Kiedy pokazywał "Tulipany", mówił, że czuje się starym człowiekiem. Kilka lat później Jacek Borcuch powraca obrazem "Wszystko, co kocham" - opowieścią o młodości, miłości i punk rocku.
Akcja filmu rozgrywa się na początku lat 80. na Wybrzeżu. Janek (Mateusz Kościukiewicz) wspólnie z kolegami ze szkoły zakłada zespół punkrockowy. W tle przetacza się Wielka Historia - manifestacje, strajki, stan wojenny, a na pierwszym planie - gwałtowna pierwsza miłość, głód życia, radość młodości, muzyka, seks… wszystko, co najpiękniejsze. Jednak młodzieńczy, idealistyczny świat w pewnym momencie zderza się z bezwzględną rzeczywistością.
Po ciepłych i sentymentalnych "Tulipanach" Jacek Borcuch zrealizował dynamiczny, pełen energii film o młodości i muzyce. Punk rock jest jednym z głównych bohaterów obrazu, a przedstawiane na ekranie wydarzenia ilustrowane są utworami filarów polskiego punku: Dezertera, Deutera oraz formacji WC.
Największym atutem "Wszystkiego, co kocham" są aktorzy. Borcuch postawił na młodych, w większości nieznanych szerokiej publiczności artystów i nie pomylił się. Mateusz Kościukiewicz oraz debiutujący w kinie Jakub Gierszał tworzą na ekranie wspaniały duet, a Olga Frycz udowadnia, że odziedziczony talent znaczy niekiedy więcej niż studia w szkole aktorskiej.
Premiera "Wszystkiego, co kocham" odbyła się podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie obraz zdobył m.in. nagrodę publiczności. Niech ten fakt przekona niezdecydowanych, że najnowsze dzieło Borcucha należy do tych, które zobaczyć po prostu trzeba.
10/10



























