Okres to nie biegunka: rozmowa z Clarą Henry, autorką książki „Tak, mam okres, a co?”

Dziewczyna na niebieskim tle i okładka książki

Clara Henry to szwedzka blogerka, komiczka, prezenterka telewizja oraz autorka książek. Tak, mam okres, a co? – to tytuł jej książki, która niedawno miała swoją premierę w Polsce. Rozmawiamy z Clarą o okresie bez tabu, kontrowersjach i czy na pewno miesiączkę można porównywać do biegunki? I co najważniejsze: jaką playlistę mógłby mieć okres?

Zanim zadam jakiekolwiek pytanie, muszę przyznać, że gdy tylko wrzuciliśmy na nasz Instagram zdjęcie Twojej książki, od razu pojawił się komentarz: Tak, mam biegunkę, a co? Dodatkowo autor komentarza stwierdził, że w kwestii miesiączki nie ma nic, o czym warto byłoby mówić. Pewnie też się spotkałaś z podobnymi komentarzami, gdy tylko wydałaś książkę?

Jasne było tego mnóstwo. Ale jeśli mówimy o biegunce, to nie sądzę, że to jakkolwiek dobre porównanie. Częściowo dlatego, że biegunka nie jest najbardziej zdrową formą kału, podczas gdy krew menstruacyjna jest całkowicie naturalna. A częściowo dlatego, że jednak wszyscy robimy kupę i nie jest ona narzędziem dyskryminacji strukturalnej. Kobiety nie mają wstępu do świątyń, czy innych sakralnych miejsc nie dlatego, że robią kupę. Kobiety nie mają wstępów do meczetów, czy hinduskich świątyń właśnie podczas miesiączki. Ludzie uważają, że kobiety mają mniejszą zdolność do podejmowania decyzji, bo przecież mogą mieć PMS.

Ale wracając do biegunki, myślę, że to też temat nad którym warto byłoby się pochylić. Osobiście polecam książkę autorstwa Giulii Enders, Gut: The Inside Story of Our Body’s Bridge Underrated Organ.

Co było tym decydującym momentem, gdy stwierdziłaś: tak, czas porozmawiać o okresie. Czy towarzyszyło temu jakieś osobiste wydarzenie?

Tak! Mam swój kanał na YouTube, na którym opowiadam o tym, co akurat siedzi mi głowie. A dobrze wiesz, że gdy jesteś kobietą i miesiączkujesz, zdarza się myśleć także o okresie. W 2013 zaczęłam mówić na moim kanale o bólach menstruacyjnych, podpaskach i tego typu rzeczach. Moi obserwatorzy pozytywnie zareagowali na ten temat, do tego stopnia, że zostałam ich prywatnych ginekologiem, czy kimś w tym rodzaju. Dostawałam mnóstwo pytań, na które nawet niekoniecznie mogłam odpowiedzieć, bo nie posiadam mimo wszystko tytułu lekarskiego.

Ale to właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że tak właściwie mało się mówi o czymś, co dotyczy każdej kobiety przez co najmniej połowę jej życia! Stwierdziłam, że czas to zmienić!

W ubiegłym roku mieliśmy, można uznać, małe święto na polu świadomości dotyczącej okresu – autorzy jednej z reklam użyli krwi (czy też czerwonego płynu), do reklamy podpaski, zamiast niebieskiego. Sądzisz, że to naprawdę duży krok w przełamywaniu tabu wokół menstruacji, czy raczej mały krok w kierunku większej zmiany?

Tak naprawdę i tak, i tak. To mały krok w walce o równouprawnienie, ale duży, jeśli chodzi o łamanie tabu. Wszyscy wiemy, że krew jest czerwona i w sumie niewielu z nas boi się widoku krwi – dopóki nie wydobywa się ona z waginy. To ten moment, gdy nagle krew staje się czymś obrzydliwym. Pokazanie w reklamie czerwonego płynu zamiast niebieskiego jest sygnałem, że miesiączka to coś zupełnie normalnego.

Czy jest jakiekolwiek usprawiedliwienie dla ludzi będących w anty-miesiączkowo-rozmownym obozie? Gdy o tym myślę, wydaje mi się, że to bardziej kwestia ignorancji niż bycia, jak to ładnie niektórzy nazywają, zbyt wrażliwym? Wszyscy jesteśmy ludźmi, każdy się kiedyś skaleczył, to nie jest tak, że nikt nie widział nigdy krwi.

Zgadzam się w stu procentach, tu nie chodzi o żaden strach przed widokiem krwi. Gdy chcę pogadać o okresie, to nie znaczy, że zaraz przyłożę ci do twarzy zużytą podpaskę i każę ją wąchać. Także anty-miesiączkowi chłopcy, nie bójcie się! (niestety, ale muszę przyznać – chciałabym zobaczyć teraz Wasze miny!). Wszystko, czego chcą kobiety do traktowania tematu miesiączki normalnie. Chcemy czuć zrozumienie, gdy nie możemy się skupić w pracy, bo mamy zbyt silne bóle menstruacyjne. Nie chcemy być wyśmiewane, gdy mówimy, że chcemy pobyć same, bo mamy PMS. Chcemy mieć możliwość mówić o swoich doświadczeniach i w razie potrzeby otrzymać pomoc, jeśli nasze bóle staną się nie do wytrzymania, czy zdarzy inna sytuacja. Gdy ktoś odmawia mi tego prawa, to nie dlatego, że jest zbyt wrażliwy, tylko dlatego, że deprecjonuje wartość i ważność ciała z macicą.

Jeśli Twój okres mógłby mieć playlistę, które 5 piosenek byś na niej umieściła?

Hahaha, super! Dobra, to lecimy po kolei!

It hurts – Lena Philipsson (oj tak, to boli, naprawdę boli)

Chasing Cars – Snow Patrol (szczególnie werset: If I just lay here, would you lie with me and just forget the world, jest tym, który zaśpiewam mojemu chłopakowi, gdy będę miała skurcze)

If I were a boy – Beyoncé (Chciałabym…)

Bad Blood – Taylor Swift (Z tą uwagą, że mój okres to naprawdę BAD ASS BLOOD)

PMS Blues – Dolly Parton (Po prostu: Touché.)

Co byś powiedziała ludziom, którzy nie są przekonani, czy powinni przeczytać Twoją książkę?

Nauczycie się z niej naprawdę wiele. Ale serio, DUŻO. A poza tym jest całkiem zabawna. Musiałam ją przeczytać ponownie, gdy tłumaczyłam ją na amerykański angielski i przyznam, że niektórych rzeczy nie pamiętałam nawet. ŚMIAŁAM SIĘ Z WŁASNYCH ŻARTÓW. To chyba dużo o mnie mówi.

Twoje życiowe motto to…?

O jeju, nie wydaje mi się, że jakieś mam…? Ale kocham jedzenie, moich przyjaciół, mojego kota, wszelkie przekąski, ale jestem też wielką fanką spania, więc jeśli ktoś mógłby zrobić jedno motto z tych wszystkich rzeczy, to pewnie bym je wybrała!

In stores on August 15th! I USA ALLTSÅ!!! ??

A post shared by Clara Henry (@glasclara) on

Rozmawiała: Klarysa Marczak
Zdjęcie wyróżniające przedstawiające autorkę: Kristine Wreyford
Podziękowania za pomoc w organizacji wywiadu dla GW FOKSAL

Więcej o książce Tak, mam okres. A co? przeczytajcie TUTAJ.

Komentarze
Okres to nie biegunka: rozmowa z Clarą Henry, autorką książki „Tak, mam okres, a co?”
Oceń artykuł