Wszystkie twarze Björk

W tym roku obchodzić będzie pięćdziesiąte (sic!) urodziny. Artystka odważna i bezkompromisowa, będąca inspiracją dla wielu wokalistek, od Olöf Arnalds po FKA Twigs. Charakterystyczny krzykliwy wokal i egzotyczna północna uroda. Niedawno ukazał się jej dziewiąty studyjny album – „Vulnicura”.

1 (5)

Podczas trwania ponad dwudziestoletniej kariery, Björk przyzwyczaiła nas do tego, że porusza się z wdziękiem po niezliczonych stylistykach muzycznych. Punkrockowe korzenie jej pierwszej kapeli The Sugarcubes dały o sobie słyszeć na płytach zdecydowanie elektornicznych z początku kariery: „Debut” (1993) i „Post” (1995). Były pełne kompozycji tanecznych, lecz w przewrotny sposób – przełamujące tandetę lat dziewięćdziesiątych i wyznaczające nowe ścieżki dla święcącego wtedy triumfy na podziemnych parkietach trip-hopu.

 

Kolejne albumy umacniały jej pozycję jako jednej z najciekawszych artystek przełomu wieków. Znakiem rozpoznawczym stał się jej perfekcyjny, hipnotyzujący wokal na pograniczu krzyku. „Jednocześnie kobieco zmysłowy i dziewczęcy, a wręcz dziecinny” – powiedział współpracownik i przyjaciel wokalistki, Thom Yorke. Zaśpiewał z nią studyjną wersję piosenki „I’ve seen it all” z musicalu „Tańcząc w ciemnościach” Larsa von Triera. Główna rola niewidomej Selmy, czeskiej imigrantki mieszkającej w Stanach Zjednoczonych, przyniosła Björk wiele nagród, w tym Złotą Palmę w Cannes dla najlepszej aktorki. Wspomniana piosenka była w roku 2001 nominowana do Oscara.

 

Kariera Björk to również niezwykła dbałość o wizualną stronę twórczości. Do historii przeszły jej nietuzinkowe kreacje – jak np. łabędzia sukienka w której pojawiła się na rozdaniu nagród Akademii. Równie ważne są tu awangardowe teledyski – jak chociażby ten wyreżyserowany przez Michela Gondry’ego do jej wczesnego utworu „Human Behavior”.

Do współpracy z Gondrym artystka powróciła wiele lat później, w 2008, kręcąc z nim klipy „Bachelorette” i „Declare independence”. Co ciekawe, na potrzeby tego drugiego teledysku twórcy zbudowali specjalną instalację – pianino chlapiące na płótno farbą. Podczas grania utwory powstawał obraz.

Sama „Volta” jest albumem w całym dorobku Islandki najbardziej przystępnym, wręcz „piosenkowym”. Z tego chyba powodu krytycy okrzyknęli go najsłabszym, lecz nie można mu odmówić pewnej dojrzałości, kontynuowanej potem na „Biophilii”, swego rodzaju projekcie interdyscyplinarnym i tegorocznym albumie „Vulnicura”.

Ostatni jej album wyciekł do internetu już na dwa miesiące przed oficjalną premierą, co sprowokowało artystkę do opublikowania go za darmo – najpierw na iTunes, wkrótce potem na innych portalach. Złośliwi mówią że mamy tu do czynienia ze zjawiskiem „wycieku kontrolowanego”, mającego wzbudzić medialny szum, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że pozostałe jej albumy również w podobny sposób trafiały do obiegu. Bez względu na to, co sądzimy o tych spekulacjach, po płytę warto sięgnąć. Choć wiemy czego spodziewać się po warstwie wokalnej, zaatakuje nas na niej połączenie ambientowo-tripowego bitu z klasycznymi smyczkami. Stanowi to idealna oprawę do utworów, które tym razem okazują się być osobiste i niezwykle emocjonalne. Mówi o tym tytuł, po łacinie oznaczający „leczenie ran” i autorka, przyznająca że słychać na nim historię nieszczęśliwej miłości. Słychać w tym szczerość która może nas niejednokrotnie podczas słuchania zawstydzić. Z drugiej strony już powoduje oskarżenia o tani melodramatyzm.

Gdy śledzimy karierę Björk przychodzi na myśl inna legenda awangardy, trzęsąca w tej chwili mainstreamem – Marina Abramović (nie tylko z powodu nadchodzącej retrospektywy wokalistki w MoMa). W historiach obu artystek można odnaleźć wiele podobieństw – to długa droga od kontestacji, ryzykowania i wyznaczania nowych artystycznych obszarów działań, do uznania i pomnikowości. Pomnikowości do której ma się pełne prawo, ale która z drugiej strony ma też prawo irytować – tak kolejne pokolenia artystów, jak i odbiorców.

 

zdjęcia | Björk FB official https://www.facebook.com/bjork

tekst | Karolina Rospondek

 

Oceń artykuł