Wstyd i stygmatyzacja nie pomagają: Jakub Sudoł o uzależnieniach

Zdjecie substancji psychoaktwnych. Widać pokruszony proszek do wciągania, strzykawkę oraz kilka pigułek. Cztery z nich są koloru białego, dwie pozostałe tabletki są pomarańczowe.

Dlaczego zdecydowałem się na pracę w klinice leczenia uzależnień, kiedy zaczynają się uzależnienia, jakie są metody leczenia i co jest ważne przy decyzji o wychodzeniu z nałogu. Na te oraz kilka innych pytań odpowiedział certyfikowany specjalista terapii uzależnień ze Stowarzyszenia Eleuteria – Jakub Sudoł.

Od jak dawna pracuje Pan przy leczeniu uzależnień i dlaczego w ogóle zdecydował się Pan na prace w tym zawodzie?

Pracuję w zawodzie od 5 lat. Motywy pomagania u terapeutów są złożone. Z pewnością na początku pracy intrygujące i budzące ciekawość są rozmowy z osobami prowadzącymi destrukcyjny styl życia. Naturalnym odruchem osób zdrowych jest ocenianie tych zachowań własnymi kategoriami, „przekładanie” ich na własną perspektywę, z której to te wybory są kompletnie niezrozumiałe. To budzi pewien rodzaj poznawczej i emocjonalnej ciekawości. Poza tym perspektywa pracy z ludźmi niesie za sobą obietnicę zmienności, nieprzewidywalności, niepowtarzalności – wszak każdy człowiek jest inny. Niezależnie od powodów podjęcia takiej pracy dawniej, warto stale zadawać sobie pytanie „po co to robię?” i „co mi to daje?”, gdyż odpowiedzi na te pytania mogą w znaczący sposób wpływać na to, jaką relację buduje się z pacjentem. A dbanie o profesjonalizm tej relacji należy do obowiązków każdego terapeuty.

Przez te 5 lat zmieniło się Pana podejście do wykonywanego zawodu? Jest w tym jakaś idea, czy dalej motywuje ciekawość osób, które prowadzą destrukcyjny styl życia?

Z pewnością jest w tym wszystkim idea. Motywacja jest procesem, więc stale ulega pewnym zmianom. Ja teraz też jestem inny, niż byłem 5 lat temu, gdy zacząłem pracować. Pozostała na pewno w tym zdrowa, najbardziej naturalna ciekawość drugiego człowieka. To musi pozostać. Jak tego Ci zabraknie, to przestajesz być terapeutą. Zaczynasz wchodzić w inne role, typu rodzic, bądź kogoś za bardzo opiekuńczego.

Łatwo rozgraniczyć bycie terapeutą od bycia rodzicem?

Gdyby było łatwo, to pewnie tyle osób by w to nie wpadało. Jest to dość trudne. Do tego służy superwizja, żeby takie rzeczy wyłapywać i się orientować, czy coś niedobrego się dzieje. Superwizja to spotkania konsultacyjne dla terapeutów z terapeutą bardzo doświadczonym stażem.

Jakie są Pana zdaniem źródła uzależnień? Kiedy możemy mówić o tym, że jesteśmy od czegoś uzależnieni?

Źródłami uzależnień w skali makrospołecznej zajmują się psycholodzy i socjolodzy. W ponowoczesnym społeczeństwie, w którym żyjemy, dążenie do unikania nieprzyjemnych emocji, skrajne nastawienie na karierę, presja na bycie „kimś” to czynniki, które wg niektórych badaczy przyczyniają się do wzrostu ryzyka uzależnień w społeczeństwie. Z kolei wśród osób młodych przyjmowanie substancji psychoaktywnych to często odpowiedź na wymagania, jakie stawia przed nimi dany kryzys rozwojowy. Każda młoda osoba przechodzi przez te kryzysy, lecz tylko niektóre osoby wybierają ten długoterminowo destruktywny sposób redukcji nieprzyjemnych emocji, jakim jest przyjmowanie substancji psychoaktywnych, i przy tym sposobie pozostaje na długie lata. Dlaczego tak się dzieje? Tutaj też nie ma prostej odpowiedzi. Wszelkie badania potwierdzają polietiologię uzależnień – w skrócie oznacza to, że na powstanie uzależnienia wpływają czynniki społeczne, psychologiczne i biologiczne. Jaki udział mają poszczególne czynniki w przebiegu choroby u konkretnej osoby to kwestia bardzo zindywidualizowana. Mitem jest natomiast istnienie „genu uzależnienia”.

O tym, że jesteśmy uzależnieni, możemy mówić wówczas, kiedy przyjmowanie jakiejś substancji wymyka nam się spod kontroli jakościowej i/lub ilościowej. To znaczy, że trudno nam kontrolować się podczas imprezy (jakość), ale także samą częstotliwość imprez, na które się wybieramy (ilość). Warto zdawać sobie sprawę z tego rozróżnienia, gdyż w potocznych opiniach to ilość np. wypijanego alkoholu decyduje o uzależnieniu. Nie jest to prawdą. Osoba używająca jakiejś substancji sporadycznie, ale gdy już to robi, to ma niepostrzeżenie 3 dni „wyjęte z życiorysu”, także może mieć trudności w kontroli. Nade wszystko, podczas diagnozy uwzględnia się używanie substancji w odniesieniu do wielu obszarów życia, kontekstu życiowego. Profesjonalna diagnoza wymaga wiedzy i doświadczenia klinicznego, dlatego w razie wątpliwości zachęcam do udania się do specjalisty na konsultację, która ostatecznie jest tylko pojedynczym spotkaniem.

Skoro już wiemy, kiedy jest początek uzależnienia, to zapytam, kiedy jest koniec terapii?

Koniec terapii jest wspólnie ustalany z pacjentem i terapeutą. W terapii umawiasz się na określone cele i kiedy zostaną one osiągnięte przez pacjenta, to wtedy się żegnamy. Tak jest idealnie. Praktyka jednak pokazuję, że pacjent chce sztucznie przedłużać kontakt, lub odwrotnie, pacjent zrywa ten kontakt zanim cokolwiek w terapii się zacznie. Tak się często dzieje.

Co to są za cele?

Cała różnorodność. Oczywiście to zależy od problemu, z którym pacjent przychodzi. Podstawowym celem jest zmiana sposobu używania. Niektóre osoby decydują się na abstynencję stuprocentową, inni pacjenci chcą w innych okolicznościach lub po prostu rzadziej. Każdy pacjent ma prawo podjąć decyzję taką, jaką chce w tym zakresie. Na ile to jest realne, to też zależy od osoby.

Ciężej pracuję się z osobą uzależnioną od mefedronu, aniżeli od dajmy na to, marihuany?

Można by zaryzykować takie stwierdzenie, że inne zmiany w zachowaniu i osobowości powodują uzależnienia od różnych substancji. Część z tych zmian oczywiście jest wspólna. Natomiast częstotliwość powstawania psychoz po mefedronie jest wyższa niż po marihuanie. To jest trudnością. Trudnością w kontekście ludzi uzależnionych od mefedronu, jest też to, że często są to osoby bardzo młode. Z racji tego, warto zwrócić szczególną uwagę na ich motywację do zmiany, warto nad nią pracować.

Jak należy rozumieć termin psychoza, którego użyłeś?

Psychoza to pewne istotne zmiany w naszej percepcji i postrzeganiu, m.in. urojenia i halucynacje. Widzisz coś, czego nie ma. Słyszysz coś, co nie ma żadnego źródła dźwięku. Myślisz o czymś bardzo intensywnie i nie możesz  tej myśli od siebie odgonić, np. masz poczucie, że ktoś Cię prześladuje. To bardzo częste zjawisko.

Pacjenci zgłaszają się sami? Czy częściej jest to spowodowane presją otoczenia, aniżeli własną wola?

Tak, dorośli pacjenci zgłaszają się sami. Wizyta w poradni leczenia uzależnień to jednak nie jest pójście do kina, żeby ktoś wchodził w jej progi z szerokim uśmiechem w celu przyjemnego spędzenia czasu. Osoby zgłaszające często są w pewnym sensie przymuszone sytuacją życiową – groźbą rozwodu, obawą w zdrowie, dach nad głową, utratą pracy, finansami, konfliktami z przyjaciółmi, czy wreszcie głębokim rozczarowaniem samym sobą. Z moich obserwacji wynika, że ta motywacja przeważnie jest mieszana – np. chcę dla kogoś, ale dla siebie także. Paradoksalnie, stosunkowo mało jest osób z sądowym nakazem leczenia.

Jakie są sposoby leczenia uzależnień? Czy wszystkich pacjentów traktuje się w uniwersalny sposób, czy wymagane jest podejście personalne?

Czasy, kiedy każdy otrzymywał takie same oddziaływania, minęły. Program terapii jest ściśle dostosowany do dane osoby, choć oczywiście są pewne wspólne elementy pomiędzy programami różnych osób. Zasadniczo metody terapii można podzielić na metody psychologiczne i farmakologiczne. Tymi drugimi oczywiście zajmuje się lekarz psychiatra, pierwszymi specjalista terapii uzależnień. Do oddziaływań terapeutycznych zaliczamy całe mnóstwo metod, a wśród nich konkretnych technik, które ułatwiają osobie podjęcie decyzji. Wśród stosowanych metod psychologicznych, najogólniej mówiąc, powszechne jest wzmacnianie osobistej sprawczości w kontekście choroby i innych obszarów życia, motywowanie do zmiany, do korzystania z sieci wsparcia, wspieranie w przeżywaniu nieprzyjemnych emocji bez „znieczulania się” substancją, poszukiwanie osobistego znaczenia i definicji zmiany, np. abstynencji. Bez wątpienia czynnikiem leczącym jest sama relacja terapeutyczna, a więc ona jest „narzędziem”. Lecząca relacja to taka, która nacechowana jest zaufaniem ze strony pacjenta, szczerą chęcią pomocy ze strony terapeuty, poczuciem bezpieczeństwa, wiarą w leczniczy charakter tej relacji – to umożliwia zawarcie tzw. sojuszu roboczego, tzn. wspólnego założenia o dążeniu do wybranego przez pacjenta celu.

Czym dla specjalistów jest ta osobista sprawczość?

Sprawczość to kompetencja człowieka, dzięki której masz poczucie, że masz wpływ na coś w swoim życiu. Ludzie się różnią w zakresie tej kompetencji. Niektórzy uważają, że mają wpływ na wszystko, co się wokół nich dzieje. Osoby uzależnione od substancji psychoaktywnych mają najczęściej zaniżone poczucie własnej sprawczości. Uważają, że pewne sprawy są poza ich decyzją i mają znikomy wpływ na swoje życie. W terapii chodzi o to, by te decyzje pokazywać, aby pacjent mógł dostrzec, że to jest faktycznie jego decyzja.

Terapia jest indywidualna, czy są to terapie grupowe?

Indywidualna i grupowa, a gabinet jest tylko jednym z wielu miejsc, gdzie odbywa się część terapii. Jednak ja mam takie zawodowe przeświadczenie, że tak naprawdę to się dzieje poza poradnią. Ludzie tu przychodzą np. na godzinę w tygodniu. To jest nic w kontekście tego, co się dzieje w ich życiu. Kluczowe działania podejmują poza gabinetem. Tu mogą zostać zainspirowani albo mogą sobie poradzić z pewnymi wątpliwościami. W gabinecie można podjąć decyzję, natomiast w życie wprowadza się ją po powrocie do domu. Mamy też program metadonowy. Jest to terapia nakierowana na redukcję szkód. Ktoś może używać nadal, ale ponosi mniejsze reperkusje. Nie roznosi chorób, nie bierze iniekcyjnie, nie przedawkowuje. W celach leczniczych bierze się go w określonych dawkach, o stałych porach, nie po to, aby się odurzyć, ale by móc chodzić do pracy i normalnie funkcjonować. Możesz widzieć takich ludzi w tramwaju i nigdy byś nie pomyślał, że to osoba uzależniona od heroiny. Co do grup, to jak najbardziej, mamy terapię grupowe. Są to grupy dla pacjentów na różnym etapie leczenie.

Zauważa Pan wspólne mianowniki, cechy u ludzi, którzy wpadają w uzależnienia?

Rozumiem, że to pytanie dotyczy cech osób, zanim się one uzależnią. Trudno tutaj o jednoznaczne wnioski. Skłonność do podejmowania zachowań ryzykownych najogólniej mówiąc, może stanowić pewien wspólny mianownik. Wspólnym mianownikiem jest historia uzależnienia w rodzinie. Dowiedziono, że obciążenie poprzednich pokoleń uzależnieniem statystycznie zwiększa ryzyko wystąpienia takich trudności w przyszłości. Pewna część osób uzależnia się także w konsekwencji doświadczania przez długi czas niektórych nieprzyjemnych emocji lub niezaspokojenia ważnych potrzeb, np. poczucia bezpieczeństwa lub poczucia bezwarunkowej akceptacji. Zaznaczam jednak, że mowa o pewnych prawidłowościach, a nie prawach czy regułach. Każda historia uzależnienia to przede wszystkim człowiek i jego historia życia, doświadczenia pozytywne i negatywne, temperament, osobowość, wiek i środowisko społeczne, pewna unikalna konstelacja skłonności biologicznych. Uogólnianie może ułatwia dyskusję o zjawisku społecznym, ale w procesie terapeutycznym siada przede mną człowiek i to z nim nawiązuję kontakt, a nie tylko z jakimiś wybranymi cechami czy faktami z życia.

Co Pan sądzi o legalizacji miękkich narkotyków jak na przykład marihuana?

Środowisko profesjonalistów nie posługuje się terminem „miękkie narkotyki”. To sformułowanie potoczne i z ukrytą tezą. Należałoby także odróżnić legalizację (coś, co miało miejsce w Holandii) od depenalizacji (coś, co miało miejsce w Czechach). Z radością obserwuję także w naszym kraju przypadki odstępowania od karania za posiadanie niewielkich ilości marihuany niekaranych dotychczas osób. Bez wątpienia kryminalizacja posiadania niewielkich ilości substancji nie redukuje skali problemu nadużywania i uzależnień od niej. Jeszcze innym zjawiskiem jest legalizacja substancji w celach leczniczych, co z pewnością jest pozytywnym zjawiskiem – wówczas obejmujemy kontrolą używanie jakiegoś środka, dbamy o jego jakość i stosowanie w sytuacjach faktycznie tego wymagających/uzasadniających to. Wróćmy jednak do naszych obecnych realiów. Nie mam złudzeń, że legalizacja marihuany w Polsce nie będzie mieć w najbliższych latach miejsca i patrząc na doświadczenia Holandii, należy stwierdzić, że to dobrze. Dekryminalizacja posiadania jej niewielkich ilości „powoli się dzieje”, ale to dopiero początek zmian. Od niedawna legalne jest w Polsce stosowanie marihuany w celach leczniczych i to świetna wiadomość. Krytycznie odnoszę się jednak do argumentów zwolenników pełnej legalizacji, którzy jako sztandarowy powód uznają legalność bardziej szkodliwego alkoholu i nieuzależniające działanie THC. To, że mamy legalną w Polsce jedną substancję psychoaktywną (alkohol) nie może być logiczną przesłanką do legalizacji drugiej. Faktem jest, że potencjał uzależniający THC jest znacznie mniejszy niż alkoholu, jednak wielokrotnie w swoim gabinecie przyjmowałem osoby borykające się z potężnymi trudnościami w funkcjonowaniu społecznym, poznawczym, mające trudność w konstruktywnej regulacji emocji w wyniku patologicznego nadużywania tylko marihuany.

Środowiska pacjentów, ich przynależność klasowa bądź branże zawodowe są zbliżone czy to cały przekrój społeczeństwa?

Cały przekrój.

Miał Pan przypadek przerwania terapii z kimś, kto nie stosował się do zaleceń?

Wielokrotnie. Większość pacjentów podejmuje więcej niż 1 epizodów leczenia. Ilość „wypadnięć” jest spora.

Rozgranicza Pan uzależnienia? Czymś różni się uzależnienie od hazardu od uzależnienia od adrenaliny lub alkoholu?

Uzależnienia od substancji lub czynności często mają podobne objawy, podobnie wygląda nawrót choroby i pojawiające się u osoby uzależnionej przekonania i uczucia są podobne. Tu znów wrócę do fundamentu – przed nami siedzi jednak człowiek i jego indywidualne doświadczenie. Udowodniono jednak, że np. korzystanie z hazardu uruchamia w układzie limbicznym podobne procesy, jak używanie psychostymulantów. Poza tym, w kontekście uzależnienia od różnych substancji inaczej może przebiegać zespół abstynencyjny (np. alkohol a opiaty).

Najważniejsze przy wydostawaniu się z uzależnień jest?

Odnalezienie realnego, jakkolwiek atrakcyjnego powodu do starania się o choćby małą zmianę. W większości osób takie powody są, tylko należy je w sobie odnaleźć i wzmocnić. Nie zapominajmy, że uzależnienie to bardzo często potworne cierpienie.

Kojarzymy uzależnienia z czymś negatywnym? Czy to konieczne aby postrzegać uzależnienia jako coś złego?

W społeczeństwie odbiór osoby leczącej się z powodu uzależnienia, a np. depresji, jest diametralnie różny. Czy to konieczne? Absolutnie nie:) Nikomu nie pomaga stygmatyzacja i wstyd.

Chciałby Pan zachęcić czytelników w jakiś sposób do odwiedzenia kliniki?

Zasadniczo nie:) Prowadzenie zdrowego stylu życia, posiadanie zdrowych relacji międzyludzkich, bliskich osób, szanowanie ich i siebie, bawienie się w mądry sposób, korzystanie z ryzykownych zachowań z umiarem i nie koncentrowanie swojego życia wokół nich – to wszystko spowoduje, że nigdy się nie spotkamy. I to dobrze. Jeśli natomiast ktoś ma wątpliwości co do tego, jak czegoś używa, to zachęcam do jednego-dwóch spotkań, podczas których wspólnie się temu przyjrzymy. W gabinecie nikt nie krzyczy, nie poucza, nieproszony nie daje rad i nie ocenia. Miałem pacjentów na dosłownie kilka spotkań, podczas których osoba upewniała się, że jakieś jej decyzje nie są słuszne i szybko je zmieniała. Żadna wielka terapia, a jednak w czymś to komuś pomogło. Warto bowiem wiedzieć, że im szybciej zajmujemy się jakąś chorobą, tym krócej trwa leczenie. Pod tym względem uzależnienie niczym nie różni się od leczenia stomatologicznego.

Rozmawiał: Jakub Paciorek

Komentarze
Wstyd i stygmatyzacja nie pomagają: Jakub Sudoł o uzależnieniach
Oceń artykuł