Przypominanie sobie uczuć: rozmawiamy z autorką książki „Chłopcy, których kocham”

Dziewczyna trzymająca w ręku książkę

Każdy z nas ukrywa w sobie krótkie historie, wielkie opowieści – emocje, których doświadczyliśmy, ale trzymamy je w sobie. Z różnych powodów. Poezja jest współodczuwaniem, odsłanianiem rąbka duszy. Z okazji premiery książki Chłopcy, których kocham, rozmawiamy z jej autorką, Anną Ciarkowską.

Książka Chłopcy, który kocham, wydaje się być niezwykle osobistą opowieścią zamkniętą w poezji. Co sprawiło, że poczułaś potrzebę podzielenia się ze światem swoimi emocjami?

Wierszę piszę od zawsze. Przez lata prowadziłam bloga, który był bardziej moją szufladą. Nie miałam nigdy odwagi, by wyjść ze swoją poezją do szerszego grona, bo bałam się krytyki. Co się nagle stało? To był splot wydarzeń: rozmowa z koleżanką, która zaczęła mnie zachęcać do wyjścia z wierszami w świat, potem stworzenie fanpage’a, wspaniałe reakcje dziewczyn, a na końcu rozmowa z wydawcą, w czasie której usłyszałam wiele miłych słów… Wreszcie zrozumiałam, że to jest dobre i ważne, więc warto się tym podzielić, przełamać w sobie barierę wstydu i strachu.

Gdy zobaczyłam Twoją książkę, od razu skojarzył mi się Rupi Kaur ze swoim Mlekiem i Miodem, gdzie również w niezwykle emocjonalny sposób dzieli się z czytelnikami swoim wewnętrznym światem. Czy była ona dla Ciebie jakąś inspiracją?

Jest dla mnie inspiracją jako kobieta – bardzo odważna, bo przełamała wstyd, żeby powiedzieć coś ważnego. Porównanie z Rupi to dla mnie komplement, bo mówimy w końcu o gwieździe współczesnej instapoezji, która sprzedała gigantyczne nakłady w różnych zakątkach ziemi. Swoje wiersze pisałam, nie wiedząc, że w ogóle Rupi istnieje. Wydaje mi się, że każdy, kto przeczyta trzy wiersze Rupi i trzy moje wiersze, dostrzeże, że trochę inaczej budujemy poetycki świat. Jednocześnie zachwyca mnie ta wspólnota uczuć. To przekonuje mnie do tego, że przeżywanie świata jest czymś, co dotyczy wszystkich i jednoczącym dziewczyny z całego świata.

Mówisz, że poezja nie jest zrozumieniem – jest współodczuwaniem. Według Ciebie jest szansa na to, że dzięki poezji, jako społeczeństwo nauczymy się być bardziej empatyczni?

Tak, to trochę naiwne, ale wierzę w to, że poezja pozwala zrozumieć drugiego człowieka i zobaczyć, jak bardzo emocje nas ze sobą łączą. Jesteśmy różne, ale przeżywamy wiele rzeczy podobnie, mamy podobne doświadczenia. Mam gdzieś w sobie przekonanie, że w momencie, kiedy lepiej rozumiemy drugą osobę, widzimy, że wcale się tak bardzo od nas nie różni, stajemy się łagodniejsi w osądach. Widzimy więcej, więc rozumiemy bardziej.

Czy jest coś, co wyjątkowo Cię drażni w naszej codzienności, w ludzkich zachowaniach?

Najbardziej drażni mnie narzekanie na młodzież, bo kiedyś to młodzi byli inni. Może byli, a może nie. Dzięki poezji zaczęłam mieć kontakt z dziewczynami o kilkanaście lat młodszymi od siebie i może trafiłam na jakąś wyjątkową grupę, ale mam poczucie, że to są mądre i wrażliwe młode kobiety, często zagubione, niepewne siebie. Jest mi przykro, że boimy się własnej wrażliwości, że ukrywamy uczucia ze strachu przed krytyką i słabością. Wierzę, że warto pielęgnować w sobie wrażliwość, na przekór, czy też pomimo świata.

Gdybyś mogła stworzyć ścieżkę dźwiękową do swojej książki, jakie 5 utworów by na pewno się na niej znalazło?

Cudowne pytanie! To mogłoby być kilkugodzinna ścieżka. Na pewno znalazłby się tam Daniel Spaleniak i „Why”, Radiohead z „Paranoid Android”. Poza tym byłoby tam trochę klasyki, czyli Moody Blues „Nights in White Satin”, z nowszych utworów „Heal” Toma Odella, a z polskojęzycznych kawałków „Ślady” Fisza i Justyny Święs.

Chłopcy, których kocham to notatki z codzienności, raporty z załamań i zapiski z uniesień. Co byś poradziła osobom, które być może aktualnie przeżywają trudne chwile i nie widzą żadnego światełka w tunelu?

Wydaje mi się, że istotne jest szukanie wsparcia, ludzi, którzy mogą nam pomóc, doradzić, albo chociaż wysłuchać. Chyba tłumienie w sobie i udawanie, że wszystko jest dobrze, to najgorsze wyjście. Oczywiście, łatwo mówić, bo przecież trudno jest wpuścić kogoś do naszego życia i do naszej opowieści, ale bardzo wierzę w to, że mówienie, pisanie – dzielenie się swoją historią, ma dużą moc.

Czy poza poezją, coś z codziennych czynności ma dla Ciebie taką oczyszczającą wartość?

Dużo rysuję. Rysunki w tomiku są mojego autorstwa. Wszystko jest rysowane ręcznie, każda drobna kreseczka, kropka – to wymaga skupienia, spokoju, wyciszenia. To szalenie oczyszczające: tylko ja, kartka, cienkopis. I muzyka.

O czym aktualnie marzysz?

Chyba nie powinnam tego głośno wypowiadać? Z rzeczy przyziemnych to marzy mi się wyjazd na kilka dni nad morze. Lubię morze zimą, a w tym roku nie udało mi się pojechać. Z marzeń mniej przyziemnych… chyba chciałabym, żeby dziewczyny czytały Chłopców. Po prostu.

Czy któraś z mikrohistorii w Twojej książce jest dla Ciebie szczególnie ważna?

Wszystkie są ważne. Każdy wiersz w jakimś sensie wydarzył się w moim życiu. Jak je czytam, to widzę przed oczami konkretnych ludzi, miejsca, słyszę słowa, przypominam sobie swoje uczucia. To czasem boli, czasem jest miłe, czasem tęsknię, a czasem myślę, że dobrze, że się skończyło. Szczególnie ważne są dla mnie listy. Dwa z tych zamieszczonych w tomiku trafiły do adresatów. Dwóch nie odważyłam się wysłać.

Motto, którego się trzymasz to…?

Ostatecznie wszyscy umrzemy. I wbrew pozorom nie jest to nic negatywnego, przeciwnie, to pozwala doceniać to, co nam się wydarza na co dzień, drobne sprawy. To pozwala też zachować dystans do tego, co nieważne. Ważne jest tu i teraz, ludzie, których się spotyka, rzeczy, które się przeżywa. Kiedy myślisz, że świat może się jutro skończyć, jeszcze bardziej jesteś wdzięczny za dzisiaj.

Więcej o książce Chłopcy, których kocham znajdziecie na Facebooku oraz Instagramie.

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Przypominanie sobie uczuć: rozmawiamy z autorką książki „Chłopcy, których kocham”
Oceń artykuł