Polskie media dały się zrobić w balona: fake newsy

Trzy zdjęcia Shiloh Pitt

Nieprawdziwe informacje na temat rzekomej zmiany płci córki Angeliny Jolie i Brada Pitta można było w ostatnich dniach przeczytać na łamach kilkunastu polskich portali. Siła oddziaływania i zasięg fałszywych wiadomości stają się coraz większe.

Teksty o kuracji hormonalnej jedenastolatki uwiarygadniał fakt, że wiadomość miała pochodzić od Agence France-Presse (AFP) – poważnej, uznanej instytucji. Jednak Agencja bardzo szybko wydała oświadczenie, w którym zaprzeczyła, że jest źródłem takiej informacji.

Taka nowina trafiła jednak na podatny grunt, bo rozważania o seksualności Shiloh trwają w Internecie od dawna. Dziewczynka od zawsze wolała mieć krótką fryzurę, a na czerwony dywan wybierała garnitur zamiast sukienki. I choć niektóre polskie portale sugerowały, że to efekt lewackiego rodzicielstwa, cała sprawa okazała się po prostu nieprawdą. Gdzie leży podstawowy problem? Wśród serwisów ochoczo dzielących się takim pikantnym newsem, znalazło się jedynie kilka, które zamieściły sprostowanie. Na niektórych portalach informacja o terapii Shiloh widnieje do dziś.

Kolaż. Po lewej zdjęcie Angieliny Jolie z córką. Na środku screenshot komentarza do artykułu, pod spodem nagłówki artykułów na temat dziewczynki. Po prawej portret Shiloh Jolie-Pitt.

Z pewnością dla córki popularnych aktorów nie jest zaskoczeniem, że ktoś wyciąga intymne fakty z jej życia i poddaje publicznej dyskusji.  Zaatakowanie prywatności kogoś, kto i tak jest na świeczniku, sprawia, że mamy wrażenie rozwodnionej odpowiedzialności. Przecież nikt jej nie zna osobiście, przecież ona nawet tego nie przeczyta. Z tym że dziś sprawa dotyczy Shiloh, jutro Internauci mogą z taką samą werwą komentować wyssane z palca fakty na temat bliskich nam osób. Strażnicy moralności debatujący na temat tego, czy córka Jolie i Pitta wygląda im bardziej na chłopca, czy może jednak dziewczynkę, jutro mogą zainteresować się naszym najbliższym otoczeniem. Dlatego warto walczyć o to, by kuracja hormonalna jedenastolatki zza Oceanu pozostała prywatną sprawą jej i jej rodziców. Na pewno środowiska LGBT ucieszyłyby się z takiej ambasadorki, jednak gdy tak się stanie – bez wątpienia o tym usłyszymy.

Fake News – co to właściwie jest

Według badania Paw Research Center, 84% Amerykanów jest przekonanych, że potrafi rozpoznać fałszywą informację w Internecie. Czyżby? Fałszywe wiadomości i dezinformacja były obecne w społeczeństwie od zawsze. Jednak na przestrzeni ostatniego roku tempo i skala rozprzestrzeniania się takich treści zaczęły być alarmujące. Bo nie mówimy tutaj o niewinnych plotkach, a o informacjach celowo pomyślanych i zaprojektowanych tak, by wzbudzić nasze zaufanie i wyglądać wiarygodnie. Najlepszy fake news to taki, który jest nierozróżnialny od prawdziwych wiadomości.

Po co? Przynajmniej tutaj sprawa jest jasna – przede wszystkim dla zysku, a niejednokrotnie także dla celów politycznych i propagandowych. Zdyskredytowanie przeciwnika niekorzystną nieprawdziwą informacją to bardzo skuteczna polityczna broń. Nawet jeśli następnego dnia ukaże się sprostowanie, taki news żyje już własnym życiem i wiele osób może uznać go za prawdę. A sprostowania? No ale kto czytałby sprostowania, prawda…?

Kolaż tytułów i logo najpopularniejszych portali fake newsów

W dobie, gdy liczy się przede wszystkim aktualność i „klikalność” danej informacji, trzeba o tym szczególnie pamiętać. Dziś naukowiec i uczeń podstawówki mają taką samą łatwość dotarcia do szerokiego grona odbiorców. Etos dziennikarza, któremu możemy zaufać, redaktora z legitymacją prasową, który bierze odpowiedzialność za swoje słowa, powoli się rozmywa. Bardzo łatwo jest ukryć się za woalem anonimowości i umywać ręce od jakiejkolwiek odpowiedzialności za wprowadzenie kogoś w błąd.

Zagrożenie płynące z rozprzestrzeniania nieprawdziwych informacji zauważył już na przykład Google. W kwietniu koncern uzupełnił wyszukiwarkę o skrypty mające zapobiegać wyświetlaniu fake newsów w wynikach wyszukiwania. Facebook również wprowadził mechanizmy umożliwiające raportowanie takich sensacji, a nie ma co ukrywać – to przede wszystkim media społecznościowe sprawiają, że zasięg tego typu wiadomości jest tak ogromny. Kiedy fałszywe wiadomości są rozpowszechniane, użytkowane i udostępniane w znacznej liczbie, w połączeniu z rosnącą nieufnością wobec mediów, mają możliwość istotnego wpływania na opinię publiczną.

Fałszywe newsy w prawdziwej historii

Fakt, że do opinii publicznej można wmotać nieprawdziwe informacje to żadna nowość. Dezinformacja i propaganda to narzędzia znane nie od wczoraj. Jedną z pierwszych i zarazem najbardziej wdzięcznych, jest historia Angielskiego astronoma, opisana w 1835 roku przez New York Sun. Podczas wpatrywania się w niebo przez teleskop, miał on odkryć życie na księżycu. Zobaczył niezwykłą krainę, pełną jednorożców i ludzi-nietoperzy. Zanim pogłoskę udało się zdementować, rozprzestrzeniła się na cały świat.

Zdjęcie starej gazety z urywkiem artykułu o ucieczce zwierząt z ZOO

Innym dobrym przykładem jest artykuł z New York Herald z 1874 roku, w którym opisano ucieczkę zwierząt z nowojorskiego ZOO. Według autora dzikie zwierzęta szalały po mieście, zabijając wielu mieszkańców. Dlaczego to dobry przykład? Na końcu tekstu zamieszczono dopisek, że cała treść jest czystym wytworem wyobraźni i nie ma nic wspólnego z prawdą. Niewielu jednak tę adnotację przeczytało i w Nowym Jorku wybuchła masowa panika.

Jak się chronić?

Co może zrobić zwykły użytkownik Internetu, by nie paść ofiarą nieprawdziwych informacji? Przede wszystkim… nie być zwykłym użytkownikiem. To znaczy filtrować to, co przeczyta, przez własną wiedzę, rozum i empatię. Bo nawet jeśli prawdziwe, są newsy niewarte udostępniania. Zwracajmy uwagę na to, skąd pochodzi dany artykuł, zarówno pod względem strony internetowej, na jakiej się znajduje, jak i drogi dotarcia takiego newsa do nas – jeśli udostępniła go koleżanka, do której nie mamy zaufania, lepiej pozostać ostrożnym. Jeżeli mamy taką możliwość – sprawdźmy źródło. Pamiętajmy, że taką fałszywką może też być zdjęcie, które ktoś spreparował, albo przypisywanie cudzych słów komuś innemu.

Rzetelne źródła informacji rzadziej promują swoje treści na Facebooku, ponieważ generują wystarczająco duże zasięgi i ilość interakcji organicznie. Z kolei fałszywe jej źródła mają tendencję do silnego promowania postów, wrzucania wielu linków, zamieszczania odnośników do stron reklamodawców. Często też takie przekłamane nowości są postami sponsorowanymi.

Niestety – nie uczą tego w szkole. Choć muszę przyznać moim nauczycielom, że zawsze kręcili nosem na informacje wyszukane w Internecie, nie uznając go za wystarczające źródło. Pamiętam, że wszyscy się na to wkurzaliśmy, ale ziarno powątpiewania w prawdziwość tego, co czytam w Sieci, zostało zasiane. I właśnie taka postawa umiarkowanego sceptycyzmu do informacji, które znajdziemy w Internecie to podstawowa broń przed pułapką fałszywych treści.

Tekst: Katarzyna Irmina Stępniak

Komentarze
Polskie media dały się zrobić w balona: fake newsy
Oceń artykuł