Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz. Czy jako Polacy, strach mamy we krwi?

Ciemna postać z bajki

Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz – przestrzega starożytny aforyzm. A jednak z jakiegoś powodu lubimy sami sobie wmawiać powody trwogi, a tych przybywa zwłaszcza jesienią, kiedy egzystencjalne schizy sprawiają, że brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś. Lista powodów, dla których gęsia skórka występuje na polskim grzbiecie, do krótkich zresztą nie należy.

DEMONY BYŁY WSZĘDZIE

Nasi przodkowie nie mieli łatwo. Sam fakt położenia między wojowniczą Wschodnią Marchią, a nie zawsze pałającym rodzinnymi uczuciami bratem Rusem musiał powodować spory dyskomfort. Na domiar złego wszędzie czaiło się jakieś złe licho. Drżeli więc proto-Polacy na myśl przed wiłami, boginkami, diabłami, jędzami, wampirami, utopcami i całym mnóstwem innego demonicznego tałatajstwa. Demony duszą i gniotą, straszą jękiem, płaczem i gwizdem, śmiechem, klaskaniem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, wyżerają wnętrzności, męczą kobiety ciężarne, odmieniają niemowlęcia, porywają dziewczyny i kobiety, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi – wyliczał znawca słowiańskiej mitologii, prof. Aleksander Gieysztor. Strach pod-suwał pradziadom nawet tak szalone pomysły, jak ten, że posiadacze dwóch rzędów zębów są kandydatami na ludożerną strzygę. W efekcie osobnik kwalifikujący się dziś do założenia aparatu ortodontycznego zazwyczaj pozbawiany był uzębienia wraz z głową.

Dawne demony nie odeszły do lamusa nawet po chrzcie Polski. Po dziś dzień żywe są w końcu przesądy nakazujące odpukać w niemalowane drewno lub sypnąć szczyptę rozsypanej soli za lewe ramię, a to nic innego jak formy odpędzania nieczystych sił. Poza tym średniowieczni kmiecie mieli prawo bać się także zupełnie realnych upiorów. U was ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje w więzieniach; (…) u was księża dziesięciny biorą, nasi kapłani zaś utrzymują się, jak my wszyscy, z pracy własnych rąk – takimi słowami w XII wieku mieli za nową religię podziękować pogańscy Pomorzanie. Nic dziwnego więc, że podszyty obawą respekt wobec duchownych był na tyle duży, że przez wieki wierni całowali dobrodziejów po rękach. Dzisiaj już nie muszą. Wystarczy najwyżej cmok w kolano połączony z degustacją śmietany.

Panikująca kukiełka

CZAS SPRZYJA WAMPIROM

Dawniej nie bałem się być nocą w lesie, a po uczłowieczeniu boje się duchów, upiorów, myszy i pana od matmy – wyznał Tytus de Zoo w jednej z ksiąg o jego przygodach. Coś w tym jest, że człowiek dorastając boi się coraz bardziej. Obawy przybierają jednak zupełnie realne kształty – cień na ścianie należy już nie do Złego Bobo, lecz do szefa z pracy, a spod łóżka miast potwora wysuwa się plik niezapłaconych rachunków. Inna rzecz, że dzieci też już dzisiaj mniej lękliwe. Nie wypada straszyć maluchów Cyganem (rasizm!), starą babą (dyskryminacja ze względu na wiek!) ani kominiarzem (jakby ich praca była nie dość ciężka). Jeżeli jeszcze uda im się uniknąć spotkania z Buką z Muminków bądź przeczytania ósmego tomu Thorgala, to wyrastają na takich chwatów, że zbyteczna stała się powszechna służba wojskowa.

Tymczasem starsze pokolenie trwoży się co krok. Po nocach nie daje spać widmo kryzysu. Przestrachem napełniają objawy dowolnej choroby. O zimne dreszcze przyprawiają złowróżbne prognozy gadających głów zamieszkałych w telepatrzałce. Na domiar złego w poszukiwaniu oparcia przekonujemy się, że pewne są tylko śmierć i podatki. Nadmiarem realnych fobii należy więc zapewne tłumaczyć mizerię polskiego horroru, którego szczytowe osiągnięcia przerazić mogą jedynie teoretyków sztuki filmowej. Pewnie gdyby Wes Craven, Dario Argento czy Takashi Miike urodzili się w dorzeczu Odry i Wisły, musieliby zapomnieć o kinie grozy. W Polsce, zamiast straszyć sztucznymi upiorami lepiej samemu być wampirem – takim politycznej bądź biznesowej proweniencji. Ci znakomicie prosperują niezależnie od kryzysu.

Mężczyzna wbijający się w fotel na sali kinowej

SPISEK DOBRY NA WSZYSTKO

Mistrz Yoda pouczał, że strach jest ścieżką ciemnej strony mocy. To prawda, choć warto podkreślić, że przymiotnik „ciemny” wykazuje silne powinowactwo ze słowem „ciemnota”. Strach jest głównym źródłem przesądu i jedyną przyczyną okrucieństwa – dodał przed laty inny wybitny myśliciel, Bertrand Russell. I gdyby mógł u schyłku życia przewidzieć, że w XXI wieku zabobon na nowo zdobędzie dusze bojaźliwych, to prawdopodobnie rwałby z głowy resztki siwych włosów.

Żarty żartami, ale w niepewnych czasach ludzie niepokojąco często zaczynają gubić zdrowy rozsądek i uciekać się do myślenia magicznego. Widać to w niewinnym z pozoru wzroście popularności radiestezji, astrologii, medycyny alternatywnej i tym podobnego mambo-dżambo. Zaślepiony oślim strachem umysł równie chętnie ulega sugestiom, że za wszelkie problemy świata odpowiedzialny jest jakiś ezoteryczny spisek. W internecie nie brak ćwierćmózgów gardłujących, że szczepionki powodują autyzm, smugi kondensacyjne pozostawione na niebie przez odrzutowce to toksyczne chemikalia, a współczesna farmakologia jest zorganizowanym przemysłem śmierci. Ci sami osobnicy, skutecznie zaimpregnowani na fakty, widzą w coraz gwałtowniejszych katastrofach naturalnych nie konsekwencję działań człowieka, ale dopust boży, zaś kryzys ekonomiczny demaskują jako rezultat kabalistycznego planu zjednoczonych sił masońsko-reptiliańsko-cyklistycznych. I jeśli jakimś trafem przeczytają ten artykuł, to niechybnie uznają, że autor został za niego opłacony żydowskimi rublami wprost z brukselskich kont.

Zielony stworek z Gwiezdnych Wojen

FEAR IS THE MINDKILLER

Panikarzy spod znaku parapsycho & teoria spiskowa przestrachem napełnia też zbliżająca się data 21 grudnia 2012 roku. Zgodnie z kalendarzem Januszów Majów, proroctwem Ósmego Pasażera Nostromo i wizją znanej wieszczki Bajo Bongo właśnie tego dnia nastąpi epicka apokaliptyczna rewia. Wariantów jest kilka – megakataklizm, kolizja z gigantycznym ciałem astralnym, najazd kosmitów, a najlepiej wszystko razem w ramach największego show od czasu koncertu Jacko na Bemowie. W każdym razie musi być spektakularnie – fajerwerki, suchy dym i lasery. Ogień z dupy, Polska gola! A abstrahując już od racjonalnych argumentów przemawiających przeciw realizacji takiego scenariusza, warto przypomnieć, że przecież Armageddon nastąpić miał dopiero 14 lutego 2016 roku. Wie to każdy, kto obejrzał Ghostbusters II!

Strach przed realnym zagrożeniem jest zrozumiały, ale powinien mobilizować i skłaniać do brania się za bary z przeciwnościami losu. Fobie na tle urojeń to już z kolei portal teleportacyjny wprost do mroków średniowiecza. A póki siewcom ignorancji i handlarzom paniki nie da się wlać do głów oleum mądralikum, nam samym pozostaje nie zwariować. Podobno pomaga też litania, jaką odmawiali bohaterowie Diuny Franka Herberta: I must not fear. Fear is the mindkiller. Amen.

Tekst: Sebastian Rerak

Komentarze
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz. Czy jako Polacy, strach mamy we krwi?
Oceń artykuł