Zawody, które powinniśmy darzyć większym szacunkiem

Schludnie ubrany młody człowiek siedzi na pustej ulicy z tabliczką na której napisał ' looking for a job'.

Położne, nauczyciele, barmani i taksówkarze? Co ich łączy? Przyjmują nas z otwartymi ramionami na świat, cierpliwie znoszą nasze humory i próbują czegoś nauczyć. Słuchają naszych nietrzymających się kupy historii i pomagają zapomnieć o bożym świecie wieczorami. Na koniec odwożą nas do domów, a nam dalej jest źle. O zawodach, które podziwiam na co dzień.

Położne

Z jednej strony możemy przeczytać, że przypadki zgonów na skutek chorób, których można było uniknąć, mocno zeszczuplały od początku lat 90. Z drugiej strony, świat dalej potrzebuję wykwalifikowanych położnych. Dalej słyszy się o przypadkach, gdy kobieta rodziła na podłodze. O znieczuleniu, jakie panuje wśród lekarzy. O tym, że tata, zamiast organizować pokoje dla dzieci, przyjęcia, chrzty-staje przed obowiązkiem organizowania pogrzebu noworodka, a często też żony. Niemniej wierzę w rzetelne, wykwalifikowane położne. Położne, które nie traktują swojej pracy jako źródło utrzymania, ale mają świadomość odpowiedzialności, jaka się z tym wiąże.

Kobieta w ciążu lezy na łożku, obok położna ubrana w zielony uniform uczy ją pozycji. Zdjecie z sali porodowej.

Tym samym je podziwiam, że w czasach, kiedy można w miesiąc zostać trenerem personalnym, albo nieco dłużej ścigać prawniczego ducha Magdy M, one wybierają pracę w szpitalach. Ciężko mi wyobrazić sobie współczynnik stresu, który towarzyszy im codziennie. Obok łez szczęścia z nowo narodzonego dziecka płyną często łzy rozpaczy. To nie tylko oddychanie z ulgą, gdy mama i tata wezmą pociechę po raz pierwszy na ręce. To duży stres, kiedy pojawiają się komplikację, kiedy zestresowana matka wpada w histerię i płacz, kiedy drżący z emocji ojciec wie lepiej, co wszyscy mają robić, to mimo wszystko wielki ciężar emocjonalny, gdy stanie się nieszczęście.

Pracownicy oświaty

Spędzony dzień z dwójką dzieciaków potrafi dać w kość. A co dopiero mówić o życiu, które spędziło się z cudzymi dziećmi. Przecież te bachory mimo całego swojego uroku są niezwykle humorzaste, bywają niesforne i nieznośne. Jedno krzyczy, że chce do mamy. Drugie, że nie będzie jadło. Trzecie wznosi bunt przeciwko leżakowaniu. Kolejne kłócą się o zabawkę. Inne okładają się wzajemnie pięściami z niewyjaśnionych przyczyn. Wszystkie trzeba jakoś poskromić, zabawić, udobruchać, nauczyć kompromisów, dzielenia się, zaciekawić.

Obrazek z bajki Simsonowie. Ojciec na motorze siedzi w szkolnej klasie i nawołuje dzieci do rebelianctwa.

To było tylko o przedszkolankach. Zostają jeszcze starsi uczniowie, którzy od momentu opuszczenia progów przedszkola, zachowują się często jakby gile z nosa, które połknęli, były wszystkimi rozumami świata. Uczyć, ukulturalniać, dawać wzorce musi być naprawdę ciężko, kiedy oni są zapatrzeni w ekrany swoich multimedialnych sprzętów, miotają w siebie uprowadzoną cichcem kredą lub na 45 minut zamieniają się w Apacza i z długopisów puszczają w siebie poślinione kartki. Często towarzyszą im jeszcze podlejsze pomysły, nieprzemyślane żarty w stosunku do nauczyciela. Im wszystkim również chylę czoła. Za warunki pracy, za to, że codziennie starają się wpoić do głów jakąś wiedzę.

Barmani

Kiedy większość z nas zaczyna cieszyć się z nadejścia piątku, kiedy większość z nas spotyka się towarzysko, oni stoją za barem i cierpliwie słuchają naszych zachcianek. Mówimy naturalnie o barach, które potrafią pękać w szwach. O barmanach, którzy nie mają trzech klientów zamawiających co pół godziny Leżajsk z kija. Mam na myśli barmanów, do których bije kilkanaście osób w jednej chwili. Którzy cierpliwie słuchają zamówień w stylu:  jakiegoś dobrego drinka poproszę albo szukają w lodówce nie za słodkiego, ale też nie za gorzkiego, takiego w sam raz, może jakiegoś pszenicznego, byleby nie jasnego, browarka dla piwoszy. Mam na myśli tych barmanów, którzy słuchają Twoich, naszych pijackich mądrości z pewną pobłażliwością i dystansem. Siedzących do siódmej nad ranem z pijaną bandą, która albo się ulatnia, albo zasypia na barze. Obiecujących, że sprawdzą, czy gdzieś tu nie został zgubiony płaszcz, portfel lub telefon, lub odpowiadających bez namysłu, że nic z wymienionych nie znaleźliśmy, ale czekaj, czekaj, tutaj mamy Twoją godność.

barman nalewa z shakera po kolei do kieliszków alkohol. W tle widac słabo wyostrzoną jego sylwetke. Ubrany jest w czerwoną koszulkę.

Taksówkarze

Ile świat zawdzięcza zaoszczędzonych pieniędzy dzięki uberowi, tego nikt nie wie. Jasne jest za to, że wygryźli taksówkarzy. Oczywiste jest, że beneficjentem każdego protestu taksówkarzy, będą kierowcy ubera. Jednak szczerze mówiąc, ja w swoim skromnym doświadczeniu z taksówkami trafiłem tylko raz na bezczelnego typa. W pozostałych przypadkach byli to zwykli ludzie, którzy dowozili mnie tam, gdzie chciałem, tak, jak chciałem, pozwalając zmieniać radio, bredząc ze mną o jakiś głupotach. Ciężki jest żywot taksówkarza. Chuje i złotówy w ich kierunku lecą z ust ludzi, którzy jadą wygodnie obok nich w swoich mesiach, bejcach, audicach lub paskach. Wożą nocą pijanych studentów, chcących uciec osiłków, niewiedzących do końca, gdzie chcą jechać pasażerów i dalej są od wszystkich gorsi. Dzwoń po cierpa, tudzież dzwoń po złotówę – w ustach ludzi, którzy chcą przedostać się z miejsca A do miejsca B, brzmi, jakby mieli dzwonić po najlepszego kumpla. Cierp, czy też złotówa przyjeżdża pod umówiony adres i na czas kursu staję się Panem. Może Pan pojechać tędy? Może Pan uchylić szyby? Dziękujemy Panu, do widzenia. Trzaśnięcie drzwi i Pan znowu staje się cierpem i złotówą.

Zdjecie napisu taxi, który się świeci ze względu, że panuje już noc.

Tekst: Jakub Paciorek

Komentarze
Zawody, które powinniśmy darzyć większym szacunkiem
Oceń artykuł