Z tych ośmiu punktów minimum sześć należy się 120 tysiącom Amerykanów, którzy kupili „Contrę” w pierwszym tygodniu od premiery i tym samym pomogli Vampire Weekend zepchnąć Susan Boyle (jak mówi nieśmiertelny klasyk – „that joke isn't funny anymore”) z pierwszego miejsca listy „Billboardu”. Dziękujemy, będzie wam zapamiętane. Brytyjczycy dodatkowo cieszą się przy tej okazji z triumfu niezależnej fonografii (nowojorscy VW są kontraktowo związani z jedną z najważniejszych londyńskich wytwórni – podobnie jak White Stripes i M.I.A.). Chwała, chwała. Chwała piosenkom. Wydanym dwa lata temu debiutanckim albumem pokazali dzieciakom, co to afrobeat. David Byrne aprobująco pogłaskał po grzywkach. Na „Contrze” też brzmią stylowo, etno i mocno erudycyjnie. W beztroskich melodiach, przy egzotycznych napojach naiwnie postulują, że grunt to bunt. Bo luksusowa edukacja i prywatne baseny są be i nawet się nie spostrzeżesz, gdy zaczniesz żyć, by pracować, zamiast pracować, by żyć. Krzepiący idealizm, kuszący rozsądek. Chociaż mnie kupili przede wszystkim romantyzmem „Taxi Cab”. Taksówkami w miasto albo byle czym – to tak z zestawu nielogicznych skojarzeń dla zorientowanych. Szukam przepisu na horchatę.
8/10



























