Natalia Moskal: Kobieta jest fascynującym stworzeniem

Kobieta z dwoma różnymi połówkami twarzy - z jednej strony widzimy ciemną twarz z neonowymi elementami - usta i tęczówki, a z drugiej zwyczajną

W maju ukazała się jej debiutancka płyta Songs of Myself, którą charakteryzują elektroniczne brzmienia z lat 80. i 90. Z Natalią Moskal rozmawiamy o silnych kobietach, obawach związanych z debiutem i inspiracjach płynących z literatury.

Gdybyś miała jednym zdaniem scharakteryzować swoją debiutancką płytę Songs of Myself, co byś o niej powiedziała?
Myślę, że jest to płyta, która opowiada historie przede wszystkim kobiet oraz trudu dążenia do własnych celów. Historia ta toczy się przy akompaniamencie old-schoolowych syntezatorów i żywych instrumentów.

Mówiłaś, że tworząc materiał na płytę, zajmowałaś się również jako tłumaczka prozą Ester Singer Kreitman. Co Cię w niej urzekło?
Najbardziej biografia autorki. Nigdy wcześniej nie interesowałam się przesadnie literaturą żydowską, zatem to nie ona przyciągnęła mnie do Kreitman. Zainteresowała mnie jej historia i życiorys. Jej książki mają zabarwienie lekko feministyczne, co jest dla mnie interesujące. Ponadto, autorka była za życia tłamszona i niedoceniona przez rodzinę. Przeszkadzał im fakt, że była dziewczynką i oczekiwano od niej spełniania się w roli żony i matki, a nie pisarki. Została zmuszona do zaaranżowanego małżeństwa, spotykała się z przykrymi komentarzami od rodziny na temat swojej urody, rodzice zabraniali jej czytać książek.

Za życia nie odniosła sukcesu, a jako że urodziła się w Biłgoraju, to wspólnie z rodzicami stwierdziłam, że najwyższy czas ją polskiemu czytelnikowi przedstawić. Należy wspomnieć, że jej bracia, Izaak Baszewis Singer (noblista) i Izrael Joszua Singer, byli cenionymi pisarzami w Polsce i za granicą, jednak wielokrotnie odmawiali siostrze pomocy, kiedy o to prosiła, szczególnie tej finansowej. Ester już tego nie zobaczy, ale warto przybliżyć ludziom jej literaturę.

Twórczość Ester zainspirowała mnie również później do napisania kilku tekstów. Pierwszą z książek Kreitman, którą przełożyłam – Rodowód – oraz płytę Songs of Myself łączą również aspekty wizualne. Jako że zarówno książka, jak i płyta zostały wydane przez moje własne wydawnictwo FAME ART, to miałam możliwość wyboru elementów graficznych. Jeśli spojrzysz na okładkę Rodowodu i Songs of Myself, zobaczysz na pewno podobieństwo w kolorystyce i zdobieniach.

Słuchając Twojej płyty, powiedziałabym, że można ją zakwalifikować jako muzykę w nurcie #girlpower – czy chcesz być tak utożsamiana i być głosem kobiet?
Jak najbardziej! Silne babki mnie inspirują, motywują i wzruszają. Mnie samej brakuje jeszcze wielu cech i doświadczenia, żeby odnaleźć się w kategorii silnych i niezależnych, ale nieustannie do tego dążę. Chciałabym być głosem kobiet i dołączyć do jednej z fundacji, zajmujących się właśnie prawami kobiet. Uważam, że kobieta jest fascynującym stworzeniem. Kto inny potrafi wydać na świat drugiego człowieka? Wiem, że zostałyśmy do tego zaprojektowane, ale mężczyzna, kiedy ma katar, każe dzwonić po karetkę. A kobieta rodzi i działa dalej na najwyższych obrotach.

Mam przyjaciółkę, w moim wieku, która samodzielnie wychowuje dwuletnią córeczkę. Zawsze sobie myślę, że gdyby padło na mnie, to na ten moment nie dałabym sobie rady, nawet z facetem. A ona tydzień temu wróciła z Włoch, gdzie spacerowała po czerwonym dywanie, żeby odebrać nagrodę za najlepszy projekt graficzny w swojej kategorii – to się nazywa Superwoman.

Blondynka w jasnej ażurowej bluzce

Na płycie znajdziemy 10 utworów, z czego jedynie dwa są po polsku. Skąd ta dysproporcja?
Uważam, że nie ma sensu pisać bzdur, żeby tylko coś napisać. Po angielsku pisze się łatwiej, ponieważ większość słów jest jednosylabowcami, więc w jednej linijce tekstu możemy przekazać już jakąś wiadomość. Do tego występuje mało spółgłosek, język jest śpiewny. Mam wrażenie, że po polsku tekst nie powinien być zbyt banalny i prosty. Musiałam się natrudzić, żeby napisać teksty po polsku, z których byłabym zadowolona, które nie byłyby zbyt mdłe i niosłyby jakiś przekaz.

W pewnym momencie chciałam się poddać, ale Łukasz Maron, producent i współkompozytor płyty, przycisnął mnie, żebym jeszcze popróbowała i tak powstało Lustro o intymności między dwojgiem ludzi oraz Mur o tym, jak trudna i kręta jest droga w dążeniu do celu. Dodatkowo język angielski towarzyszy mi na co dzień, studiuję anglistykę na UW, wszystkie zajęcia prowadzone są po angielsku, wykonuję przekład z angielskiego i prywatnie też codziennie używam tego języka. Ale nie można zapominać o polskim odbiorcy, mam nadzieję, że w przyszłości napiszę więcej ładnych, polskich tekstów.

W jakim stopniu warstwa liryczna płyty opowiada Twoje osobiste historie, a w jakim są one wynikiem inspiracji innymi osobami?
Pół na pół. Część utworów jest o mnie. Izaak Bashevis Singer mówił, że autor pisze o tym, co zna. To jest święta prawda. Dużo jest tam o mnie, o mojej historii. Zabawne jest to, że przez te dwa lata, kiedy powstawała płyta, zmieniały się moje uczucia, dlatego te piosenki stanowią swoisty przekrój, bądź też wypadkową całej tej historii. Dodatkowo moje utwory są o silnych kobietach. Lie na przykład zawiera frazę dancing with demons. To cytat inspirowany Ester Singer Kreitman. Jej najbardziej znane dzieło to The Demon’s DanceTaniec Demonów. Bardzo inspiruje mnie też Michelle Obama, stąd poniekąd tytuł Michelle jednej z piosenek. Niesamowite kobiety, które wywalczyły sobie wszystko ciężką pracą.

Przy tworzeniu płyty podzieliłam się trochę rolami z Łukaszem Maronem, producentem, któremu całkowicie zaufałam w kwestii aranżacji i produkcji, ale sama zagarnęłam sobie warstwę merytoryczną naszych utworów, cieszyłam się, że mogę zaśpiewać, o czym tylko chcę.

Czy było coś, czego się szczególnie obawiałaś, gdy płyta trafiła na półki sklepowe i do serwisów streamingowych?
Obawiałam się tego, jak zostanie odebrana i tego, czy uda mi się ją w jakikolwiek sposób wypromować. Promocja nie była zbyt duża, ponieważ nie należę do wielkiej wytwórni, która na wstępie załatwia Ci najlepsze środki, audycje i programy. Bez wielkich pieniędzy nie ma wielkiej promocji, dlatego wykonuję dużo pracy oddolnie, która przynosi dużo mniej efektów, niż układy, ale nadal naiwnie liczę na to, że w końcu się opłaci (bynajmniej nie chodzi o zysk finansowy, a bardziej o spełnienie).

Na okładce widzimy Cię… i drugą Ciebie, mówiącą coś sobie do ucha. Chciałaś podkreślić tym pewną dwoistość naszej natury, czy może pojawiła się zupełnie inna koncepcja?
Tutaj też wybrałam nawiązanie do literatury. Istnieje dzieło amerykańskiego pisarza, Walta Whitmana, A Song of Myself. W XIX w. propagował on wraz z innymi transcendentalistami ideę trust thyself, czyli ufaj sobie, oraz hasło Self-reliance (to z kolei tytuł dzieła innego pisarza, Ralpha Waldo Emersona), czyli swoistą niezależność, wiarę w swoje możliwości i pomysły. Oni piszą I celebrate myself, pielęgnują miłość własną. Mnie kojarzy się to również z naszym polskim: Umiesz liczyć? Licz na siebie. Zainspirowana A Song of Myself, zmodyfikowałam nieco tytuł i nadałam go płycie, bo wiem, że w życiu nie ma nic za darmo i jeśli chcesz coś osiągnąć, to sam musisz ciężko na to zapracować.

Dziewczyna w rozpuszczonych blod włosach i żółtej koszulce

Poza Ester, o której już rozmawiałyśmy, jakie trzy inne kobiety podałabyś jako wzór i inspirację? Dlaczego?
Po pierwsze, Ruth Bader Ginsburg, która zafascynowała mnie tak bardzo, że nawet kupiłam sobie obudowę na telefon z jej podobizną. Jest jedną z dwóch kobiet w historii, które zasiadają w Sądzie Najwyższym USA. Po drugie, Michelle Obama, która według mnie zapewniła swoisty awans tytułowi Pierwszej Damy i która musiała pracować na swoje marzenia dużo ciężej, niż inni, ponieważ była czarną dziewczynką mieszkającą w biednej dzielnicy Chicago. Nie wszyscy wiedzą też, że kiedy pracowała w jednej z kancelarii prawniczych, była szefową Baracka.

Skoro przysługują mi tylko trzy, to jako ostatnią wybieram Sophię Loren, żeby nie zamknąć się na Amerykanki. Sophia była dziewczynką, która przetrwała wojnę i biedę w najgorszej odsłonie, do tego dzieci śmiały się z niej, bo była brzydka. Pierwszych ról nikt nie chciał jej przyznać, ponieważ miała za duży nos (podobnie jak Meryl Streep) i krągłości. Niejakim kontrargumentem do nadania Sophii tytułu niezależnej jest tu fakt, że wyszła za mąż za sławnego i bardzo wpływowego producenta filmowego i wtedy jej kariera nabrała zawrotnego tempa, ale to nie zaprzecza jej uparciu w dążeniu do celu ani talentowi. Jest dziś jedną z największych światowych gwiazd i ikon.

Gdzie w najbliższym czasie będziemy mogli usłyszeć Cię na żywo?
W najbliższym czasie, 21 lipca gramy w Lublinie w Wirydażu i tam też serdecznie zapraszam w imieniu swoim i zespołu w składzie: Łukasz Maron, Mikołaj Gąsiewki i Patryk Walczak.

Okładka płyty Natalii

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Natalia Moskal: Kobieta jest fascynującym stworzeniem
Oceń artykuł