Pavlo Burkatskyy – młody designer wpisany w historię polskiej motoryzacji [wywiad]

Jak oceniasz stan polskiej motoryzacji?

Polska motoryzacja jest w trudnej fazie. Z jednej strony cały czas boryka się z dziedzictwem komunizmu, który na dobre zahamował cały rozwój ekonomiczny. Ale z drugiej strony były takie momenty, gdy chociażby FSO było bardzo dobrze rozwinięte. Miało świetny sprzęt, który niestety został zrujnowany. Należy tu wspomnieć chociażby o wspaniałym Ośrodku Badawczo-Rozwojowym. Miał on doskonałe wyposażenie techniczne, które jest niezbędne w codziennej pracy w branży motoryzacyjnej. My pracujemy na nim do dziś.

Arrinera-Hussarya-GT_prezentacja (3)

Gdzie zdobywałeś wiedzę? Czy w Polsce są ośrodki, gdzie można pogłębiać wiedzę na temat designu samochodów?

Paradoks jest taki, że nigdy nie studiowałem w kierunku projektowania samochodów. Do wszystkiego musiałem dojść sam, sam weryfikować pewne rozwiązania, testować i podejmować różne trudne decyzje. Nie ukrywam, że na początku brakowało mi wiedzy teoretycznej, ale starałem się ją jak najszybciej nadrobić. Dodatkową motywacją było to, że zaufano mi i wrzucono mnie na głęboką wodę. Najwięcej nauczyła mnie praktyka i codzienna praca. Musiałem współpracować z inżynierami, marketingiem i pozostałymi członkami zespołu. To od razu uczyło mnie, jak postępować. W moim przypadku najpierw przyszła praktyka, dopiero potem teoria. Z tego też względu narodziła się we mnie potrzeba profesjonalizowania tego zawodu i dzielenia się swoją wiedzą z innymi. Tak dołączyłem do ciekawej inicjatywy Car Art, w ramach której razem z przyjaciółmi prowadzimy kursy projektowania samochodów. Do tej pory czegoś takiego nie było w Polsce, a jednocześnie zauważaliśmy ogromną potrzebę tego typu edukacji. Znaleźliśmy swoją niszę. Nasze zajęcia są profesjonalne, bazujemy na programach, z których korzystają zagraniczne uczelnie i oferujemy pełne spektrum możliwości. Można powiedzieć, że w tym aspekcie jesteśmy pionierami. Na nasze zajęcia przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Uczestniczą w nich studenci z Wrocławia, Katowic czy Trójmiasta. To świadczy o tym, że zyskaliśmy już pewną renomę i popularność. Chciałbym też tą inicjatywą sprawić, by nie wyjeżdżało z Polski aż tylu zdolnych designerów.

Ostatnio wraz z szefem prowadziliśmy kolejny już wykład na Politechnice Warszawskiej. Nasze wystąpienie przyciągnęło wielu ludzi, a aula była pełna, co należy do rzadkich widoków w dzisiejszych czasach. Całe przedsięwzięcie było realizowane bardzo spontanicznie. Polegało to na tym, że koła naukowe z różnych uczelni odzywały się do nas, że jest zainteresowanie tematem i my po prostu przychodziliśmy. W ramach takich wystąpień opowiadaliśmy dosłownie o wszystkim. Odwiedziliśmy uczelnie w całym kraju. Prowadziliśmy wykład w Gliwicach, byliśmy na SGH czy na Akademii Sztuk Pięknych na Wydziale Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. To były niesamowicie inspirujące spotkania, które dawały mnóstwo pozytywnej energii.

Wspomniałeś, że wielu zdolnych Polaków opuszcza kraj. Czym jest to spowodowane?

Po prostu nic ich tu nie zatrzymuje. W Polsce nie ma możliwości, nie ma przemysłu motoryzacyjnego, tak naprawdę brakuje w tym kontekście wszystkiego. Naszymi kursami chcemy pomóc młodym ludziom w spełnianiu marzeń. Jednak nie ma co ukrywać, że nie zatrzymamy tutaj tych ludzi, dopóki nie ma dla nich pracy albo jest jej za mało. Arrinera tworzy te miejsca, stara się jak najbardziej profesjonalizować rynek. My natomiast swoimi kursami dajemy szansę młodym ludziom, by mogli szybciej się uczyć i czerpać wiedzę od ekspertów. Dzięki temu mogą oni potem aplikować za granicę na wymarzone studia, a żeby się na nie dostać muszą też mieć dobre portfolio. Staramy się również pokazać, że projekty samochodów to kompletnie inny rodzaj rysunku. To nie do końca sztuka, a raczej wyeksponowanie czy nawet podbicie najlepszych cech projektu samochodu. Ważne jest też pokazanie dynamiki, sztuka pojawia się dopiero na końcowym etapie. Konieczna jest też świadomość, że tego typu rysunek jest nie tylko wizytówką, ale też kartą przetargową, by przekonać szefa do wdrożenia projektu. Dopiero potem są kolejne etapy, w tym projektowanie w glinie (modeling clay) czy w oprogramowaniu 3D. Tu przypominają mi się ważne słowa Pana Tadeusza Jelca, który powtarzał mi, że często przychodzą do niego zdolni ludzie, którzy potrafią rysować. Ale gdy prosi by pokazali mu jakby to zaprojektowali, wtedy następuje bezradność. Bo rysunek i finalny efekt to bardzo odległe od siebie rzeczy – po drodze musi się naprawdę wiele wydarzyć, by wyłonił się przed naszymi oczami imponujący samochód. Dopiero gdy potrafimy zaprezentować coś w trójwymiarze, stworzyć bryłę, możemy nazwać to projektowaniem.

Jak zaczęła się Twoja historia z projektowaniem samochodów?

Ponoć gdy byłem mały i po raz pierwszy zobaczyłem samochód, to strasznie się podekscytowałem. Zacząłem lepić samochody z plasteliny, a na kartkach moich zeszytów pojawiały się szkice samochodów. Jak się wkrótce okazało, miałem do tego smykałkę. Dochodziło nawet do takich momentów, że nie chciałem rozstawać się z moimi zabawkami w kształcie aut. Co więcej, zdarzały się sytuacje, że rozbierałem je na części i tworzyłem zupełnie nowe modele uzupełniając je elementami z plasteliny. Już wtedy podświadomie wiedziałem, że chcę tworzyć samochody i dzięki swej konsekwencji i determinacji jestem teraz w tym miejscu w swoim życiu. Zawsze chciałem robić to, co lubię. Co sprawia mi przyjemność.

Miałem jednak krótką przerwę w rysunku. Nagle z dnia na dzień zupełnie bez powodu po prostu przestałem tworzyć. W końcu wróciłem do rysowania, ale już nie samochodów, tylko…butów sportowych. W gimnazjum zacząłem projektować obuwie, a miejsce aut na kartkach zeszytów zastąpiły projekty butów. Dlaczego właśnie ta część garderoby? Ze względu na jej kształt. Od początku mojej przygody z rysunkiem zależało mi na bryle i na proporcjach. Oczywiście buty i motoryzacja to kompletnie dwa różne światy, jednak towarzyszy im pewne podobieństwo. W obu przypadkach kluczowa jest właśnie bryła i to jak się ona zachowuje. Po epizodzie z butami moi znajomi namawiali mnie, bym coś dalej robił w tym kierunku, ale to jednak nie byłem do końca ja. Przerzuciłem się więc na projektowanie ubrań sportowych, sam szyłem i przez chwilę miałem wrażenie, że się w to zaangażowałem. Nawet była próba, by edukować się w tym kierunku, ale jakoś rozpłynęło się to w moim życiu. Wtedy też zacząłem interesować się wirtualnym tuningiem i tworzyłem rysunki na tablecie graficznym. Ponownie wkręciłem się w rysowanie, ale tym razem cyfrowe. Potem wróciłem do korzeni i odręcznego szkicowania. Na forum wirtualnego tuningu wyróżniałem się, bo jako jeden z niewielu miałem swój własny charakterystyczny styl. W tym środowisku ceniono także wymianę wiedzy i spostrzeżeń. Wzajemnie komentowaliśmy swoje prace i uprawialiśmy konstruktywną krytykę. Z czasem zauważyłem, że ludzie zaczęli liczyć się z moimi słowami.

Możliwe też, że pasję do tworzenia odziedziczyłem po rodzicach. Moja mama była projektantką mody, a pokaz jednej z jej kolekcji miał nawet miejsce w Paryżu. Z dzieciństwa pamiętam też, że mój ojciec rysował samochody. Można powiedzieć, że pisane mi było zostanie designerem.

Co jest najważniejsze, by zaistnieć na rynku i osiągnąć sukces?

Nie stracić własnych wartości i się nie sprzedać, bo ludzie to prędzej czy później zauważą. Należy robić to, co uważamy za słuszne i nie podążać ślepo za tłumem. Nie iść na skróty i nie stawać się celebrytą, bo tak jest łatwiej i dostaje się więcej zleceń. Cena takiej popularności jest zbyt wysoka. Potem można być po prostu sfrustrowanym, człowiek się zadręcza, ma rozproszoną uwagę. Stając się kimś takim zaczynasz skupiać się na innych rzeczach. Zaczynasz robić coś, czego w innych sytuacjach nigdy byś się nie podjął. Trzeba potrafić słusznie wybrać. To są małe, ale ważne decyzje, które każdy z nas musi sam podjąć w życiu.

teaser9

Tobie daleko do celebryty i raczej nie jesteś typem osoby, która zabiega o rozgłos.

Szczerze mówiąc cieszę się, że nie jestem słynnym projektantem. W branży działam dopiero od 8 lat i nie czuje się jeszcze autorytetem, ale staram się wykonywać swoją pracę, jak najlepiej tylko potrafię. Uznanie czy docenienie przyjdzie w swoim czasie. W Polsce jest wielu ambitnych projektantów, którzy niestety szybko się zatracają. Imponuje im życie celebryty, chcą jak najszybciej osiągnąć sukces i robią to jak najkrótszą drogą. Potem równie szybko słuch gdzieś o nich ginie. Ja wychodzę z przekonania, że im dłużej będzie się coś wypracowywać, tym dłużej to zostanie.

W kontekście Polaków, mamy wielu zdolnych twórców i to w różnych branżach, ale zmierzam do tego, że w naszym kraju ludzie po prostu nie mają dobrego gustu. Nie mają nosa do dobrego designu. Najlepszym tego przykładem jest chociażby architektura i dziwne budynki mieszkaniowe koło których trudno przejść obojętnie. Gdy powstaje coś naprawdę dobrego i na wysokim poziomie, nikt tego nie docenia, jedynie zostaje się skrytykowanym i zjechanym. Polakom brak kapitału kulturowego. Jest coraz lepiej, zmieniamy się, ale wciąż nie jest to idealna sytuacja dla twórców. Tak było z Arrinerą, która stała się częścią mojego życia. Cały nasz zespół mógł wybrać spokojne i bezstresowe życie, a jednak zdecydowaliśmy się na pracę do późnych godzin i borykanie się z różnymi problemami.

Skoro mówimy o problemach, powiedz mi proszę o cieniach zawodu projektanta. Zdarza Ci się być sfrustrowanym?

Gdy tylko pokazaliśmy szerszej publiczności projekt, to ludzie nas zjechali. Tylko dzięki niektórym osobom, ich wsparciu i wierze udało nam się dojść do momentu w którym właśnie jesteśmy. Obecnie firma prężnie działa na rynku i znacznie przyspieszyła swój rozwój. Te słowa krytyki na pewno w jakiś sposób nas zmotywowały, ale nie jest łatwo pracować w takiej atmosferze. Najbardziej frustrujące jest to, że ludziom się wydaje. Wydaje się, że ktoś zrobiłby coś lepiej, sprawniej coś zaprezentował czy narysował. Ja już dawno przestałem czytać komentarze w internecie, bo piszą je najczęściej ludzie pozbawieni wyobraźni i jakiejkolwiek wiedzy. Tego typu wpisy są pozbawione sensu, a najgorsze jest to, że na kilkadziesiąt złych pojawia się raptem jeden lub dwa pozytywne. Tymczasem za granicą jest wręcz na odwrót. I mam tu na myśli nie tylko słowa uznania, ale też konstruktywną krytykę. Coś sensownego, a nie jedynie biadolenie, że lampa za mała a koło zbyt okrągłe. Z takich wpisów można się po prostu czegoś dowiedzieć. To jest dla mnie rodzaj oceny, a nie bezmyślne zjechanie projektu. Na pewno czuje jakiś żal do ludzi z tego powodu, że są po prostu ignorantami i sami nie próbują czegoś zrobić. W Polsce króluje kultura hejtu.

Z drugiej jednak strony na ostatnich targach w Birmingham, gdzie prezentowaliśmy Arrinerę Hussaryę GT, spotkałem wielu Polaków, którzy bardzo sympatycznie i ciepło nas przyjęli. Co więcej, nasze stoisko w Birmingham przyciągnęło bardzo dużą uwagę, nawet dostaliśmy nagrodę za najlepszy projekt stoiska. Podczas prezentacji odwiedziło nas też kilka teamów wyścigowych, które wyraziły chęć jeżdżenia naszym samochodem. Wśród nich pojawił się Ben Collins czyli The Stig z kultowego programu motoryzacyjnego „Top Gear”. Nie tylko pozytywnie ocenił on nasze auto czy widoczność ze środka. Stig docenił też całą ergonomię, rozmieszczenie przycisków i wygodną pozycję w kokpicie a swoimi słowami potwierdził, że Arrinera jest dobrze zaprojektowana i znakomicie spełnia swoją funkcję. Dla mnie – jako designera – to jest fenomenalna sprawa. Każdy fan motoryzacji wie, jak wieloma samochodami jeździł Stig. Jego zdanie jest więc dla mnie jedną z lepszych rekomendacji.

Skoro już sam zacząłeś temat, opowiedz mi o targach w Birmingham, gdzie premierowo pokazaliście wnętrze Arrinery Hussaryi GT?

W Birmingham pierwszy raz pokazaliśmy wnętrze Arrinery w postaci fizycznej. W trakcie prezentacji miałem poczucie, że to jest moje wnętrze, które mnie odzwierciedla i jest niczym nieograniczone. Gdy zauważyłem, że ludzie z McLarena i Astona Martina przychodzili na przeszpiegi i byli zachwyceni, poczułem ogromną satysfakcję. Wyścigówka musi być skuteczna, a w naszym przypadku jest nie tylko skuteczna, ale też świetnie się prezentuje. Od początku wiedzieliśmy, że musimy się czymś wyróżnić na tle konkurencji. Postanowiliśmy postawić na oryginalny design, bo zauważyliśmy brak tego w świecie samochodów wyścigowych. To od dawna było moje marzenie, więc gdy dostałem zielone światło od zarządu na zrealizowanie mojego projektu wnętrza, od razu przystąpiłem do pracy. Zależało mi na tym, by deska rozdzielcza wyglądała niebanalnie, kosmicznie i skutecznie przyciągała uwagę. Bo to jest szansa by zainteresować ludzi. Brzydka i nijaka wyścigówka byłaby tylko kolejną wyścigówką, a my chcieliśmy czegoś więcej. W końcu ludzie kupują oczami. Nawet w świecie moto sportu. Poważne firmy zdają sobie z tego sprawę i właśnie tak działają.

Projekt wnętrza Arrinery powstał w 2012 roku, a jego rysunek zamieściliśmy na naszym oficjalnym profilu na Facebooku. Zastosowaliśmy wówczas jako pierwsi innowacyjne rozmieszczenie nawiewów powietrza – dwa okrągłe nawiewy znalazły się po stronie kierowcy symetrycznie względem kierownicy, trzeci po stronie pasażera, a czwarty został ukryty w listwie w formie prostokątnego nawiewu. W tym pomyśle zależało mi na tym, by nawiewy nie zaburzały czystej linii deski. Byłem dumny z tego rozwiązania, bo trzeba było włożyć w nie sporo pracy. 2 lata później okazało się, że wręcz identyczne rozwiązanie zastosowała Mazda w nowej linii swoich modeli. Nie wiem, czy jest to zupełny przypadek, czy może inspirowaliśmy się tymi samymi rzeczami lub może gdzieś na świecie mam brata designera… W finalnej wersji wnętrza postanowiliśmy je jeszcze bardziej uatrakcyjnić i podrasować, a także zmieniliśmy nieco pomysł z nawiewami, aby nie utożsamiać się z Mazdą. Nie ukrywam, że przed prezentacją nie byłem do końca przekonany, jaki będzie odbiór debiutu deski Arrinery Hussaryi GT i ciągle pojawiał się jakiś cień wątpliwości. Gdy zobaczyłem zachwyconych ludzi, którym spodobał się nasz projekt, bardzo mnie to podbudowało.

Co było Twoim głównym celem przy projektowaniu Arrinery Hussaryi ?

Przy projektowaniu zawsze znacznie bardziej niż na detalach, zależy mi na proporcjach. Nie mam potrzeby, by dobrać fajny kolor do tapicerki, bo dla mnie idealnym kolorem jest czarny. Zależy mi na tym, by bryła wyglądała świetnie w każdym kolorze. I to właśnie się udało.

Czarny to zdecydowanie mój kolor, który odzwierciedla mnie jako człowieka. Jest ponadczasowy, nieco mroczny, charakterny i jednocześnie alternatywny. Tak jak to mówił Henry Ford – „Może sobie pan zażyczyć samochód w każdym kolorze, byle by był to czarny”.

Swoim projektem chciałem jak najlepiej tylko potrafię sprostać wszystkim wymogom, które się pojawiają podczas pracy designera. Mam tu na myśli jak najlepsze oddanie funkcji samochodu, wymogi homologacyjne, finanse, marketing oraz wiele innych aspektów. Moim celem było stworzenie takiej estetyki, która nie będzie musiała krzyczeć i sprawiać wrażenia przesytu, a swym wyrafinowaniem i czystą linią pozostawi odbiorcę na długo pod wrażeniem. Nieśmiało mówiąc chciałem stworzyć ponadczasowy design, który zawsze będzie aktualny.

Syrena_Sport_reaktywacja_1

Komentarze
Pavlo Burkatskyy – młody designer wpisany w historię polskiej motoryzacji [wywiad]
5 (100%) 5