Najpierw byłyśmy zespołem, a dopiero później pojawiła się przyjaźń. Rozmawiamy z zespołem Lor

Cztery dziewczyny stojące na dachu

Ich nazwa wzięła się od słowa folklor. Lor tworzą cztery, niezwykle utalentowane dziewczyny z Krakowa.

Julia Skiba, Paulina Sumera, Jagoda Kudlińska i Julia Błachuta – to właśnie one tworzą Lor. Serca słuchaczy podbiły już 3 lata temu, utworem Windmill. 12 kwietnia 2019 do sprzedaży trafił ich debiutancki album Lowlight. To krążek, na którym dziewczyny zamknęły 15 utworów poruszających takie tematy, jak: miłość, przyjaźń, poczucie straty, czy smutek.

Chwilę po premierze, rozmawiamy z dziewczynami o debiutanckim krążku, wspomnieniach z tworzenia pierwszego singla, a także o wspomnianej już przyjaźni.

Czytaj również: 15 utworów przepełnionych delikatnymi, poetyckimi melodiami fortepianu i skrzypiec. Debiutancki album Lor już dostępny!

Wasza debiutancka płyta kilka tygodni temu ujrzała światło dzienne. Z jednej strony to na pewno spełnienie Waszych marzeń, ale z drugiej też spore wyzwanie, racja?

Faktycznie, gdy popatrzy się na ten proces z perspektywy czasu, był długi i pewnie bywał też męczący, ale w ogóle w ten sposób na to nie patrzymy. Dla nas to zdecydowanie spełnienie marzeń: proces twórczy, nagrania, wszystko, co było do zrobienia dookoła to dla nas sama przyjemność.

Poznałyście się w 2015 roku, trochę osobiście, trochę za sprawą internetu. Teraz już wiadomo, że Lor bez Was w pełnym składzie nie byłby taki sam i idealnie się dopełniacie. A jak wspominacie początki znajomości? Był jakiś etap wzajemnego docierania się, czy od razu była energia?

Co stało się u nas, a jest w gruncie rzeczy chyba dość nietypowe, częściowo najpierw byłyśmy zespołem, a dopiero później pojawiła się przyjaźń – taka naprawdę silna, bo zbudowana na mocnym, solidnym fundamencie. Od samego początku bardzo szybko uczyłyśmy się siebie nawzajem, spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu, miałyśmy okazję obserwować się w różnych okolicznościach. Oczywiście, mamy za sobą też krótki, ale dość intensywny okres, kiedy faktycznie bywały między nami spięcia, ale to zdecydowanie tylko umocniło naszą relację i teraz zupełnie nie wyobrażamy sobie wariantu życia, w którym mogłybyśmy się nie znać.

Powiedziałam, że idealnie się dopełniacie – role w zespole są wyraźnie zaznaczone. Julka Skiba – muzyka pianino, Paulina – teksty, Jagoda – śpiew, Julia Błachuta – skrzypce. Opowiedzcie trochę o tym, jak powstają Wasze utwory. Najpierw Paulina przynosi tekst, czy najpierw powstaje muzyka, a może zupełnie inaczej?

Teksty zwykle powstają równocześnie z muzyką, w jednym pomieszczeniu, przy osobnych stanowiskach. Oczywiście, jeśli mówi się o procesie twórczym, ciężko mówić o jakichkolwiek regułach, ale do tej pory faktycznie tak najlepiej nam się pracowało i zauważyłyśmy, że w naszym przypadku to działa.

Już w 2015 powstał utwór i teledysk, który otworzył Wam furtkę do szerszej publiczności. Mowa oczywiście o Windmill. Pamiętacie swoje myśli towarzyszące jego premierze? I gdy okazało się, że był strzałem w dziesiątkę?

Wiedziałyśmy, że teledysk bardzo nam się podoba, zdecydowanie byłyśmy go pewne. Ale to był nasz pierwszy klip i nie miałyśmy pojęcia, że jakkolwiek się rozprzestrzeni, a tym bardziej że otworzy przed nami tak wiele drzwi. To była wielka niespodzianka. Wtedy na pewno nie było jeszcze żadnej presji, więc w ogóle nie towarzyszył nam też stres, który czasem pojawiał się przy kolejnych premierach. Po prostu świetnie bawiłyśmy się podczas nagrywania teledysku do naszej piosenki i chciałyśmy podzielić się z kimś (myślałyśmy, że będzie to zaledwie garstka osób) efektem.

Podobno prawdziwych przyjaciół poznaje się nie tyle w biedzie, ile po tym, jak reagują na wasz sukces. Czy to powiedzenie sprawdziło się także u Was?

Nasi znajomi są wspaniali. Nigdy nie spotkałyśmy się z tym, by negatywnie komentowali naszą działalność, wręcz przeciwnie – są dla nas ogromnym wsparciem, zawsze są bardzo chętni do pomocy, gdy jej potrzebujemy, zajmują pierwsze rzędy na koncertach i nie mamy wątpliwości, że szczerze cieszą się z naszych sukcesów i kibicują nam z całego serca. My zresztą staramy się wspierać ich tak samo, zdecydowanie o to chodzi w przyjaźni.

Tworzycie muzykę folkową o pięknym, delikatnym brzmieniu. Można powiedzieć, że album Lowlight to krążek, który koi duszę. Spodobał mi się jeden z komentarzy na Facebooku, że powiedzieć o Waszej płycie, że jest dość przyjemna to jak powiedzieć o freskach w Kaplicy Sykstyńskiej, że są dość ładne. Podpisuję się pod tym obiema rękami. A Wy same, jak określiłybyście Wasz krążek, czym jest on dla Was – poza spełnieniem marzeń, o których już była mowa?

Bardzo ciężko jest nam patrzeć na nasz album takim naprawdę świeżym spojrzeniem, bo spędziłyśmy z tymi utworami naprawdę mnóstwo czasu. Te piosenki nam się podobają, wiążemy z nimi wiele silnych emocji, a oprócz tego, że Lowlight jest spełnieniem naszych marzeń, jest też na pewno pewnym sposobem na uzewnętrznienie się trochę z tym, co zwykle siedzi w nas gdzieś w środku. To zaproszenie do naszego świata wysłane do wszystkich, którzy chcą do niego wejść.

Zdecydowałyście na teksty wyłącznie w języku angielskim. Dlaczego?

To wyszło dość naturalnie początkowo, a potem, gdy nawet próbowałyśmy trochę po polsku, szybko doszłyśmy do wniosku, że polski z naszą muzyką nie brzmi już jak Lor. Być może kiedyś to się zmieni i coś po polsku się wydarzy z naszej strony, ale na razie chyba zostaniemy przy angielskim.

Jesteście już po serii koncertów promującej Lowlight. Co Was najbardziej cieszy w graniu na żywo?

Przede wszystkim bezpośredni kontakt z odbiorcami. Fakt, że widzimy przed sobą osoby, które na codzień słuchają naszej muzyki, mamy możliwość zaobserwowania tego, jak reagują na te utwory, posłuchania, co mają nam do powiedzenia, to zdecydowanie coś, czego nie da się porównać z żadnym innym uczuciem.

Zapytam jeszcze o okładkę – powiem, że gdy ją pokazałyście po raz pierwszy, byłam zaskoczona – ale nie zawiedziona. Po singlu Matches spodziewałam się okładki w stylu towarzyszącej mu sesji zdjęciowej z kwiatami na Waszych twarzach, a tu niespodzianka. Opowiedzcie trochę o tym.

Bardzo długo zastanawiałyśmy się nad tym, co powinno znaleźć się na naszej okładce i dopiero gdy miałyśmy już tytuł płyty, pojawił się ten pomysł. Nasza przyjaciółka, Kinga Bruckman de Renstrom jest autorką rysunku, który można zobaczyć na Lowlight. W książeczce autorstwa Kuby Guzika też przewija się motyw świetlny – Kuba zaproponował, by składała się ze skanów, a nam praktycznie od razu ten pomysł niesamowicie się spodobał.

13 maja gracie ostatni koncert z dotychczas ogłoszonych w ramach Lowlight Tour. A co po tym – chwila odpoczynku? Chociaż w waszym wypadku nie wiem, czy muzyka jest czymś, od czego chciałybyście odpoczywać!

Zdecydowanie nie chciałybyśmy odpoczywać, bo zupełnie nie czujemy się zmęczone i ciężko nam sobie wyobrazić, że kiedykolwiek mogłybyśmy. Jesteśmy już umówione na tworzenie nowych hitów, a potem wkraczamy w serię wakacyjnych koncertów.

Rozmawiała: Klarysa Marczak

Komentarze
Najpierw byłyśmy zespołem, a dopiero później pojawiła się przyjaźń. Rozmawiamy z zespołem Lor
Oceń artykuł