W „Profesorze Bellu” Joann Sfar zrzuca na chwilę swoje dotychczasowe szaty – a przynajmniej takie, z którymi kojarzy go polski czytelnik – i przywdziewa nowiutkie, prosto ze sklepu, takie z metką, niemacane. Twórca „Kota Rabina” bowiem flirtuje tutaj delikatnie z mainstreamem, jego rysunki stają się bardziej realistyczne, a fabuła nie korzysta nadmiernie z metafory. Nie jest to jednak żadna komercyjna sztampa, bo charakterystyczną kreskę Sfara widać w każdym kadrze, a z dialogów i historii nie tylko wylewa się niepodrabialny dowcip autora, ale także tradycyjna szczypta surrealizmu i absurdu. Sam komiks (polskie wydanie zbiera dwa francuskie albumy) to natomiast połączenie kryminału i horroru, oczywiście z miejscem na poważne refleksje. Główny bohater, Joseph Bell to postać autentyczna, pierwowzór postaci Sherlocka Holmesa. Tutaj został on przedstawiony jako człowiek, owszem, inteligentny i skory do rozwiązywania zagadek, lecz także kobieciarz, któremu nieobce są niezliczone wady i uzależnienia. Sfar na tle kryminalnej intrygi, duchów i przeróżnych odszczepieńców opowiada o mężczyźnie, który przede wszystkim musi uporać się z własnymi demonami. To połączenie rozrywkowych treści z artystyczną duszą wychodzi autorowi bardzo dobrze, a i niezwykle cieszy możliwość poznania innego oblicza Joanna Sfara.
8/10


























