Zaczęło się od krótkiego komiksu w jednym z niemieckich dzienników, a skończyło na kilkunastu epizodach, które weszły w skład albumu „Pamiętam, jak...”, będącego zbiorem wspomnień dotyczących – jak zresztą głosi sam podtytuł – tej i tamtej strony muru berlińskiego. Flix przepytał kilkunastu swoich znajomych (mieszkańców dawnych NRD i RFN), a ich reminiscencje przedstawił w formie różnokolorowych historyjek obrazkowych. Różnokolorowych pod dwoma względami, bo po pierwsze każdy z epizodów został pokazany w innej dominancie barwnej, a po drugie każda z historii daleka jest od powielania czarno-białych podziałów. Dlatego też smutne i wesołe oraz pozytywne i negatywne wspomnienia dotyczą zarówno zachodniej, jak i wschodniej strony ówczesnych Niemiec. Zresztą sam mur staje się w pewnym momencie wyłącznie tłem, punktem wiążącym tych kilkanaście różnych historii, których największą siłą nie jest wartość historyczna, a szczerość wyznań i prawdziwe emocje. Owszem, można mówić, że „Pamiętam, jak...” to opowieść o jakimś wyimaginowanym pokoleniu muru berlińskiego, ale to głównie komiks o tym, że wszyscy ludzie skrywają w głębi siebie niesamowite historie. Że nawet najbardziej błahe wspomnienia mają wpływ na charakter i dalsze życie każdego człowieka. To więc przede wszystkim bardzo dobry album o ludziach i sile ich wspomnień, a dopiero później o kilkunastu subiektywnych spojrzeniach na mur berliński. Najważniejsze i najbardziej uderzające są tu emocje tych wszystkich postaci i dlatego też szkoda, że niekiedy styl graficzny Flixa tłumi część wzruszeń. Na szczęście – dla komiksu i czytelników – tylko część.
7/10



























