Przyszłość nasza powszednia. Jak futuryzm zmienił dzieje kinematografii?

Robot z którego zdejmowana jest ludzka skóra

Nie licząc wybitnych jednostek pokroju wróżbity Macieja, przecięta osoba największą wiedzę o przyszłości zdobywa, oglądając prognozę pogody. W sumie porównywalnym stopniem jasnowidzenia mogą pochwalić się filmowcy. Sporo z przewidzianej przez nich przyszłości stało się naszą teraźniejszością.

Chcąc dowiedzieć się, co jeszcze przed nami, wystarczy spojrzeć wstecz na najznamienitsze przykłady filmowego futuryzmu.

Od zaistnienia futuryzmu, czyli manifestu z 1909 roku, teoretycy sztuki dopatrywali się w nurcie bezpośredniej reakcji na niedawny wynalazek szybko zdobywający poklask tłumów – kinematograf. Już wcześniej za sprawą fotografii wynalazcy odebrali malarzom monopol na utrwalanie obrazów rzeczywistości, a teraz do tego wszystkiego doszło wprawienie ich w ruch.

Techniczne nowinki zmusiły artystów do pokazania, że potrafią osiągnąć dużo więcej. Futuryzm miał ambicję odebrać z powrotem widownię nickelodeonom na rzecz galerii sztuki. Manifest futurystów przede wszystkim wychwalał ruch, postęp i prędkość. To one były głównym zagadnieniem ich malarstwa, które walczyło z filmem o widza. O jego wyższości nad wynalazkiem braci Lumière miał stanowić fakt zdolności ukazania płynnego ruchu nie przy użyciu 24 klatek taśmy filmowej, ale w ramach pojedynczego obrazu.

Przez kolejne lata futurystów zirytował anachronizm kina, które jako przełomowy wynalazek służyło filmowcom jedynie do odtwarzania istniejącego stanu rzeczy, zamiast do wybiegania w przyszłość i kreowania nowej rzeczywistości – eksperymentalnej, abstrakcyjnej, wolnej od kulturowych naleciałości, tradycji i historii. Dlatego w 1916 roku wzięli sprawy w swoje ręce.

Manifest Futurist Cinema prezentował przepis na film futurystyczny, który miał odrzucać wszystko to, co przeszłe i skupiać się na patrzeniu w przyszłość. Tylko w niej zdaniem futurystów leżały niezmierzone artystyczne możliwości kina. W ten sposób narodziła się pierwsza filmowa awangarda. Niestety jedynym jej owocem, jaki przetrwał do naszych czasów, jest ocalała połowa filmu Thaïs Antona Giulio Bragagliego z 1917 roku. Uwagę zwracają tutaj elementy scenografii malowane na biało-czarne pasy układające się w geometryczne kształty.

W chwilę potem grupa futurystów zostaje rozbita przez Wielką Wojnę. Jednak ich dokonania szybko inspirują innych, w szczególności twórców niemieckiego ekspresjonizmu filmowego – Friedricha Wilhelma Murnau, Fritza Langa czy Roberta Wiene. Ten ostatni w Gabinecie Doktora Caligari dosłownie nagiął symetryczną, futurystyczną scenografię, aby pokazać deformację umysłu szaleńca.

MIASTO JEST NASZE!

To jednak inne dzieło ekspresjonizmu niemieckiego dało kinu podwaliny pod tworzenie fantastycznych wizji przyszłościMetropolis F. Langa (1927). Inspirowane pracami z cyklu La Città Nuova autorstwa architekta-futurysty Antonio Sant’Elia, będące w ciągłym ruchu tytułowe Metropolis, rozświetlone halogenami, z pociągami mknącymi wiaduktami pomiędzy drapaczami chmur na czele z Nową Wieżą Babel, było spełnieniem mokrych snów futurystów, którzy w swoim manifeście pisali: Będziemy wyśpiewywać na cześć wielkich tłumów (…) w nowoczesnych miastach, arsenałów i fabryk wibrujących nocą pod (…) blaskiem elektrycznych księżyców, na cześć żarłocznych dworców, wężów, które kopcą, (…) mostów skaczących jak gimnastyk, (…) żelaznych koni zaprzęgniętych do długich rur...

Metropolis stworzyło wzór miasta przyszłości powielany i modyfikowany w niezliczonych filmach po dziś dzień – od Everytown w Things to Come wg H.G. Wellsa, poprzez skąpane w deszczu stylistyki noir Los Angeles w Blade Runnerze R. Scotta, Nowy York w Piątym elemencie L. Bessona, Waszyngton w Raporcie mniejszości S. Spielberga aż po New New York w animowanej Futuramie M. Groeninga.

PRZYSZŁOŚĆ NIE TAKA WCALE ŚWIETLANA

Idealne miasto przyszłości często bywa jednak tylko zwodniczą błyskotką, bo kino futurystyczne zwykło pod płaszczykiem atrakcyjnych obrazków skrywać pesymistyczną wizję dystopii i przestrogę przed zachłyśnięciem się rozwojem. To drugie dno wyraźnie pokazuje już Metropolis, w którym podziemną część miasta zaludnia szary tłum robotników zaharowujących się na śmierć, aby dostarczyć energię do elit zamieszkujących luksusowe, naziemne miasto.

Podobnie było w niedawnym Elizjum Neilla Blomkampa. Inne scenariusze pesymistycznej przyszłości rodzaju ludzkiego zakładają m.in. niewolę u robotów (THX-1138 G. Lucasa), globalną bezpłodność (Ludzkie dzieci A. Cuaróna), katastrofę ekologiczną i kosmiczną tułaczkę (Wall-E A. Stantona, Interstellar C. Nolana) czy nieco przyjemniejszą opcję feminizacji świata rodem z Seksmisji Juliusza Machulskiego (z pewnością najlepszego i niestety obok dokonań Piotra Szulkina jednego z nielicznych reprezentantów polskiego kina futurystycznego). Duże obawy budzi widmo powrotu totalitaryzmu (Farenheit 451 F. Truf fauta i dużo późniejsze, również oscylujące wokół książki Bradbury’ego Equilibrum K. Wimmera, Alphaville J-L. Godarda, Rok 1984 w adaptacji M. Radforda, do którego w swoim Brazil nawiązał potem T. Gilliam).

Ciekawą wizję futurystycznego totalitaryzmu przedstawia argentyńska Antena E. Sapira (2007), będąca przy okazji hołdem dla kina niemego (a w szczególności Metropolis), w której reżim Pana TV odebrał ludziom głos i karmi ich śmieciowym, telewizyjnym żarciem.

Hmm… czy to jeszcze przyszłość? Granice futurystycznego pesymizmu wyznaczają wizje (post)apokaliptycznej rzeczywistości, w której człowiek walczy o przetrwanie w gruzach naszej cywilizacji. Przykładami mogą tu być serie Planeta Małp i Mad Max czy Droga, Księga Ocalenia i Niepamięć.

Jedynym, który zdaje się dostrzegać światełko nadziei jest chyba Spike Jonez, który w ubiegłorocznym filmie Ona uderzył w kanoniczne tematy futuryzmu w znacznie lżejszym tonie, nie unikając jednak przy tym kilku gorzkich spostrzeżeń.

Bezlitośnie cyniczny był za to Mike Judge. Bohater jego Idiokracji – delikatnie mówiąc średnio inteligentny facet – w ramach testu poddany zostaje rocznej hibernacji. Eksperyment nie do końca się udaje – bohater budzi się po 500 latach i odkrywa, że społeczeństwo zidiociało na tyle, że teraz on jest najmądrzejszym żyjącym człowiekiem.

POD CHOINKĘ – DESKOLOTKA

Mając nadzieję, że żadne z powyższych się nie spełni, warto poprawić sobie humor przeglądem już spełnionych filmowych wizji przyszłości. Niezliczona liczba rozwiązań technologicznych i gadżetów codziennego użytku rodem z kina sci-fi już teraz ułatwia nam życie.

Mamy zbliżeniowe karty płatnicze, a od przyszłego roku MasterCard wprowadza biometryczne karty z potwierdzeniem płatności przy pomocy odcisku palca (w 2004 Will Smith miał taką w filmie Ja, Robot A. Proyasa). Mamy Skype’a, urządzenia sterowane głosem, dotykowe ekrany i aplikacje obsługiwane przy pomocy gestów. Coś, co kiedyś było zarezerwowane tylko dla Toma Cruisa w Raporcie mniejszości teraz bombarduje nas z byle reklam leków na biegunkę. Film Spielberga okazał się także profetyczny w mniej przyjemnej kwestii – celowanych kampanii reklamowych. Sieć Tesco wprowadza właśnie do sklepów w Wielkiej Brytanii system ekranów reklamowych skanujących twarze klientów. Program potrafi rozpoznać płeć oraz wiek klienta. Dzięki temu ekran może wyświetlić reklamę lepiej dopasowaną do odbiorcy.

Jednak nie dajmy się zwariować! Wynalazki pokroju sterowanych za pomocą myśli protez bionicznych kończyn czy oka, rekompensują wszystko. Na deser spełnienie marzeń – niby mało istotny gadżet, a jednak będący kwintesencja filmowej przyszłości, której spełnienia pragniemy – deskorolka z Powrotu do przyszłości II właśnie stała się faktem. Nazywa się Hendo i testuje ją nie kto inny jak sam Tony Hawk. Wprawdzie na razie bateria starcza na siedem minut, ale to mało istotne. Do sprzedaży ma trafić końcem przyszłego roku, dzięki czemu przynajmniej w tej kwestii dościgniemy rok 2015, w którym dzieje się akcja filmu R. Zemeckisa.

Tekst: Damian Słowioczek

Komentarze
Przyszłość nasza powszednia. Jak futuryzm zmienił dzieje kinematografii?
Oceń artykuł