILLA

Ostrożny odbiorca wyczuje truizm, wszak sam nie ulega napędzającym wyobraźnię machinom reklamy (bądź tak mu się wydaje). Inaczej jego słabiej osadzony na ziemi kolega; ten po obejrzeniu świetnie zrealizowanego wideo / kampanii, gotów jest kupić wszystko, a prezentowane z dumą marki i logotypy, spełniają w jego życiu funkcję odznaczeń za kolejne poziomy konsumpcji. Im wyżej, tym lepiej. Jak ma się do tego sztuka?

Na początku, kiedy oddzielimy ją od czystej formy i zadamy sobie pytanie o funkcję pozaestetyczne, pojawi nam się (znacznie uproszczony) obraz sztuki, jako sposobu na poszukiwanie rozumianej przekrojowo prawdy. Artystami nazwiemy poszukiwaczy (to ci, którzy biją się o głos, bo mają dużo do powiedzenia i próbują nas zachęcić do słuchania w coraz bardziej wymyślny sposób).

Powyższe twierdzenie dowodzi rzecz jasna przepaści ideowej między konsumpcyjną modą, a duchową rolą sztuki, jednak trudno zaprzeczyć, że obie te dziedziny łączy silna zależność. Moda coraz silniej uzależnia się od sztuki (nie odwrotnie), a sztuka przestała bać się banału merytorycznego, którym grozi związek z modą.

,,W Magazine” nakarmiło nas ostatnio świetnym przykładem – oto mamy androgyniczną Tildę Swinton w konwencji żywego surrealizmu na fotografiach mistrza Tima Walkera, otoczoną na domiar dziełami Marka Rothko, Maxa Ernsta czy Magritte’a. Mariaż mody i sztuki bez poczucia mezaliansu. Owszem, także bez treści i manifestu, o wartości czysto estetycznej, ale wysokiej, zbliżonej do doświadczenia muzealnego.

Bodźca ‘treść’, przemycanego nieśmiało i nieco przyćmionego, możemy doszukiwać się w sztuce akcji. Wizjonerski pokaz mody nie obędzie się bez performance’u. Alexander McQueen niejednokrotnie łączył pokazy własnych kolekcji z występami artystów, którzy – o ile nie są Rihanną – śpiewają w tym czasie o rzeczach zgoła innych, niż sukienki. Występ Bjork skorelowany z pokazem kolekcji McQueena na „Fashion Rocks” jest dokładnie tym, co mam na myśli, a utwór ‘Bachelorette’ to nie ‘Vogue’ Madonny. Obcujemy ze sztuką wysokich emocji i jednocześnie oglądamy ubrania.

 

 

Jak wielką podporą performance’ u staje się moda i jak często wyprowadza go z pozycji alternatywy na salony ‘galeryjnego establishmentu’, możemy się przekonać choćby na przykładzie zwrotu w karierze Mariny Abramovic. Być może nie doszłoby do niego, gdyby nie przyjaźni z Ricardo Tiscim, z domu mody Givenchy, przez którego Marina jest dziś nie tylko alternatywną performerką, ale też najwyższej rangi celebrytką. Warto wspomnieć choćby o niezręcznej kampanii Adidasa, która wykorzystuje wizerunek i sztukę Abramovic do reklamowania odzieży sportowej – rzecz wyjątkowo bolesna dla fanów jej twórczości.

http://www.youtube.com/watch?v=B2KKfgYGOuU

 

Podobne przedsięwzięcia ( między innymi skupiony na modzie performance “The Impossible Wardrobe“ Tildy Swinton) wykształciły swoją autonomiczną publiczność, znacznie szerszą niż odbiorcy niezmąconej pieniądzem sztuki Kantora czy Bąkowskiego. Publiczność, która bez kompleksów deklaruje zamiłowaniem do przeżyć duchowych i pozbawionej treści estetyki.

Bez kompleksów do sztuki i mody podchodzą także twórcy sztuki użytkowi, tacy jak Rick Owens, który poza projektowaniem ubrań, znany jest także jako designer wnętrz i obiektów. Jego działalność oscyluje między biznesem, a swobodną wypowiedzią artystyczną. Pokazy Owensa niemal zawsze są silnie nacechowane ideowo i stoją w opozycji do mainstreamowego światka mody.

rick owens

Łączenie marketingu z ‘nieśmiertelną duszą’ niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw, warto jednak zwrócić uwagę na potencjał tej koniunkcji. Moda buduje swój prestiż (oraz, dodajmy, zarabia pieniądze) na tym, co wartościowe dla ducha, z kolei sztuka ma szanse zyskać nowego odbiorcę. Idea ma w końcu szanse mrugnąć okiem do przeciętnego odbiorcy fashion weeków. Warto przystać na ten flirt, o ile nie zaniża artystycznego poziomu i rzeczywiście pozwala na przemycanie wielkich idei między wieszaki z sukienkami.

tekst | Pat Dudek

 

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera