Acephala: Schemat jest zawsze ograniczający

Mężczyzna z brodą i kobieta w okularach z krótkimi włosami

„Acephala” to kobieta, która traci głowę. Powody mogą być różne, tak jak wiele jest różnych definicji kobiecości. Na warsztat bierze je w swoich projektach marka Acephala. Z Moniką Kędziorą i Bartkiem Korzeniowskim rozmawiamy o projektowaniu za granicą, dziwnych tkaninach, wymykaniu się stereotypom, kobietach, męskości i histerii.

Właśnie wróciliście z Londynu, gdzie mieliście prezentację prasową swojej najnowszej kolekcji na wiosnę-lato 2016. Pokazywaliście się też już w Paryżu. Modę za granicą robi się inaczej niż w Polsce?

Bartek Korzeniowski: Inaczej. Od początku tworzyliśmy Acephalę z myślą o międzynarodowym rynku modowym, głównie europejskim, ale też azjatyckim. Robimy ubrania z najwyższej klasy tkanin włoskich, francuskich lub japońskich, często eksperymentalnych lub tworzonych na zamówienie. Z drugiej strony, produkcję mamy w Polsce i tak krążymy między krajami.

Monika Kędziora: Wyjście za granicę wymaga dużo większej dyscypliny, choćby dlatego że kolekcje muszą być gotowe z dużo większym wyprzedzeniem.

B: Rozwinięte rynki modowe działają według ścisłego kalendarza – albo się w niego wpisujesz, albo czekasz do kolejnego sezonu. Szczególnie kiedy jesteś nowy na rynku. Przez pierwsze sezony kupcy raczej cię obserwują, niż coś od ciebie kupują. Muszą mieć gwarancję, że jesteś wiarygodny jako marka.

Wasza pierwsza kolekcja była inspirowana histerią. Znalazło się miejsce na kultowe wariatki, pogniecioną pościel, prawie że kaftany bezpieczeństwa, ryciny do identyfikacji wizualnej histerii.

M: Od samego początku naszym zamierzeniem było stworzenie marki, która igra ze stereotypami kobiecości. A jednym z najstarszych stereotypów, mających swoje źródła już w starożytności, najbardziej „przyklejonym” do kobiety, jest histeria.

Ale jak to się w ogóle ma do XXI wieku?

M: Oglądałaś serial Girls?

Tak.

M: Tam można znaleźć współczesny obraz histerii. Ubierasz się jak chcesz, śpisz nie w tych godzinach, co powinnaś, sypiasz nie z tymi, co powinnaś. Ciągle się miotasz. Dzisiejsze czasy są bardzo histeryczne. Ale tej histerii nie trzeba pojmować jako czegoś negatywnego. Może ona prowadzić do powstawania nowych form ekspresji i nowej energii. I to jest wartościowe. Zerwanie z tym, co już ustalone.

Co zrobić z tą histerią? Pielęgnować ją? Pogodzić się?

M: Przełożyć ją na kreatywną siłę, która wymusza działanie. Dzisiaj świat jest bardzo uporządkowany albo raczej narzuca pewien sposób uporządkowania życia. Powszechne są ogromne oczekiwania wobec tego, w jaki sposób powinno się budować swoją karierę, swoje życie, wygląd i milion innych rzeczy. Pozwolenie sobie na rozhisteryzowanie się jako formę protestu wobec narzucanych norm daje wolność, powoduje pojawienie się pomysłów i otwiera na bardziej niekonwencjonalne drogi myślenia, na które rzadko sobie pozwalamy wtłoczeni w schemat.

B: Oczywiście to tylko warstwa inspiracyjna, punkt wyjścia. Same rzeczy są po prostu dobrze skrojonymi, stworzonymi z dobrych tkanin ubraniami na co dzień – no może z małymi wyjątkami.

M: Białe komplety z bawełny z nadrukami mogą w zestawieniu z bardziej klasycznymi rzeczami stać się zestawem do biura albo noszone razem wyglądać jak piżama, co bardzo mi się podoba. Pójście na poranną kawę w piżamie zaburza w pewien sposób granicę pomiędzy światem prywatnym a publicznym, a jeśli jest świetnie skrojona, nie można takiego stroju pomylić z niechlujstwem. To jest wspaniałe, że można iść w piżamie na kawę albo siedzieć w domu w sukni balowej, tylko dlatego, że odczuwasz taką potrzebę…

Czy są jeszcze jakieś granice tożsamości płciowej?

M: Dobre pytanie. W modzie kobiecej przez dekady działo się dużo więcej niż w męskiej. Ostatnio mam wrażenie, że dużo ciekawsze rzeczy pojawiają się na pokazach mody męskiej. Przez to, że przez długi czas była ona silnie usystematyzowana, granic do przełamywania jest dużo więcej. My, chociaż robimy modę kobiecą, też myślimy, żeby stworzyć bliźniaczą markę męską, Acephalusa…

B: Część naszych ubrań, po drobnej zmianie kroju, usunięciu zaszewek, itd. Może być noszona przez mężczyzn.

Czym więc określić męskość?

B: A czym jest kobiecość?

M: Ja chyba mam problem z definicjami. Przymierzam się do różnych określeń kobiecości wraz z każdą kolekcją. Wolę myśleć, że nie ma definicji i każdy ją kształtuje na swój własny sposób. Sądzę, że podobnie jest z męskością.

To czy płeć jest dzisiaj potrzebna?

B: Przepaść między determinizmem a zupełną dowolnością i płynnością jest na tyle duża, że można w tym obszarze kształtować swoje własne „ja”. Oczywiście, z jednej strony płeć jest czymś, od czego nie można się odkleić, ale z drugiej – da się ją redefiniować w pewien sposób. Jesteśmy biologicznie kobietą czy mężczyzną, ale to kształtowanie kulturowe jest tutaj ważniejsze. Wyszliśmy już z takiego zero-jedynkowego świata, gdzie sposób wychowania i funkcjonowania w społeczeństwie był ściśle określony. Oczywiście są tacy, którzy chcą te ramy utrzymać albo jeszcze bardziej je zabetonować. Ale chyba coraz trudniej jest to zrobić.

M: Ale nie da się zupełnie uciec od pewnych kategorii jako elementów odniesienia. Ostatnio w Europie powstają sklepy, w których sprzedaje się wyłącznie modę uniseksową. Jednocześnie coraz większym odsetkiem społeczeństwa, przynajmniej w takich państwach jak Francja, staje się społeczność muzułmańska, w której strefy męska i kobieca są bardzo wyraźnie rozdzielone. Im bardziej Europa ucieka od kategorii płci, tym bardziej jest zderzana z kulturą, która mówi: kobieta to kobieta, mężczyzna to mężczyzna.

Brak takich rozgraniczeń to wymykanie się stereotypom. Czy w takim razie stereotyp może być krzywdzący dla mody?

B: Stereotyp zawsze jest krzywdzący. Nie tylko w modzie. Stereotypy są potrzebne ludziom, bo w dosyć łatwy i szybki sposób ich klasyfikują. Czasami są po prostu skrótem myślowym, który się przydaje. No i można sobie na ich podstawie pożartować.

Dobór ambasadorek Waszej ostatniej kolekcji, Marty Konarzewskiej i Agaty Kubis, jest więc nie bez znaczenia.

B: To nawet nie jest dobór, bo to nasze znajome. To nie było tak, że szukaliśmy pod tezę kogoś, tylko one ewidentnie osobowościowo pasowały do tego projektu. Choćby dlatego, że Agata podobna jest do Claude fizycznie, a Marta przez to, co robi.

M: Kiedy ta kolekcja powstała, wiedzieliśmy, że musimy zrobić klasyczny lookbook, aby przedstawić wszystkie sylwetki, jednak chcieliśmy też zrobić coś dodatkowego. I one się jakby same zjawiły. Gdybyśmy ich nie znali, to musielibyśmy je wymyślić.

Denerwuje was to, jak obecnie przedstawiana jest kobieta w modzie?

M: Nie przepadam za wizerunkiem kobiety, w którym jej osobowość nie ma znaczenia. Modelka zawsze jest dla mnie ważna. To, jak ona się czuje, kim jest, w jaki sposób wchodzi w daną postać. Cały scenariusz, który się przedstawia. To też pokazuje, kim jest nasza klientka. To realnie istniejąca kobieta, która ma swoje pasje, życie, poglądy. I która lubi eksperymentować z własnym wizerunkiem.

„Acephala” to kobieta, która traci głowę, jest wariatką. Dla kogo lub czego tracą głowę te współczesne?

B: Od tysięcy lat dla mężczyzn…

Powiedział facet.

M: Skojarzyło mi się to z negatywną utratą głowy. Że wszystkiego tego za dużo. Za dużo obowiązków, za dużo wymagań, za dużo presji. Ale tu chodzi o taką utratę głowy w sensie bardziej metaforycznym. Wszelki schemat zawsze jest ograniczający. Tracę głowę, czyli odrzucam schematyczny racjonalizm, odrzucam utarte sposoby myślenia.

B: Racjonalizm, który w pewnym sensie jest męski. To mężczyźni tworzyli zasady, które są sztywne, i którym kobiety miały się podporządkować. Nie było wielu dróg ucieczki dla kobiety. Albo zostawała prostytutką, albo wariatką, albo artystką.

Macie już pomysł na kolejną kolekcję? Wiecie, jaki temat weźmiecie na warsztat?

B: Trzecia kolekcja jest już gotowa. Miała teraz premierę w Londynie i będzie pokazana przy okazji otwarcia naszego butiku.

M: Znowu jest zbudowana na opozycji: słodycz i mroczność, sexapil i melancholia… jakkolwiek by to ubrać w słowa. Wyrosła z fascynacji twórczością Aliny Szapocznikow. Myślę, że bardzo ciekawe są w niej nadruki.

B: I mają ciekawą historię. Ulepiliśmy z modeliny kobiece korpusy, piersi, kwiaty. Następnie wypiekliśmy je w piekarniku, po komputerowej obróbce nadrukowaliśmy na tkaninach. Efekt jest zaskakujący.

Moda konceptualna pełną gębą. Myślicie, że Polacy są na to gotowi?

M: Wierzymy, że tak!

Rozmawiała:  Aleksandra Zawadzka

Zdjęcie: Agata Kubis

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera