RECENZJE / FILM
WROTA PIEKIEŁ / Sam Raimi
WROTA PIEKIEŁ / SAM RAIMI
Tekst: Rafał Pawłowski    
2010.01.20

Współczesny horror w poszukiwaniu skutecznych sposobów straszenia coraz mocniej stara się bądź to wciągnąć widza w środek opowiadanej historii i stworzyć poczucie współuczestnictwa, bądź też wcisnąć w fotel i sparaliżować dawką okrucieństwa. Co ciekawe, w poszukiwaniu pomysłów nagminnie zaczęto sięgać do horrorów sprzed lat. Wysypowi ulepszonych wersji „Teksańskiej masakry”, „Piątku trzynastego”, „Halloween” i „Ostatniego domu po lewej” amerykański reżyser Sam Raimi przeciwstawia oryginalną historię, która nie próbuje bić rekordów w ilości krwi i odrąbanych kończyn. To dla niego powrót, po wieloletnim romansie z Człowiekiem Pająkiem, do początków reżyserskiego rzemiosła, gdy brawurowo zaistniał niskobudżetową serią „Martwe zło”.

„Wrota do piekieł” to horror wzięty w nawias, a do tego zrealizowany w, jak się okazuje nieśmiertelnej, estetyce kina lat 80. Granica między widzem a ekranową historią jest jasno nakreślona, bohaterowie emanują ciepłem i humorem charakterystycznym dla postaci kina nowej przygody, a piekielny przeciwnik straszy, mimo że wydaje się być do pokonania. Trudno nie mieć wrażenia, że nowy film Raimiego to swoisty papierek lakmusowy przed ewentualną realizacją czwartej odsłony „Martwego zła”, o której mówi się od lat. Jeśli tak, to miejmy nadzieję, że producencki test wypadł pomyślnie.

9/10