RECENZJE / MUZYKA
IAN BROWN / MY WAY
Tekst: Adam Kruk
2010.01.20
Ian Brown zasłużył na kredyt zaufania. Wszak to on był odpowiedzialny za jedną z najlepszych płyt rockowych, jakie kiedykolwiek powstały – debiutancki krążek The Stone Roses (1989), których był liderem. Tyle że obchodzimy 20-lecie wydania tego arcydzieła, a w międzyczasie Brown odnosił sukcesy raczej umiarkowane. Do wyżyn zaliczyć należy współpracę z UNKLE („Be There”), Sinead O’Connor („Illegal Attacks”) i kilka udanych singli („F.E.A.R”, „Time Is My Everything”). Nie zdarło to jednak z niego gęby artysty, który po odejściu z macierzystej grupy więcej stracił, niż zyskał. Podczas gdy wcześniejsze solowe albumy Browna (było ich już pięć!) raczej irytowały, zamiast cieszyć, „My Way” można słuchać bez obaw – od pierwszych taktów rewelacyjnego singlowego „Stellify” do zamykającej płytę kolysanki „So High” materiał jest równy i mocny. Brown nie przedobrzył tym razem ani z eksperymentami elektronicznymi, ani z wiarą we własny geniusz. „My Way” to 12 piosenek, których słucha się z poczuciem, że ikona madchesteru nie próbuje już przegonić życia – po prostu nim kroczy i potrafi o tym opowiedzieć. Na swój własny sposób. Choć Brown śpiewa „I didn’t do it for the glory”, można uznać, że kredyt został spłacony.
7/10



























