Została nazwana największą nadzieją eklektycznego popu w Polsce. Rozmawiamy z Olgą Polikowską

Dziewczyna w różowym golfie na różowym tle

Olga Polikowska została nazwana przez dziennikarzy i krytyków muzycznych debiutem 2018 roku i największą nadzieją eklektycznego, ambitnego popu w Polsce. Jej pierwszy singiel Ulatuje, sporo namieszał w polskim electro-popie.

Artystka już 3 kwietnia zagra w warszawskim BARdzo bardzo. Zanim to jednak nastąpi, rozmawiamy z Olgą o muzyce, inspiracjach, uwalnianiu emocji i byciu kobietą w branży muzycznej.

Olga, Twoja droga do tego, co tu i teraz była dość kręta. Zaczynałaś od skrzypiec, myślałaś o aktorstwie, skończyłaś romanistkę i wróciłaś do muzyki. Jak wspominasz te wszystkie do-świadczenia?

W momencie podejmowania tych różnych decyzji nawet przez myśl mi nie przeszło, że zwieńczeniem mogłoby być aktualne tu i teraz. To nie była ani prosta, ani oczywista droga. Z perspektywy czasu wiem, że te wybory się przenikały i wzajemnie na siebie wpływały, wtedy natomiast były to dla mnie nieustające poszukiwania. Podejmowałam różne próby, by dotrzeć do samorealizacji. Jakkolwiek banalnie to brzmi. W efekcie oprócz warsztatu zyskała na tym również świadomość. Teraz jestem spokojna i czerpię z doświadczeń oraz wiedzy, które wówczas nabyłam.

Twój debiutancki singiel Ulatuje, wydany w lipcu 2018 spotkał się z bardzo entuzjastycznym przyjęciem, zaczęto mówić o Tobie, jako o największej nadziei elektrycznego, ambitnego popu w Polsce. Takie słowa to spełnienie marzeń każdego debiutanta, ale też duże wyzwanie, prawda?

Chyba tak. Chociaż niespecjalnie czuję presję, że muszę coś komuś udowodnić. Takie słowa są miłe i motywujące, ale traktuję je jako dodatek i nie zanurzam się w nich. Na pierwszym planie stawiam muzykę. Chcę, żeby była częścią mnie i to na tym się skupiam.

W Twoich utworach czuć wyraźny wpływ lat 80. Co z tego okresu najbardziej Cię inspiruje?

Tak naprawdę clou wszystkich inspiracji i wpływów słyszalnych w moich utworach jest takie, że muzyka elektroniczna daje wiele możliwości w przeplataniu brzmień. Możemy łączyć nowoczesne brzmienia z synthami z lat 80., czy też żywymi instrumentami i nadawać całości nowy wymiar. To jest najbardziej inspirujące.

Żyjemy w czasach nieustającej dyskusji o feminizmie, mocy kobiet. Czy rozpoczynając przygo-dę w branży muzycznej spotkałaś się z jakimiś stereotypami dotyczącymi kobiet, czy może wręcz przeciwnie — byłaś pozytywnie zaskoczona?

Hmmm… takie pytanie to dla mnie temat rzeka. Nie chcę kategoryzować, ponieważ nic nie jest czarno-białe i naturalne jest, że trafia się na różnorakie osoby, ale niestety coś jest niepokojącego w podejściu mężczyzn do kobiet. Świat muzyczny nie jest w tej kwestii odmienny. Na razie diagnozuję to jako przerost ego i jestem uważna.

W Twoich piosenkach śpiewasz dużo o emocjach, relacjach z innymi. Czy to zebrane inspiracje, czy także forma rozliczania się ze swoją własną przeszłością?

Prawda, pisanie bywa terapeutyczne. Być może dlatego, że są to moje pierwsze teksty i na tę chwilę mówię głownie o tym co mnie dotyka. Gdzieś między słowami wybebeszam się i odsłaniam, więc można to nazwać rozliczeniem z własnym ja. Może kiedyś przyjdzie czas na pisanie o czymś lżejszym.

Twój premierowy koncert w warszawskim BARdzo bardzo zbliża się wielkimi krokami. Co w graniu na żywo lubisz najbardziej? Jakie emocje Ci wówczas towarzyszą?

Przede wszystkim to, że nigdy w pełni nie wiem co się wydarzy. Jestem wokalistką, która raczej nie śpiewa piosenki dwa razy tak samo. Zawsze musi być odrobina wariacji i element zaskoczenia. Także dla mnie samej. Poza tym kocham tę nieuchwytną więź ze słuchaczem. Wytwarza się wtedy coś niematerialnego, co ciężko mi porównać z innymi emocjami.

W lutym wydałaś singiel Od nowa, a kiedy możemy się spodziewać długogrającego materiału? Możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Już wkrótce można się spodziewać pierwszego krążka krótkogrającego, a tuż po nim nastąpi praca nad płytą. Mam nadzieję, że oczekiwanie nie będą zbyt długie. A gdyby ktoś nie mógł się doczekać nowości, to zapraszam na koncert!

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Została nazwana największą nadzieją eklektycznego popu w Polsce. Rozmawiamy z Olgą Polikowską
Oceń artykuł