10 najlepszych melancholijnych filmów na jesienne wieczory

Filmowe zestawienie kamera hiro.pl

Za oknem pada deszcz o nieokreślonej postaci, chmury przybierają jeden z pięćdziesięciu odcieni szarości, a skostniałe palce przyjemnie zaciskają się na kubku earl grey’a – to brzmi jak idealny moment na film, który wpasuje się w tę atmosferę.

To moment na obejrzenie jednego z 10 melancholijnych filmów, które niezawodnie wpasowują się w tę dobrze znaną, jesienną pogodę.

Najlepsze melancholijne filmy na deszczowy dzień

Na śmierć i życie — reż. John Krokidas, 2013

Lata 40. w Nowym Jorku były czasem wielkich literatów, ludzi z wizją i pasją, ludzi którzy skoczyliby z mostu za weną, którzy noce spędzali bezsenne, a dni w odosobnieniu swojej poezji. Właśnie taki jest film Na śmierć i życie (ang. Kill your darlings). Opowiada on historię jednego z beatników, Allena Ginsberga (Daniel Radcliffe), który w trakcie swoich studiów w wielkim mieście wplątuje się w schowaną pośród cieni grupę młodych aspirujących poetów. To właśnie tam poznaje postać tragiczną swojej historii Luciena (Dane DeHaan), który wraz z Jackiem Kerouaca (Jack Huston) i Williamem Burroughsa (Ben Foster), przewrócą jego świat.

Mama — reż. Xavier Dolan, 2014

Jeden z najbardziej znanych filmów Xaviera Dolana śledzi historię pewnej osobliwej pary mieszkającej gdzieś we francuskiej części Kanady. Życie Diene Die, krąży wokół jej 15-letniego słońca, Steve’a, pieniądze wkłada w jego coraz to nowe ośrodki poprawcze, każdy kolejny papieros ma ukoić jej nerwy wywołane kłótnią ze swoim jedynym synem. Co się stanie, jeśli zbytnio zbliżysz się do słońca? Ślepniesz i oparzasz się, ale Die, nie ma zamiaru rezygnować z tej skomplikowanej miłości.

Lektor — reż. Stephen Daldry, 2008

Film, nagrany na podstawie bestsellerowej powieści niemieckiego pisarza Bernarda Schlinka jest kolejną historią o trudnej i niespodziewanej miłości. Opowiedziany na dwóch płaszczyznach czasowych, pokazuje losy młodego chłopaka Michaela, którego życie zostaje uformowane przez tajemniczą kobietę z sąsiedztwa. Film ukazuje kryzys niemieckiej tożsamości po II wojnie światowej, przedstawia też złożony konflikt wewnętrzny swojego głównego bohatera i zadaje bardzo ważne pytanie: czy jedna osoba może zmienić całe twoje życie?

Między słowami — reż. Sofia Coppola, 2003

Ewidentny klasyk jeśli chodzi o melancholie na wielkim ekranie. Między słowami, jest historią, która doprowadza do dyskretnych w ciszy spadających łez, historią, która zostawia widza w samotności jego myśli. Bob i Charlotte spotykają się na drugim końcu świata, w Tokio. To właśnie tu, w świetle zimnych neonowych świateł i pochmurnych wieczorów odnajdują siebie i pomagają sobie oswoić się z wszechobecną samotnością. Czy jest to historia o miłości? Wolałabym ją określić mianem historii o uczuciu, o wielu uczuciach gromadzących się sercach dwóch tak różnych, a tak podobnych ludzi.

Miłość — reż. Michael Haneke, 2012

Małżeństwo tej pary składa się z trzech postaci: jej, jego i choroby. Francuski film l’Amour otrzymał 20 nagród filmowych i do tego 22 nominacje, zachwycając krytyków i widownię na całym świecie. Jest to piękny portret małżeństwa z 50-letnim stażem, którzy razem stawiają czoła zapomnieniu i pustce, jaka wraz z nim przychodzi. To nie jest film sentymentalny, to film prawdziwy, który prowadzi nas za rękę po krętych losach swoich bohaterów.

Stary, dobry Robert, tym razem nie w roli wampira, a nowojorskiego studenta, który postanawia uwieść córkę funkcjonariusza policji. Na pierwszy rzut oka film brzmi conajmniej banalnie, a jaki jest naprawdę? Znane twarze, smutne chwile i istota rodziny otulają się wokół serca widza. Drugim imieniem głównego bohatera zdaje się melancholia, a on sam jest idealnym przykładem reinkarnacji romantycznych cierpiących pisarzy. Film ciężko obejrzeć bez paczki chusteczek i pudełka czekoladek, polecam te z karmelowym nadzieniem.

Stowarzyszenie Umarłych Poetów — reż. Peter Weir, 1989

Kolejny klasyk, którego nie można pominąć w jesiennym zestawieniu. Film, który zainspirował książkę i wiele sztuk teatralnych, film, który już na stałe osadził się w kulturze anglosaskiej. Jest to opowieść o grupie młodych chłopców, którzy stojąc u progu dorosłości, zaczynają otwierać oczy na swoje życie pod wpływem nietypowego nauczyciela języka angielskiego. Kończąc ten film, w głowie pozostaną wam dwa słowa, wypowiedziane dobrze znanym głosem Williamsa: carpe diem.

Nie czas na łzy — reż. Kimberly Peirce, 1999

Nie czas na łzy, wywoła potok łez. Wywoła tabun, masę, litry wylanych łez. Ten film z końca XX wieku opowiada o Brandonie (Hilary Swank), który w ucieczce przed swoim dawnym ja, Tiną, zamienia swoje życie w wir niepokojów i niebezpieczeństw. Niestety im dalej ten, uwięziony w kobiecym ciele, chłopak odjeżdża od swoich rodzinnych terenów, tym bardziej zdaje się zagubiony, wiecznie otoczony przez nie znanych mu ludzi. W końcu jednak udaje mu się znaleźć azyl, Lenę, która obdarza go, nigdy wcześniej nie znaną mu miłością.

Zostań — reż. Marc Forster, 2005

Nie każdemu człowiekowi można pomóc, nie każdy tej pomocy chce, ale mimo wszystko psychiatra Sam Foster (Ewan McGregor) decyduje się ratować swojego pacjenta (Ryan Gosling) za wszelką cenę. Zostań jest jednym z trudniejszych filmów, który swoimi szybko przewijającymi się kadrami wprawia widzów w trans i pozwala zakwestionować każdy aspekt rzeczywistości. Niepokojący obraz postępującej depresji i braku zrozumienia zostaje na długo po napisach końcowych.

Olej Lorenza — reż. George Miller, 1992

Ostatnim filmem z tego zestawienia jest powrót do klasycznej Susan, tym razem nie w formie nieustraszonej przyjaciółki prowadzącej turkusowego Thunderbirda, a rozdartej matki, która wraz ze swoim mężem, przeżywa chorobę syna. Jest to ewidentny wyciskacz łez, poruszający trudny temat nieuleczalnej choroby niewinnego maleństwa. Kolejny film, który pozwoli uronić kilka łez w akompaniamencie październikowego deszczu.

Tekst: Olga Sawczuk