Powiew PRL-u i instrumenty pasujące do meblościanki: rozmawiamy z Tragarzami

Czterech mężczyzn stojących jeden za drugim

Działają na pograniczu hip-hopu, funky i reggae. Do tego wplatają teksty z kultowych polskich filmów i seriali z lat 70. i 80. Niedawno wydali swój debiutancki album. Przed Wami – Tragarze we własnej osobie!

Tragarz – według SJP – osoba zajmująca się przenoszeniem ciężkich przedmiotów. A co Wy nosicie na swoich ramionach?

Za każdym razem, kiedy instalujemy się przed koncertem, w pełni zgadzamy się tą definicją. Na co dzień z godnością dźwigamy przeciwności losu i znosimy siebie nawzajem. Dźwigamy też konwencję, chcieliśmy, żeby nasza muzyka była niegłupia, w sumie lekka, ale pomimo stylówki nigdy nie mieliśmy żadnych aspiracji kabaretowych. Gramy tylko na bardzo ciężkich instrumentach.

Na Waszej płycie słychać teksty między innymi z filmów Stanisława Barei, czy Jerzego Zarzyckiego. Skąd pomysł, żeby połączyć hip-hop z klasykami polskiego kina?

Nie jesteśmy tu absolutnie pionierami, ale nam po prostu te cuty bardzo leżą. Wyciągamy fragmenty kultowych polskich produkcji i wplatamy w nasze historie. Wszyscy jesteśmy pasjonatami humoru, który królował w PRL-u, pewnie ogólnie charakterystycznego dla krajów mających trudności gospodarcze czy też rządzonych przez jakieś reżimy.

Słuchając Waszej muzyki, czy nawet patrząc na fizyczne wydanie Waszej płyty – inspirują Was klimaty retro, oldschool, czy różne odniesienia do czasów PRL-u. Co jeszcze dopisalibyście do listy inspiracji?

Klasyka hip-hopu, jazz, cygara. Wszystkie stare instrumenty przypominające lub pasujące do meblościanki, wszystkie produkty marki Unitra.

Jakich artystów i jakiej muzyki słuchacie prywatnie?

Słuchamy chętnie funku, jazzu, soulu. Do tego zawsze klasycznie brzmiący hip-hop, wszystko utrzymane w stylistyce żywych instrumentów i sampli. W miarę możliwości sprawdzamy rodzimą scenę, wiadomo.

Niedawno kręciliście klip do kawałka Raj. Uchylicie rąbka tajemnicy, co zobaczymy w klipie i kiedy możemy spodziewać się premiery?

Klip również nawiązuje do bardzo bliskiego nam klasyka, tym razem produkcji francuskiej. Z ciekawostek, jedna ze scen była kręcona na dachu bardzo ważnego w przedwojennym i PRL-owskim Szczecinie budynku, który właśnie przechodzi metamorfozę i skok w nowoczesność. Praktycznie był to plac budowy, więc mieliśmy oczywiście wiele wspaniałych przygód. A klip jest już dostępny, oglądajcie śmiało!

Na Waszej płycie macie dość sporo współprac z innymi artystami. Jak się współpracowało z Bonsonem?

Straszny z niego zbir, a jednego z kolegów dźgnął nożem pod koniec swojej zwrotki, a perkusista po nagraniu jakoś dziwnym trafem nie mógł znaleźć portfela. Już nigdy nie zaufamy ludziom z tatuażami. A poważnie podjechaliśmy taksóweczką, zgarnęliśmy Bonsa, po nagraniu odstawiliśmy do domu. Całość 18 minut, tak to robią profesjonaliści w Szczecinie.

Skoro inspirują Was klasyki kina polskiego, to jakie 3 filmy polecilibyście naszym czytelnikom, jako konieczne do nadrobienia?

Wszystko Stanisława Barei mamy niejako na sztandarach, ale Brunet wieczorową porą czy Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz. Pawła Karpińskiego Czarodziej z Harlemu. Nie można nie obejrzeć Alternatyw 4.

Co było dla Was najtrudniejszym momentem w trakcie tworzenia płyty?

Cała sprawa z wydaniem okazała się dosyć skomplikowana. Ale następne będziemy trzaskać seriami, wszystkie konieczne umiejętności mamy już na poziomie czarnego pasa.

Gdzie będziemy mogli Was usłyszeć na żywo w najbliższym czasie?

Już 2 marca w szczecińskim 5 peronie będziemy mieli przyjemność wystąpić przed takimi wspaniałymi czortami jak Łąki Łan. Jesteśmy bardzo podekscytowani!

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Plakat promujący koncert

Więcej informacji o wydarzeniu: https://www.facebook.com/events/1407236189375230/

Komentarze
Powiew PRL-u i instrumenty pasujące do meblościanki: rozmawiamy z Tragarzami
Oceń artykuł