Thrasher nie dla celebrytów

Mężczyzna trzymający komórkę w ręku w szarej bluzie z napisem

Popularne osoby mają ten przywilej, że mogą przebierać w ubraniach i nosić zupełnie za darmo wszystko to, co im się spodoba. Podczas kiedy marki walczą o to, żeby Kylie Jenner założyła ich bluzę, a ASAP Rocky pojawił się w T-shirtcie z najnowszej kolekcji, niektóre firmy mają to gdzieś. Tak jak Thrasher, który głośno mówi, że nie chce być kojarzony z celebrytami.

O tym jak silną marką jest Thrasher słyszał każdy, kto kiedykolwiek stał na deskorolce lub spędzał czas w towarzystwie osób, które potrafiły na niej jeździć. Jeden z najpopularniejszych skateboardowych brandów znany był niegdyś tylko nielicznym, dla których godziny spędzone na ulicach lub w skateparkach stanowiły sens całego życia. W czasach kiedy internet krył przed nami jeszcze wiele tajemnic, a wiadomości na portalach nie pojawiały się w ciągu sekundy, papierowe magazyny odgrywały kluczową rolę. Szczególnie te branżowe, skupiające się na jednym temacie nigdy nie nudziły zajawkowiczów, a okazywało się, że nieraz nawet dwieście stron nie wystarczyło, aby zaspokoić ich ciekawość. Tego rodzaju magazynem był „Thrasher”, który w Polsce mimo tego że był mało osiągalny, stał się Świętym Graalem wśród miesięczników skateboardowych. Jeśli komuś udało się już dorwać gazetę, to czytał ją kilka razy, a następnie pożyczał kumplom, aby i oni mogli zajrzeć do biblii deskorolki i zobaczyć, co w trawie, a raczej w skateboardowym świecie, piszczy.

Dwie okładki skateboardowego magazynu Thrasher

Kiedyś zaszczytem było nosić koszulki z logiem kultowego magazynu, który od 1981 roku regularnie pojawia się na rynku. Kevin Thatcher, Eric Swenson oraz Fausto Vitello stworzyli miesięcznik jedyny w swoim rodzaju, dedykowany wyłącznie skaterom. Obecnie dla Amerykanów ubrania Thrashera są na wyciągnięcie ręki, nieważne czy jest się skaterem, modelką czy raperem. I właśnie to boli markę najbardziej, że może ją mieć każdy, a nie grupa osób, która jest świadoma tego co nosi.

W ciągu kilku lat bluzy i T-shirty magazynu stały się niezwykle popularne za sprawą celebrytów, którzy publicznie pokazywali się w hoodie z klasycznym flame logo. Większość z obserwatorów mogłaby pomyśleć, że osoby publiczne w jakiś sposób są związane z marką i mają świadomość jaki magazyn reprezentują, jednak najczęściej, co nikogo nie dziwi, nie mają z nim nic wspólnego. Młodzi ludzie, podążając za swoimi idolami i goniąc najnowsze trendy, szybko chwycili temat i również zainwestowali w ubrania, na które wcześniej prawdopodobnie nie zwróciliby w ogóle uwagi. O ubraniach Thrashera jako o must have w szafie pisały popularne portale modowe w tym „Vogue”, a na Instagramie w magicznym tempie urosła liczba zdjęć pod hasztagiem Thrasher.

Chłopak w czarnej bluzie siedzący na ławce i rudowłosa dziewczyna w szarej bluzie

Jake Phelps, który od ponad dwóch dekad zajmuje się prowadzeniem magazynu, dość dobitnie wypowiedział się na temat wkroczenia Thrashera do świata mody. Kiedy marki wysyłają swoje produkty do celebrytów, aby wypromować najnowszą kolekcję i pozyskać w ten sposób klientów, magazyn stoi z boku i nie zależy mu na promocji przez sławne osoby. Phelps mocno zaznaczył, że Thrasher nie wysyła swoich ubrań do Rihanny, Justina Biebera czy do innych „pieprzonych clownów” pokazując tym samym, że moda nie ma dla niego żadnego znaczenia. O ile redaktor nie ma kontroli nad tym kto nosi ubrania sygnowane logiem magazynu, tak twierdzi, że najważniejsza jest świadomość, co skrywa się za napisem nadrukowanym na bluzkach i koszulkach. To w końcu w T-shirtach i bluzach Thrashera masa skaterów wylewa pot, krew i łzy, aby stać się drugim Tonym Hawkiem.

Niektórzy skaterzy zgadzają się z Phelpsem twierdząc, że to najbardziej irytujący widok, kiedy ktoś niezwiązany z deskorolką chodzi w ciuchach Thrashera. Uważają, że tego rodzaju ubrania powinny być zarezerwowane jedynie dla wąskiego grona ludzi, bo dla nich to nie jest tylko trend, który minie za dwa lata. Dla nich to jedność i duma, że mogą założyć bluzę kultowego magazynu, a następnie jeździć w niej skateparku, starając się opanować coraz to nowe tricki. Druga grupa nie rozumie redaktora magazynu i zaznacza, że przecież to tylko ciuchy. Każdy może nosić co mu się podoba, a jeśli nie wie co oznacza logo na jego ubraniach to już jego sprawa. W końcu nie ma nigdzie wytycznych i regulaminu, który mówiłby o tym, że ubrania produkowane przez Thrashera mogą nosić tylko osoby związane z deskorolką. A warto zauważyć, że wcześniej wspomniany Justin Bieber choć może nie jest zawodowcem na desce, to potrafi na niej jeździć. Skąd więc ta niechęć Phelpsa do młodego piosenkarza, skoro wydaje się, że chłopak jest jednak świadomy tego, co nosi?

Kobieta w białym swetrze oraz kobieta w czarnym T-shirtcie

Popularne osoby pokazując się w ubraniach Thrashera zrobiły miesięcznikowi darmową reklamę. Problem polega tylko na tym, że magazyn jej nie chce i po prostu nie potrzebuje. Jednak to dzięki niej konto bankowe firmy rośnie w siłę, a zainteresowanie marką jest większe niż dotychczas. Po części można przyznać rację skaterom, którzy bronią zdania Phelpsa oraz tym, którzy nie zgadzają się z nim. W końcu to tylko moda, a wszystko co modne, kiedyś odchodzi do lamusa. Jednak Vans nie oburza się, że ich buty nosi połowa społeczeństwa, a Supreme nie ma problemu z tym, że już od kilku lat jest bardziej kojarzone jako firma streetwearowa, niż tak jak pierwotnie, jako marka skateboardowa.

Tekst: Olga Retko

Komentarze
Thrasher nie dla celebrytów
1.39 (27.86%) 117