ŻAL: Tworzenie radiowych hitów nie jest dla nas sukcesem

Dwóch chłopaków leżących na chodniku, nad nimi girlanda z chorągiewek

Ich brzmienia są kojarzone z Massive Attack czy Davidem Bowie, jednak oni sami mówią, że nie chcą, aby to ich ograniczało. Już 14 września będzie miała miejsce premiera ich najnowszego krążka Teodor. Rozmawiamy z Jakubem Buchnerem i Aleksandrem Żurowskim, czyli duetem ŻAL.

Oprócz duetu każdy z Was bierze udział w rozmaitych muzycznych projektach. Nie myśleliście, by całą energię i pomysły ukierunkować w jedną, określoną muzyczną stronę?

Alek: Bardzo często o tym myślę, ale nie jestem w stanie się jeszcze zdecydować. Może kiedyś nastąpi naturalna selekcja. Na razie jestem na tym etapie, że jednym projektem ciężko zapełnić sobie czas i zarobić pieniądze. Poza tym każdy projekt to inny pomysł, inna rola, inne podejście do muzyki. W innych projektach mogę robić rzeczy, które w ŻALu by nie przeszły i odwrotnie. Od jakiegoś czasu tworzę też muzykę samodzielnie pod swoim imieniem i nazwiskiem.

Kuba:
Myślę, że doświadczenie zbierane w grze z różnymi muzykami i w różnych stylistykach jest istotne dla rozwoju. ŻAL jest w tym momencie dla mnie projektem, do którego te doświadczenia prowadziły.

Skąd wzięła się tak oryginalna nazwa zespołu?

ŻAL: Tajemnica.

Chłopak wieszający się na drewnianej belce rękoma i drugi stojący obok

Potraficie grać lekko mrocznie jak w New Heaven, melancholijnie jak w Just Dżyig, ale też bardziej elektronicznie i psychodelicznie, jak w moim ulubionym Under the Stars. Czy taki mix klimatów, sprawdza się w występach na żywo?

ŻAL: Na żywo nie odgrywamy naszych produkcji jeden do jednego. Mamy ograniczone instrumentarium, przez co wszystko jest bardziej spójne brzmieniowo. Wszystkie te klimaty dobrze ze sobą współgrają i się uzupełniają. Na żywo materiał jest też bardziej taneczny i dopierdolony. Ważną częścią występów jest improwizacja, która pozwala nam czuć się swobodnie. Nie zamykamy naszych wybuchów fantazji w sztywne formy.

Czytaj również: ŻAL – elektronika, gitary, wokal i nadchodzący krążek!

Tworzycie niełatwą muzykę. To nie są typowe radiowe hity w 120bpm. Można odnieść wrażenie, że niespecjalnie zależy Wam, by się przebić. Jak jest naprawdę?

ŻAL: Wielu wykonawców, którymi się inspirujemy nie robiło utworów w 120bpm, ograniczonych czasowo do 3 minut 30 sekund, a trafiali do sporej grupy odbiorców. Tworzenie radiowych hitów nie jest dla nas sukcesem. Jakby udało nam się przebić do szerszej publiczności, byłoby ekstra, ale nie jest to powód, dla którego się zajmujemy tym czym, się zajmujemy. Zależy nam na słuchaczach, ale nie musi być ich milion.

Obaj piszecie teksty i potem wspólnie tworzycie muzykę, czy macie wewnętrzny podział?

ŻAL: Przy muzyce pracujemy wspólnie, podział ról jest płynny. Większość utworów komponujemy i aranżujemy razem, choć np. Good Night jest głównie kompozycją Alka. Wszystkie teksty pisze Kuba.

Za kilka dni premiera Waszego debiutanckiego krążka. Podekscytowani?

Kuba: Tak.
Alek: Nie.

Album nosi nazwę… Teodor. Serio?! (śmiech) Tytuły piosenek też lecą w podobnym klimacie?

ŻAL: No jest na przykład Renatka albo Marcel, ale jest też Walczyk. Teodor to lekko nieśmiały koleś na be em iksie pośrodku lasu. Umieściliśmy go na okładce płyty. Tak bardzo tam pasował, że postanowiliśmy go też podpisać.

Jak długo pracowaliście nad materiałem, co Was inspirowało i ile nowych tracków znajdziemy na płycie?

ŻAL: Inspiracji jest wiele, od Bronski beat przez Portishead do Klausa Mitffocha. Praca zajęła nam około roku, ale nie był to świadomy proces robienia albumu tylko spontaniczne spotkania przy kompie i instrumentach. Cała płyta ma w sumie 11 utworów, czyli jest 7 nowych.

Dwóch mężczyzn stojących na tle budynku

Wasze brzmienie jest kojarzone z Massive Attack czy z Davidem Bowie. Pasuje Wam taka szufladka?

ŻAL: Jest to dla nas komplement, ale nie chcemy, by nas to ograniczało.

Czy w związku z nowym krążkiem szykujecie jakąś trasę? Gdzie będzie można posłuchać Was na żywo?

Na pewno będzie można nas zobaczyć 20 października w Gdańsku podczas Interference Festival gdzie gramy przed VJ Battle w Galerii Pionova. Poza tym koncertem dopiero przymierzamy się do planowania trasy. Chcemy zobaczyć jaki feedback przyniesie nam premiera płyty. Staramy się podchodzić do tematu racjonalnie, trasa koncertowa to ogromny wysiłek finansowy i logistyczny, przynajmniej dla początkującego zespołu, a nie ma nic gorszego niż granie do pustej sali. Ale na pewno będziemy grać koncerty.

Rozmawiał: Paweł Niedzielski
Zdjęcia: Filip Zubowski

Komentarze
ŻAL: Tworzenie radiowych hitów nie jest dla nas sukcesem
Oceń artykuł