Robert Cichy: Stworzyłem płytę bez kalkulacji i deadline’ów

Zbliżenie na twarz mężczyzny i rękę

Robert Cichy to postać, którą do tej pory mogliście kojarzyć ze współprac z Anią Dąbrowską, Anią Rusowicz, czy Moniką Brodką. Można o nim spokojnie powiedzieć – człowiek orkiestra – gitarzysta, wokalista, kompozytor i producent. Dzisiaj rozmawiamy z Robertem o jego solowym debiucie, inspiracjach i nie tylko.

Robert, Twoją muzykę trudno zakwalifikować do wyłącznie jednej kategorii – jakbyś Ty sam ją określił, bez posługiwania się ściśle muzyczno-gatunkową nomenklaturą?

Kilka lat temu roboczo płytę chciałem zatytułować Alabama – Zdrój, czyli strunowo- południowe brzmienie w polskim wydaniu.

Premiera płyty miała miejsce 9 lutego, zebrałeś już całkiem sporo bardzo dobrych recenzji i opinii – czy któraś z nich jest dla Ciebie szczególnie ważna?

Bardzo mnie cieszy pozytywny odzew zarówno od mniejszych portali, jak i doświadczonych dziennikarzy muzycznych. Odebrałem też kilka miłych telefonów od znakomitych producentów czy artystów. Lubię ten album i jestem z niego zadowolony, ale co do odbioru w zasadzie nie miałem żadnych oczekiwań, więc teraz jestem nieco zaskoczony tak pozytywną reakcją.

Smack jest Twoim w pewnym sensie Twoim autorskim od a do z debiutem, ale dobrze wiemy, że nie jesteś związany z muzyką od „wczoraj”. Czy po licznych współpracach z wieloma artystami i nie tylko, stwierdziłeś, że to najwyższy czas na stworzenie czegoś, co będzie tylko Twoje?

Moja muzyczna droga zaczęła się od tego, że już w liceum miałem swoje zespoły, w których komponowałem, pisałem teksty, śpiewałem i grałem na gitarze. Potem pojawiły się propozycje współpracy – dołączenia do zespołu np. Ani Dąbrowskiej, a gdy już zamieszkałem w Warszawie, to bycie muzykiem zdecydowanie stało się moją pracą. Grałem z różnymi zespołami zarówno w Polsce, jak i na świecie, komponowałem i nagrywałem dla wielu artystów, ale w wolnej chwili zawsze robiłem swój materiał.

Byłem też liderem dwóch zespołów Chilli i June, z którymi supportowaliśmy w Polsce m.in. Lennego Kravitza, Jamiroquaia, N.E.R.D.a, z zespołem June mieliśmy nominację do Fryderyków. Tak więc pewnego rodzaju autorskie projekty, w których byłem wokalistą i gitarzystą, też się pojawiały. Muszę jednak przyznać, że żeby zrobić solową płytę, musiałem skupić się szczególnie na tym końcowym etapie i odmówić kilku propozycjom lub zakończyć współpracę. To dało mi czas i energię na skupieniu się na sobie i rzeczywiście udało mi się w kilka miesięcy zamknąć album, na który gromadziłem utwory przez kilka lat. Pod koniec 2017 roku zakończyłem pracę nad płytą i to się po prostu stało, nie było żadnej kalkulacji ani deadline’ów. Nadszedł taki dzień, że już nie miałem nic więcej do dodania.

Czytaj również: Robert Cichy wychodzi z „cienia” i prezentuje swój autorski materiał

Wiemy, że inspiracją do teledysku do utworu Breaking Bad był serial o tym samym tytule, chociaż w nieco odmienionej wersji. Co jeszcze z filmów, literatury, a może nawet samej muzyki inspiruje Cię do tworzenia?

Zdecydowanie uwielbiam filmy. Takie obrazy jak Crazy heart Scotta Coopera czy O Brother, Where Art Thou? braci Coen ze znakomitą rolą Johna Turturro działają na mnie tak, że po ich obejrzeniu długo za mną to chodzi. Czytam też dużo biografii i książek historycznych, szczególnie o II wojnie światowej. Nie wiem, czy one mają taki dosłowny wpływ na moją twórczość, ale zdecydowanie pozostawią jakiś ślad i może czasem coś w dźwiękach się nieświadomie przewija. Myślę, że tak jest.

Wymień 5 kawałków, które aktualnie przewijają się przez Twoją codzienną playlistę.

  • Buffalo Spriengfield – For what it’s worth
  • Korn – Good god
  • Kings of Leon – Over
  • Senser – States of mind
  • Yelawolf – Daylight

Wracając do tematu współprac – całkiem sporo masz ich za sobą, na płycie „Smack” również pojawiają się gościnnie tacy artyści jak Ania Dąbrowska. A czy masz na swojej liście marzeń jakiegoś muzyka – nieistotne czy z kraju, czy z zagranicy, w którym chciałbyś wspólnie wystąpić, stworzyć kawałek?

Marzyłoby mi się zrobić coś z argentyńskim kompozytorem Gustavo Santaolalla, który zrobił ścieżkę dźwiękową do takich filmów jak Babel czy Tajemnica Brokeback Mountain. To zdecydowanie moja bajka. Warto też wspomnieć, że czasem jak podróżuję po świecie, to wpadam do małych knajpek na koncerty, spotykam świetnych lokalnych muzyków. I to są bardzo inspirujące spotkania, poziom grania światowy i dostępność na wyciągnięcie ręki. Wtedy nie marzę o spotkaniu wielkich gwiazd i nie mam żadnych wielkich marzeń. Takie wieczory z lokalnymi muzykami dostarczają mi wszystkiego, czego potrzebuję i ładują energią na wiele miesięcy.

Czy planujesz trasę koncertową promującą album i jak tak, to gdzie będziemy mogli Cię usłyszeć – możesz uchylić rąbka tajemnicy?

Zaraz po wydaniu płyty pojawiło się kilka propozycji koncertowych, więc wiosną i latem zagram w kilku miastach. Ponadto, przez marzec i kwiecień będziemy z Anią Dąbrowską grać klubową trasę koncertową w związku z jej płytą The best of i na tej trasie w ponad 20 miastach będzie można także posłuchać mojego materiału, w towarzystwie dużego zespołu. Jesienią mam natomiast zagrać już swoją trasę, związaną ściśle z płytą Smack. Trochę więc tego jest, można powiedzieć, że powoli zapełnia mi się kalendarz do końca roku i najlepiej na bieżąco sprawdzać co gdzie i kiedy, na moim fanpage’u.

Trzy rzeczy, które zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę to…?

Leathermana, ukulele, golarkę 🙂

Jakie jest motto, którego starasz się trzymać na co dzień?

Nikt nie może nigdzie dojść, jeśli skądś nie odszedł – John Updike

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Robert Cichy: Stworzyłem płytę bez kalkulacji i deadline’ów
Oceń artykuł