Pośmiertna sława muzyków

Jedenasty stycznia, poranek. Ledwie ucichły huczne obchody 69. urodzin Davida Bowiego, kiedy światem wstrząsnęła wiadomość o jego śmierci. Rusza lawina informacji prasowych i nie zwalnia, będzie pożywką mediów jeszcze długo. Pośmiertny wzrost uznania artysty to zjawisko występujące zawsze, gdy umiera gwiazda. Szybkość i skala reakcji wzrasta wraz z rozwojem technologii informacyjnych, rosną słupki popularności, a wraz z nimi krytyka przybywających, “nowych” fanów.

Statystyki są zadziwiające. W dniu śmierci, według danych Spotify, piosenkarz zyskał 81 tysięcy odsłuchań od osób, które nie słyszały go nigdy wcześniej. Raport odtworzeń jego utworów pokazuje, że już 10 minut po ogłoszeniu dramatycznej wiadomości częstotliwość rośnie o 2,7 tys % w stosunku do średniej. Rośnie liczba udostępnień, postów, wpisów, o zdarzeniu piszą osoby na co dzień charakteryzujące się zupełnie odmiennymi upodobaniami muzycznymi.

3rd July 1973: David Bowie performs his final concert as Ziggy Stardust at the Hammersmith Odeon, London. The concert later became known as the Retirement Gig. (Photo by Express/Express/Getty Images)

Podobną skalę rosnącej, pośmiertnej popularności obserwujemy po nagłej śmierci Michaela Jacksona w czerwcu 2009 roku. W ciągu kilku godzin po ogłoszeniu wiadomości sprzedaż albumów artysty wzrosła okupując każdą z 15 pozycji najlepiej sprzedających się albumów na Amazon, w ciągu 12 miesięcy plasując się na poziomie 35 milionów. 5000 to liczba postów na Twitterze wspominających artystę, które pojawiały się w ciągu każdej minuty po jego śmierci.

Kolejnych przykładów nie trzeba długo szukać, glorią otaczamy Amy Winehouse, Stiega Larsona czy chociażby, na mniejszą skalę, polską Paktofonikę.

amy-winehouse-tile

Taka reakcja na stratę wyjątkowych osobistości jest w pewnym stopniu naturalna. Prawdą jest, że, jak w horacjańskim utworze, nieśmiertelną sławę i niezniszczalny pomnik buduje poeta – artysta – przez całe życie, wpływając na ich trwałość swoim dorobkiem. Duży odsetek reagujących na śmierć sławy stanowią wieloletni fani, ale co powoduje tymi, którzy po prostu dają się porwać fali?

Nie można odmówić śmierci niebagatelnego wpływu na odbiór artystów i ich dzieł. Być może jest to po prostu chęć nadążenia za światem silnie reagującym na wydarzenia, może obawa, że coś przeoczymy. Możliwe również, że w śmierci tkwi pierwiastek tajemniczości, który przyciąga człowieka. Niezależnie od motywów, w moim odczuciu, kontekst tak ważnych dla kultury twórców pozwala powiedzieć, że “lepiej późno, niż wcale”.

308233-tile

tekst | Zuza Raubo

Komentarze
Pośmiertna sława muzyków
Oceń artykuł