Zimą zwierzęta dokarmiajmy, nie trolle – zjawisko trollingu

Animowana postać grubego mężczyzny przy komputerze

Gdy bierzesz udział w internetowej dyskusji − możesz być pewien, że prędzej czy później staniesz się jego ofiarą. Jest przebiegłym mistrzem prowokacji. Troll internetowy – kim jest, skąd się wziął i jak się przed nim bronić?

Nie ma na świecie internauty, który nie zetknąłby się nigdy z prowokacją, agresją czy spamem w sieci. Uważa się, że są obecni na praktycznie każdej stronie internetowej – jeśli tak nie jest, to znaczy, że jest ona po prostu zbyt mało popularna. Gdy zyska więcej użytkowników, zainteresuje się nią również jakiś troll. Jak bumerang powraca wówczas pytanie, skąd takie zachowania się biorą – przecież wychodząc na ulicę, nie spotykamy się zazwyczaj z bezpodstawną agresją przypadkowych przechodniów. Problem trollingu, którego skala wyraźnie wzrasta wraz z rosnącą liczbą internautów na całym świecie, ma podłoże zarówno techniczne, jak i socjologiczne. Warto przyjrzeć się obu z nich, tym bardziej że zjawisko trollowania staje się coraz powszechniejsze również w Polsce.

ilustracja przedstawiajaca zieonego usmiechnietego trolla przy laptopie

Etymologia trolla internetowego na pierwszy rzut oka wydaje się być oczywista – troll to istota człekokształtna pochodząca z mitologii nordyckiej. Według podań najczęściej były to stworzenia stare, zgorzkniałe, złośliwe i mało inteligentne. Ponieważ nie znosiły światła słonecznego, chowały się w jaskiniach i pieczarach, na zewnątrz wychodząc tylko pod osłoną nocy. Wyobraźnia naturalnie podsuwa wizję jego współczesnej wersji – dzierżącej w dłoniach nie maczugę, lecz klawiaturę komputerową, przygarbionej postaci spędzającej całe dnie w zaciemnionym pokoju.

W rzeczywistości termin trolling pochodzi jednak z innego źródła. W języku angielskim funkcjonuje bowiem określenie trolling for fish, co oznacza łowienie ryb na błystkę, nazywaną również blachą lub – w zależności od budowy – obrotówką bądź wahadłówką. Jest to typ przynęty na ryby drapieżne, którego zadaniem jest drażnienie ich do momentu, gdy któraś zdecyduje się zaatakować świecidełko. Na podobnych zasadach działa trolling internetowy, który narodził się w grupach dyskusyjnych Usenet, gdzie zaawansowani użytkownicy umawiali się na wspólne dokuczanie nowym członkom społeczności. Po odpowiednim potraktowaniu do ofiary wysyłano wiadomość o treści YHBT, czyli You have been trolled. Z czasem trollowanie przestało być postrzegane jako zabawny, niegroźny żart, bowiem przerodziło się w zjawisko niekontrolowane. Dziś postrzegane jest w sieci jako coś wielce niepożądanego – swoiste internetowe przestępstwo.

ilustracja kontury twarzy z szerokim usmiechem

Polska geneza trollingu sięga lat 90. i powiązana jest z niezwykle popularną wówczas usługą sieciową IRC, umożliwiającą konwersację na tematycznych lub towarzyskich kanałach dyskusyjnych. Ze względu na sprawnie działający mechanizm moderacji na samych kanałach IRC rzadko dochodziło do trollowania – była to raczej platforma służąca do planowania zorganizowanych akcji, wymierzonych w konkretne serwisy internetowe lub czaty. Nie od dziś bowiem wiadomo, że trolle najgroźniejsze i najpewniejsze siebie są w grupie. Z napływem świeżego – w dosłownym tego słowa znaczeniu – narybka nie było problemu dzięki wprowadzeniu 15 stycznia 2001 przez Telekomunikację Polską do swojej oferty taniej usługi Neostrada, umożliwiającej dostęp do szerokopasmowego internetu. Wcześniej dostęp do stałki mieli abonenci sieci telewizji kablowych w dużych miastach, przez co pojawienie się na rynku Neostrady stanowiło wówczas rewolucję. Była to również przyczyna narodzenia się zjawiska dzieci Neo, czyli nieobytych z internetową etykietą nastolatków w wieku gimnazjalnym lub dzieci młodszych, którym rodzice umożliwiali dostęp do sieci bez kontroli.

Obecnie zjawisko trollowania nasila się, a ma to podłoże dwojakie. Po pierwsze sprzyja mu zmiana formuły samego internetu. Początkowo, gdy w sieci interakcja między użytkownikami była mniejsza, a strony www statyczne, zjawisko trollingu dotyczyło głównie grup dyskusyjnych. Od 2001 roku w sieci powstają jednak serwisy Web 2.0, opierające się na dostarczaniu treści przez samych użytkowników. Termin ten, spopularyzowany przez firmę O’Reilly Media, która w 2004 zorganizowała szereg konferencji poświęconych temu trendowi, można odnieść do praktycznie wszystkich liczących się obecnie w sieci treści – blogów, mikroblogów, portali społecznościowych, YouTube’a i pokrewnych, encyklopedii typu Wiki, serwisów służących do wymiany i przechowywania plików, etc. Miejsca w sieci, w których użytkownicy mogą dostarczać interesującą zawartość, stają się idealnym polem do popisu dla trolli, ponieważ tam ich poczynania zostają zauważone. Ma to bezpośredni związek z drugą stroną zjawiska trollowania, czyli podłożem socjologicznym.

ilustracja przedstawia mezczyzne z glowa przy monitorze z drugiej strony monitora widzimy glowe diabla

Amerykańska profesor Judith Donath, zajmująca się problemem zachowań w sieci, w swojej pracy pt. Identity and Deception in the Virtual Community podkreśla, że okazja czyni złodzieja. Pozorna, o czym wielu zdaje się zapominać, anonimowość w internecie sprzyja eskalacji zachowań. To, czego balibyśmy się powiedzieć na żywo, za pośrednictwem komputera i klawiatury przychodzi łatwo. W związku z tym, że treść przekazywana za pomocą tekstu sama w sobie pozbawiona jest ładunku emocjonalnego, bardzo łatwo o jej nadinterpretację lub całkowicie błędne odczytanie. Anonimowość sprzyja także chęci sprawdzenia, na jak wiele można sobie pozwolić – dla najbardziej zajadłych trolli nie ma tematów tabu, a ich agresywne wypowiedzi przekraczają wszelkie granice dobrego smaku. Jest to widoczne zwłaszcza w komentarzach pojawiających się pod materiałami na YouTube – z jednej strony mamy przykładowego autora filmu, który nie boi się pokazać twarzy w internecie, a z drugiej setki anonimów gotowych zmieszać go z błotem pod byle pretekstem. Donath podkreśla też, że trolling jest swoistego rodzaju grą oderwaną od rzeczywistości. Oznacza to, że niejeden internetowy troll w realnym świecie zachowuje się zupełnie inaczej, a w sieci przybiera stosowną maskę.

Jak się przed tym zjawiskiem bronić? Podstawą jest rozpoznanie, ponieważ eskalacja zachowań w sieci powoduje, że spotykając się z agresywnymi wypowiedziami, nie zawsze mamy do czynienia z klasycznym trollem. Warto jednak zwrócić uwagę, czy nie rozpoznajemy któregoś z symptomów: sztucznie wyglądającej nieznajomości zasad panujących na danym forum lub serwisie, atakowania w czasie dyskusji konkretnych osób, przesadnego wytykania innym nieznajomości zasad gramatyki i ortografii, megalomanii i konfabulacji na temat swojej osoby, regularnego oświadczania o zamiarze zakończenia dyskusji i odejściu z forum, a nawet zarzucania innym użytkownikom trollowania.

Portret modego usmiechnietego mezczyzny w okularach

Gdy upewnimy się, że mamy do czynienia z trollem i rzeczowa dyskusja nie ma sensu, najlepszym rozwiązaniem okazuje się być zwykłe ignorowanie. Taki osobnik potrzebuje przede wszystkim atencji, dlatego każde próby wygrania z nim na argumenty tylko utwierdzają go w przekonaniu, że odniósł sukces i powinien szkodzić dalej. W sieci przyjęło się to nazywać karmieniem trolla, czego za wszelką cenę należy unikać. Krzysztof Gonciarz, dziennikarz na co dzień zajmujący się tematyką gier wideo, autor wydanej niedawno w Amazon kindle store książki U Mad? The Internet’s Guide to Idiots, poświęconej problemowi negatywnych zachowań w internecie, radzi: Najważniejsze to nie dać się sprowokować, zwłaszcza jeśli występujemy w roli atakowanego – bo przedmiotem dyskusji jest np. artykuł naszego autorstwa. Już w XIX wieku opracowano podstawy psychologii tłumu, które mają doskonałe zastosowanie w takich przypadkach. Największym problemem jest oczywiście rozróżnienie między atakiem dla czystej zaczepki a faktyczną dyskusją – tu nie ma żadnej rady i trzeba się zdać na własną intuicję.

Trolling w swojej najbardziej agresywnej postaci potrafi być katastrofalny w skutkach. Po dwóch głośnych samobójstwach kobiet, które padły ofiarą prześladowania w sieci, rząd Korei Południowej wprowadził w 2007 roku przepis nakazujący podawanie prawdziwych danych osobowych podczas rejestracji na wszystkich stronach internetowych, gdzie użytkownicy mogą dodawać treści i komentarze. Czasami celem trollowania bywa wywołanie internetowej awantury, którą sprawcy obserwują dla zabawy. Przykładem tego zjawiska jest seria zamieszczanych na YouTube kontrowersyjnych filmów obrażających Jana Pawła II, przypisywanych rzekomo znanym personom internetowym, vlogerom, a nawet całym serwisom. Choć nietrudno wyczuć prowokację, wielu internautów odbiera je na poważnie.

Mianem trollowania nazywa się również niegroźne dowcipy. Kultowy stał się już żart zwany rickrollingiem – czyli umieszczenie pod linkiem prowadzącym do rzekomo interesującego filmu teledysku do piosenki Ricka Astleya Never Gonna Give You Up. Zjawisku towarzyszy nawiązujący do genezy trollowania i skrótu YHBT komentarz You have been rickrolled. Filmik zyskał miano internetowego mema, a 1 kwietnia 2008 roku wszystkie filmy wyróżnione na stronie głównej YouTube w ramach żartu prowadziły do klipu. Obecnie jego miejsce jako niespodzianki zajęło nagranie do wokalizowanej wersji piosenki Cieszę się, bo jestem w końcu w domu w wykonaniu rosyjskiego śpiewaka Eduarda Khila, której tekst można zrozumieć jako powtarzane trolololo. Ze względu na specyfikę internetu trolling pozostanie na zawsze jego częścią. Jedyne, co możemy zrobić, to zachować rozsądek, bo właśnie jego najczęściej brakuje w sieciowych potyczkach. Przypomina o tym również Gonciarz: Zasadą, którą powinno się wyznawać w Internecie, jest: pisz na spokojnie. Żadne słowa spod zirytowanej ręki nie podniosą poziomu dyskusji.

Komentarze
Zimą zwierzęta dokarmiajmy, nie trolle – zjawisko trollingu
Oceń artykuł