RECENZJE / TEATR
LIPIEC / IWAN WYRYPAJEW
LIPIEC / IWAN WYRYPAJEW
Tekst: Anna Serdiukow    
2009.11.13
Karolina Gruszka po rocznej separacji od tego, co oferował jej rodzimy rynek sztuki i kultury, powraca w wielkiej chwale i mistrzowskiej aktorskiej kreacji. Brzmi to dość obcesowo, ale takie są fakty. Nie dajcie się zwieść zgrzebnej sukni w kolorze kurtyny i zaczesanym włosom. Tak bez fajerwerków, tak bez makijażu? Tak. Gruszka wygrywa prostotą, ale wszystko to mało wobec jej zawodowej formy. W swoim aktorskim pokoleniu nie ma sobie równych. I tyle.

„Lipiec” nie jest monologiem starszego mężczyzny. To monolog kobiety, która wykonuje tekst o 60-letnim mężczyźnie. Bardzo radykalny i bezkompromisowy. Brzmiący jak pośmiertne pożegnanie, jednak to epitafium zagrzewa do walki. O samego siebie, o każdego z nas – o to, co jeszcze gdzieś tam pozostało dobrego. Gruszka w swym wykonaniu imponuje niesłabnącą precyzją i rosyjskim zaśpiewem. Pokazuje emocje aktora, to, co się z nim dzieje podczas spektaklu. Taki dialog z publicznością mogą prowadzić tylko bardzo świadomi twórcy.

Iwana Wyrypajewa tytułuje się nowym Dostojewskim, zaś o jego autorskich tekstach napisano, że są okrutne. „Lipiec” to pierwsza jego sztuka, która doczekała się polskiej premiery. I nie bez powodu pewnie w Teatrze na Woli, któremu przyświeca hasło „Wolna Wola”. „Niech będzie przeklęty parszywy lipiec, niech będzie przeklęty na wieki miesiąc lipiec” – padają w pewnym momencie słowa na scenie. Jest w tej formule coś magicznego, niczym zaklęcie. Niech będzie przeklęty zatem – odkąd raz zobaczy się ten spektakl, nie można się od niego uwolnić. Jego rytm, jego puls, jego szarlatańska melodyka zostają na zawsze. Po prostu trans.


10/10