Chełmska raperka Ad.M.a nie może narzekać na nudę. Jeśli akurat nie nagrywa, to odbiera propozycje matrymonialne od połowy Polski lub mierzy się z powracającym jak bumerang stereotypem kobiety-nawijaczki. O tym i wielu innych kwestiach porozmawialiśmy z nią krótko przed premierą albumu „Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na Ziemię”.

Myślę, że wywiad to jedna z niewielu okazji, by ktoś rozpoczął z Tobą rozmowę od czegoś innego niż „kocham Cię” lub „wyjdź za mnie”. Polski słuchacz podchodzi do Ciebie jak do bóstwa.

Nie patrzę w ten sposób na komentarze ze strony słuchaczy. Traktuję je bardziej w kategorii żartu, tym bardziej że w polskim rapie ciężko, by kobieta była bóstwem dla słuchaczy.

Sama jednak wiesz, że scena ma delikatny problem z kobiecym rapem. Nie zapomnę nigdy Twojej afterowej dyskusji z pewnym znanym raperem, który wprost stwierdził, że taka muzyka nie powinna istnieć.

(śmiech)Biorąc pod uwagę kontrast pomiędzy takimi nieprzychylnymi stwierdzeniami a komentarzami w stylu „kocham Cię”, to jest to nawet bardzo miłe i zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Najbardziej cenię sobie jednak opinie, które odnoszą się bezpośrednio do muzyki. Takie, w których odbiorcy doceniają technikę, flow czy koncept.

Twoja muzyka wpisuje się w pewien sposób w niszę, która nie jest łatwa do interpretacji. Dużo u Ciebie nowoczesności w bitach, jest też szczypta zabaw nawijką, a przede wszystkim – zawiłości leksykalne.

To prawda, trochę mieszam, także gatunkowo. Od zawiłości leksykalnych chcę jednak nieco odejść. Płyta A. wraca późno, ze względu na koncept, była naszpikowana takimi rzeczami. Teraz, przy Gdy skrzydła w popiele, boginie schodzą na Ziemię, słuchacze zauważą już nieco inny lot, choć także z wersami skłaniającymi do przemyśleń. Zawsze lubiłam liryczne podróże.

W tych podróżach nie ma nadmiaru kreacji. Jeśli ktoś zna Cię dłużej niż chwilę, to niektóre wersy może odczytać – nomen omen –w lot, jak otwartą księgę. I to mnie od dawna ciekawi, bo w mediach społecznościowych jesteś dość oszczędna. Daleko Ci do tych, którzy wrzucają do sieci wszystko, łącznie ze zdjęciem porannej owsianki.

Podobno moja twarz też wszystko zdradza. Kiedyś będę mieć dużo zmarszczek (śmiech). Początkowo byłam w ogóle przeciwna zdjęciom i ujawnieniu twarzy, dlatego na Szmaragdowej Szczerości połowę mam zakrytą. Wyszłam z założenia, że ludzie najpierw muszą poznać moją muzykę, dopiero potem oblicze, choć i tak zarzuca mi się „grę ciałem”. Teraz publikuję więcej zdjęć, bo też wymaga tego ode mnie rosnąca popularność, ale życia prywatnego wolę zbytnio nie ujawniać. Wszystko z umiarem, ale wiadomo, że media społecznościowe i aplikację typu Snapchat wymagaja spontanicznego pokazywania życia.

Masz popularność w całym kraju, ale przytomnie zaznaczasz, że Twój nowy album będzie dopiero drugą legalną płytą w historii Chełma. To zastanawiające, bo trudno mi wskazać tej wielkości ośrodek, który tak mocno żyłby rapem. Pamiętam przecież imprezy w Undergroundzie, mocno działającą organizację easymonday, „Łuczek”, na którym zbierali się przeróżni zajawkowicze na pogaduchy, a nawet mniejsze i większe tarcia między ludźmi zajmującymi się muzyką. Co zatem poszło nie tak?

Nie chcę być w tym momencie jakimś znawcą chełmskiego rapu, ale faktycznie zaobserwowałam coś takiego. Byli CZST i oni do dziś nagrywają chociażby jako Wschodni Wiatr. Zdolny do dziś produkuje m.in. dla Tau. Kolejną falą rapu byliśmy my, czyli ja, Dedoen, Wizu, Kacu, Nerwus, Miejski Folklor (Dexter i Zero Jeden), Apokryf (Smooth Poet), Kosińska aka Kosa, NPR i jeszcze kilka osób, których nie wymieniłam. Dlaczego nie było drugiej legalnej płyty CZST – nie mam pojęcia, był natomiast nielegal. Moje pokolenie dopiero dochodzi do głosu, jednak w Chełmie niewielu jest młodych słuchaczy, koncerty rapowe są nierentowne i często się je odwołuje. Mam nadzieję, że rap jeszcze wróci na ulice Chełma. Dla nas ta muzyka była wtedy wszystkim.

Rap być może wróci na ulice Chełma, ale Ty na stałe już pewnie niekoniecznie. Sporo się u Ciebie dzieje w kwestiach mieszkaniowych. Był Lublin, jest Bielsko-Biała. Chęć oderwania się i złapania dystansu czy pragmatyzm, bo studio i interesy bliżej?

Pragmatyzm. Nie wykluczam jednak powrotu do Chełma. Mam tam rodzinę, dom i wiele wspomnień. To bardzo piękne miasto, w którym żyje się spokojnie, co sobie cenię. Nie wrócę tylko jeśli będę mogła zabrać moich bliskich ze sobą. A jeśli zdecydowaliby się na przeprowadzkę, to namówiłabym ich na Bielsko. Widzę, że tutaj ludziom żyje się lepiej.

Pod jakim względem?

Jest dużo zakładów i firm, a co za tym idzie miejsc pracy, ludzie jeżdżą lepszymi samochodami, w sklepach kasjerski są milsze…

Proza życia staje się jakby mniejszą prozą?

Wizualnie tak to wygląda.

Wspominałaś też o miejscach pracy, chyba nieprzypadkowo. Znalazłaś zajęcie w swojej branży?

Tak. Doświadczyłam szczęścia początkującego.

Za to w rapie początkująca już nie jesteś i to chyba dobry moment, by załapać się pod skrzydła dużego labelu. Nowy krążek wyjdzie już pod majorsem?

Zobaczymy jak się rozwinie sytuacja po tej płycie. Pojawiły się już takie propozycje, ale bardzo wierzę w 3/4 UDGS i w ideę tego projektu.

Nie zaprzeczysz jednak, że mniejsze, dobrze prosperujące wytwórnie niestety napotykają w pewnym momencie szklany sufit. Osiągają wysoki pułap, ale – jak pokazuje przykład chociażby High Time’u – brakuje funduszy, by zaspokoić rosnące oczekiwania

W takich wypadkach najważniejsza jest strategia i pomysł na biznes. Prosto też kiedyś napotkało szklany sufit, ale znalazł się inwestor. Ważne, żeby wierzyć w pewne rzeczy, pieniądze to dopierokolejny element, ale taki, o którym oczywiście nie wolno zapominać.

Najpierw idea, potem działania – faktycznie tak powinno to funkcjonować. Kiedy mówimy o wielkich wytwórniach, nie mogę nie zagadnąć Cię o obawy. Masz jakieś?

Jasne. Wiążą się one z finansami, a także opieką, jaką dane miejsce może zapewnić. Moje idee są wielkie i sięgają daleko, dlatego potrzebują też odpowiedniego wsparcia. Nie tylko finansowego.

Finanse to dość drażliwy temat. Choć nikt o tym otwarcie nie mówi, na pewno w głowach paru dobrze rokujących raperów zakiełkowała myśl, że bycie wieszakiem na ubrania i chodzącym product placementem nie jest takie najgorsze.

Nic do tego nie mam. Artysta tworzy wizerunek i wchodzenie w układy z firmami odzieżowymi jest częścią budowania tego wizerunku. Wizualnego, bo muzyczny to już kwestia wydawanych płyt. Za granicą takie zabiegi są bardzo popularne, wystarczy wspomnieć Pharrella z Adidasem, Rihannę z Pumą etc. To też forma zarabiania pieniędzy i rodzaj pracy jakby nie patrzeć.

Zgoda, pod warunkiem, że wszystko robione ze smakiem, a nie łopatologicznie. Myślę za to, że wykreowanie wizerunku kokietki i „ogrywanie” go przez klienta niekoniecznie by Ci się podobało.

Co masz na myśli?

Oparcie całego Twojego wizerunku na niewątpliwej urodzie i żyłowanie jej dla zysku, bez odpowiedniego zaakcentowania talentu muzycznego.

Na pewno trzeba wszystko robić tak, żeby później niczego nie żałować. U nas nie do końca pokazywanie ciała się sprawdza, jesteśmy jednak tradycjonalistami w tych kwestiach. Ludzie bardziej cenią sobie umiar. Stąd też wynika fakt, że wydawca raczej nie porywa się na budowanie wizerunku, skupiając się wyłącznie na fizyczności. Nie uważam jednak, że do końca mojej kariery powinnam ukrywać jakieś wybrane walory cielesne. Kiedyś, gdy już będę stara (jeśli dożyję), tym bardziej nie będzie czego prezentować, więc trzeba cieszyć się teraźniejszością. Wszystko z wyczuciem i ze smakiem, ale także wszystko dla ludzi. To w końcu branża muzyczna, a nie kółko różańcowe. Przystojni raperzy nie ukrywają twarzy, a dobrze zbudowani nie zakrywają ciała.

To na koniec jeszcze słówko o pisaniu, bo przecież prowadzisz także cykl na Popkillerze, a wiem o przynajmniej paru artystach rapowych, którym rodzą się ciągotki do krótszych i dłuższych form. Planujesz w przyszłości usiąść w bujanym fotelu w Bielsku lub innym spokojnym miejscu, odpalić drewnianą fajkę i stworzyć literackie dzieło życia?

Nie wiem tego dziś, ale z pewnością chciałabym opisać kiedyś swoje życie. Nie wiem tylko, czy to będzie kogokolwiek interesować (śmiech). Jak byłam młodsza, napisałam kilka opowiadań dla dzieci, może kiedyś powrócę do tego. Na pewno będę musiała się w jakiś sposób wyrazić, bo potrzebuję tego bardziej niż inni.

Rozmawiał | Krzysztof Nowak

Zdjęcie | Tomasz Wichrzycki

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera