Netflix podejmuje się nowej ekranizacji „Wiedźmina”

Grafika przedstawia białowłosego mężczyznę z blizną bięgnąc w poprzek jego oka. Zza jego pleców wystają rękojeści dwóch mieczów.

„Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz”.

Nawet jeżeli tożsamość tajemniczej postaci nie zostałaby zdradzona w tytule, z pewnością, większość z Was wiedziałaby o kim traktuje powyższy opis. Geralt z Rivii, Gwynbleidd, Rzeźnik z Blaviken. Tak, dokładnie! Chodzi o białowłosego anihilatora wszelkich potworów, kochanka czarodziejek, podążającego za swoim przeznaczeniem wędrowca.

Znamy go z sagi Andrzeja Sapkowskiego, trzech części gier komputerowych i słabej jakości ekranizacji. No właśnie. Teraz dobra nowina. Jak się okazuje, znów będziemy mogli podziwiać Wiedźmina na małym ekranie!

Za produkcję bierze się platforma Netflix! Lepiej – konsultantem kreatywnym produkcji będzie mistrz we własnej osobie – Andrzej Sapkowski! Jeszcze lepiej – producentami wykonawczymi będą Jason Brown i Sean Daniel – odpowiedzialni za serial The Expanse. Najlepiej – współodpowiedzialny za produkcję będzie autor trailerów do serii gier Wiedźmin – Tomasz Bagiński, który ponadto zająć się ma reżyserią jednego odcinka na sezon.

Żegnamy się, więc z Michałem Żebrowskim, Zbigniewem Zamachowskim, Grażyną Wolszczak i złotym smokiem (koneserzy zapewne pamiętają tę scenę) i czekamy na nową jakość!

Tekst: Krzysztof Jędrzejczyk

Komentarze
Oceń artykuł