KICK ASS 2

Film Title: Kick-Ass 2WCHODZĄCY NA NASZE EKRANY
23 SIERPNIA „KICK-ASS 2” JUŻ NA STARCIE NAROBIŁ SPORO SZUMU PRZEDE WSZYSTKIM
JEDNYM – OSKARŻENIAMI O GLORYFIKACJĘ PRZEMOCY. NIE BYŁOBY W TYM NIC DZIWNEGO – WSZAK RAZ NA JAKIŚ CZAS OBRYWA SIĘ ZA TO CO PONIEKTÓRYM PRODUKCJOM KOMIKSOWYM – GDYBY NIE TO, ŻE OSKARŻENIA PADŁY Z UST JEDNEJ Z GWIAZD FILMU

Prawdopodobnie nie byłoby tego całego zamieszania, gdyby nie listopado-wa masakra w szkole podstawowej w stanie Connecticut. Z rąk napastnika zgi-nęło w niej dwadzieścioro dzieci i sześcioro nauczycieli. To właśnie po niej Jim Carrey grający w filmie rolę Sala Bertoliniego stwierdził na Twitterze, że odcina się od przemocy pokazanej na ekranie i nie może zaakceptować takiego poziomu brutalności. Studio Universal odmówiło komentarza, ale głos w tej sprawie zabrał Mark Millar, twórca komiksu. Odpowiedział Carreyowi: „Moje książki są bardzo hardcore’owe, ale filmy na ich podstawie są dopasowane do mainstreamowej publiczności. Jeśli odpowiadał ci styl pierwszej części, powinieneś docenić i drugą. «Kick-Ass 2» to nie dokument! To tylko fikcja. Na dodatek unikamy typowego masowego liczenia ciał, jak inne letnie hity filmowe, a koncentrujemy się na pokazywaniu konsekwencji przemocy”. Trudno odmówić Millarowi racji, jednak głos Carreya narobił tyle szumu, że Amerykanie po raz kolejny zaczęli się zastanawiać nad skutkami pokazywania przemocy na ekranie. Nie jest to oczywiście pierwszy taki przypadek w historii Hollywood, ale jeden z nielicznych, kiedy współtwórca filmu tak otwarcie opowiada się przeciw brutal-ności własnego dzieła. Najbardziej ironiczne jest to, że głos Carreya poszedł
w świat i chcąc, nie chcąc, stał się jednym z elementów napędzających machinę promocyjną filmu. W której sam Carrey nie chce się udzielać z wyżej wymie-nionych powodów.

O gloryfikowanie przemocy oskarżani byli najwięksi – Tarantino, Peckinpah,
Eastwood, Scorsese, Stone czy Park Chan-wook. Trudno było im jednak udo-wodnić nakłanianie do jej stosowania. Tym bardziej trudno o to mieć pretensje
do ekranizacji komiksów z superbohaterami w rolach głównych. Jednak to właśnie po premierze ostatniej części „Batmana” Harvey Weinstein, jeden z najbardziej cenionych producentów w Hollywood, wezwał twórców, aby
w końcu wzięli odpowiedzialność za wpływ brutalnych filmów na ludzi. To wynik masakry w Kolorado na premierze ostatniej części trylogii Christophera Nolana.
„Z tym problemem zmagam się od dawna, bo sam produkowałem filmy pełne przemocy, ale też zdarzało się wielokrotnie, że mówiłem: «Dłużej tego nie zniosę, wytnijcie to». Ale wiecie, trzeba szanować reżysera. To naprawdę trudny temat. Myślę, że wszyscy uznani reżyserzy, a także producenci, łącznie ze mną, powinni usiąść przy jednym stole i przedyskutować tę kwestię, a także naszą rolę w przedstawianiu przemocy na ekranie. Nie możemy uchylać się od odpowiedzialności”.

Oczywiście Weinsteinowi z miejsca zarzucono hipokryzję. Nie zmienia to jednak faktu, że kolejne masakry w USA co jakiś czas wzywają hollywoodz-kich decydentów do publicznego odniesienia się do wpływu ich filmów na społeczeństwo. To właśnie po strzelaninie w Connecticut przełożono premie-rę choćby „Jacka Reachera” z Tomem Cruise’em.
Wtedy też głos zabrał, zresztą nie po raz pierwszy, Quentin Tarantino. „Jestem już zmęczony, broniąc każdego swojego filmu i przemocy w nich zawar-tej. Tragedie się zdarzają. Winni są przestępcy, nie filmowcy”. Według statystyk, w aż 90 procentach kinowych premier znajdziemy jakieś sportretowanie przemocy. Nie musi to być od razu przemoc fizycz-
na, coraz częściej zdarzają się i stadia przemocy
psychicznej. Ważne, by podejść do nich refleksyj-nie, co też po premierze „Django” sugerowali gra-jący w nim Jamie Foxx i Kerry Washington.
Jak daleko można posunąć się w pokazywaniu przemocy na ekranie, najlepiej udowodnili chyba jednak twórcy kultowej już kreskówki „Happy Tree Friends”. Mimo że przemoc jest tam przedstawiana
w sposób karykaturalny, nie sposób nie otworzyć szeroko oczu w niedowierzaniu, że właśnie zoba-czyliśmy coś takiego na ekranie. Owszem, po pew-nym czasie człowiek przyzwyczaja się do ścinania głów, odrąbywania kończyn czy wypruwania flaków, ale pierwsze wrażenie zazwyczaj jest piorunujące, szczególnie jeśli ktoś nie jest przygotowany na taką dawkę przemocy. Na dodatek fakt, że jest to tyl-ko produkcja animowana, w niczym nie umniejsza (a może właśnie potęguje) jej siły rażenia. Kto nie-
wtajemniczony by się bowiem spodziewał, że uro-
cze postacie, w tym przecież dziecko, mogą mor-dować się nawzajem z taką siłą, i fakt, że czynią to przypadkiem, niczego tu nie zmienia. W „Happy Tree Friends” najbardziej niesamowite jest to, że widzowie, nie tylko zatwardziali fani, zazwyczaj mają swoje ulubione odcinki czy sposoby uśmiercania bohaterów. W tym zestawieniu przoduje chyba odcinek
z łosiem, któremu drzewo przygniotło nogę, a ten, odcinając ją sobie w męczarniach różnymi przedmiotami, próbuje się wydostać spod konaru. Zatwardziałym wrogom serialu, którzy obwiniają go o bezsensowne pokazywanie przemocy, twórcy odpowiedzieli niegdyś w dość zaskakujący sposób: „Przecież w animacjach o Króliku Bugsie czy Tomie
i Jerrym przemoc też jest wszechobecna. I jest po-
kazywana w sposób jeszcze gorszy, bo bez żad-nych konsekwencji. My tylko pokazujemy, co by było, gdyby Elmer Fudd wziął strzelbę i faktycznie strzelił królikowi w łeb”. Nie da się ukryć, że jest
to dość sensowna argumentacja, ale dla wielu gra-ficzna przemoc w „Happy Tree Friends” nigdy nie będzie do zaakceptowania.
Czasami jednak poziom przemocy jest tak duży i/lub tak realistyczny, że dany film nie dostaje zgody na dystrybucję i, co oczywiste, z miejsca staje się tematem gorących rozmów, z których większość kończy się stwierdzeniem: „W takim razie muszę go
zobaczyć”. Mniejsza o to, czy jest tego wart; ważne, że „będzie rzeźnia”. Do klasycznych przykładów tego typu można zaliczyć „Serbski film” i „Ludzką stonogę”. A konkretnie jej drugą część. W Wielkiej
Brytanii początkowo została zakazana, gdyż British Board of Film Classification odmówiło nadania
mu jakiejkolwiek kategorii wiekowej. W uzasadnieniu napisano, że choć pierwsza część była „nie-wątpliwie beznadziejnym i obrzydliwym filmem”, to jednak sposób przedstawienia stonogi jako „medycznego eksperymentu” był dopuszczalny.
Sequel z kolei został uznany za „seksualnie okrutny i obsceniczny”. Ostatecznie, po wycięciu z filmu
2 minut i 37 sekund najbrutalniejszych scen, BBFC wyraziło zgodę na zaklasyfikowanie go do kategorii +18, chociaż skrytykowało za temat, któ-ry określiło jako „seksualne podniecenie wywołane degradacją, poniżeniem i torturowaniem”. Podob-nie miała się sprawa w Australii, z tym że tam naj-pierw nadano mu klasyfikację „tylko dla dorosłych”, by po ponownej recenzji odmówić wystawienia oceny. Z powodu poziomu brutalności w USA film pokazywano tylko podczas nocnych, limitowanych pokazów.
Podobnie miała się sprawa z „Serbskim filmem”, który został zakazany w Hiszpanii, Australii, Nowej Zelandii, Malezji, Singapurze i Norwegii. Niektórzy zaliczają go nawet do kategorii „snuff films”, czyli przedstawienia na ekranie prawdziwej zbrodni. Filmy z tego gatunku często brane są w obronę jako klasyczne przykłady przerysowania aspektów przemocy, wręcz wyśmiewające jej poziom. Nie da się jednak ukryć, że realistyczne przedstawienie brutalności jest doskonałym argumentem wszelkichkomisji klasyfikujących filmy do dystrybucji za zakazem ich rozpowszechniania. Są jednak marginesemtego, co możemy na co dzień zobaczyć na kinowych ekranach, a tam przemoc jest na porządku dziennym.

Komentarze
Podaj dalej

Zapisz się do Newslettera