Paparazzi przed podłączeniem do sieci, czyli skandale w czerni i bieli

Blondynka w okularach wysyła całusa grupie paparrazi

Ludzie uwielbiają podglądać innych. Zawsze to kochali. Pewnie właśnie dlatego tak chętnie obserwujemy cudze profile w mediach społecznościowych. Jak radzili sobie zatem ciekawscy w czasach bez internetu?

Teraz już nie musimy zadowalać się zdjęciami przyczajonych za krzakiem paparazzi polujących z teleobiektywami na celebrytki bez makijażu, czy niewiernych mężów. Popularne persony same uchylają nam drzwi do swojego domowego zacisza, publikując na Instagramie fotki w stylu #wakeuplikethis, #nomakeup, #lazysunday i inne takie #zzakulis.

Zakręćmy machiną czasu i cofnijmy się do roku 1948. Wówczas włoski fotograf Benno Graziani został zaproszony do udziału we współtworzeniu kultowego magazynu Paris Match. Graziani zbliżył się do wielu sław, które obdarzyły go zaufaniem, w tym Audrey Hepburn, Brigitte Bardot, Kirka Douglasa i Charliego Chaplina. Fotografował także zaprzyjaźnioną Jackie Kennedy, która nim stała się pierwszą damą, pracowała jako fotograf i dziennikarz dla magazynu Washington Times-Herald. Osobiste relacje z gwiazdami wzbudzały wówczas zazdrość u innych paparazzi.

Kobieta w ciemnych okularach, za nią mężczyzna z aparatem
Jackie Kennedy i Benno Graziani, fot. Benno Graziani

Kilka lat później, w 1953 roku fotograf i dziennikarz Weegee, wydał album „Naked Hollywood”. Weegee miał dość nietypowe hobby. Otóż głównym obiektem jego zainteresowań stały się przestępstwa, dokonywane pod osłoną nocy oraz inne upiorne wypadki, kradzieże, bijatyki czy pożary. Podejrzewano go nawet o posiadanie zdolności paranormalnych, które sprawiały, że na miejscu zbrodni pojawiał się jeszcze przed policją i innymi służbami. Jak wiemy tabloidy to nie tylko romanse i skandale, ale też przemoc, krew i łzy.

całująca się para w kinie
Lovers at the Palace, Weegee

Kręcimy machiną ponownie, zatrzymujemy się kilka lat później i wskakujemy prosto na plan filmowy Federico Felliniego, który właśnie pracuje nad swoim nowym dziełem La Dolce Vita. Podglądamy jak wyglądała praca paparazzi w czasach drukowanych tabloidów, które już wtedy były obiektem pożądania, a piękne życie elit miało drugą, paskudną twarz. To właśnie od filmu Felliniego i imienia jednego z bohaterów pochodzi określenie „paparazzo”. Pierwowzorem dla stworzenia tej sylwetki stał się włoski fotograf Tazio Secchiaroli, który ganiał celebrytów na swojej Vespie.

Ważnym momentem było wprowadzenie na rynek teleobiektywów. Paparazzi zaczęli nawet korzystać z helikopterów, aby podglądać posiadłości z lotu ptaka i łodzi, by zyskać dostęp do prywatnych plaż.

Całująca się para na jachcie
Liz Taylor i Richard Burton na jachcie. Pocałunek o tyle kontrowersyjny, że każde z nich poślubiło wcześniej kogo innego. Fot. Marcello Gepetti

Wiele zarzutów pod adresem fotoreporterów pojawiło się w bliższych nam czasach, tuż po śmierci księżnej Diany. Pamiętnej nocy w 1997 roku kierowca samochodu Lady D i jej partnera, uciekając paryskimi ulicami przed paparazzi, uderzył w jeden z filarów tunelu Alma. To nie przeszkodziło fotografom w kontynuowaniu swojej pracy.

Mimo powszechnego dostępu do sieci, licznych serwisów plotkarskich i ekshibicjonizmu gwiazd, tabloidy nadal mają się świetnie. Fotoreporterzy mogą spać spokojnie, bo tematów nigdy im nie zabraknie, a ludzka ciekawość raczej się nie wypali. Zresztą nie od dziś wiadomo, że „nieważne jak, ważne żeby mówili”.

Tekst: Katarzyna Plencler

Oceń artykuł