Najbardziej rock’n’rollowe pary, jakie widział świat muzyki

Zdjecie zakochanej mlodej pary fotograf nakryl ich na okazywaniu uczuc

Walentynki to nic innego jak nakręcanie koniunktury na gówniane gadżety i tony lukru. Miłość jest super, ale od lukru fajniejsze są włosy na cukier. Dlatego przyjrzyjmy się najbardziej rockandrollowym parom, które potrafiły połączyć jedno z drugim.

Dawniej tytuł najmniej rockandrollowej pary mogli dumnie dzierżyć Michael Jackson z córką Presleya albo Celine Dion ze swoim starym przydupasem. Obecnie wszystkich deklasują Beyoncé i Jay Z. Kasa leje się strumieniami, a wokół armia producentów, agentów i ochroniarzy pilnie strzeże ich pozłacanego szczęścia, skrzętnie licząc dolary, które pomnażają. Razem tworzą najbogatszą parę w przemyśle rozrywkowym, będącą przykładem na to, że zakontraktować można nawet miłość. W kontrze sielskiego obrazka opisujemy tych, których uczucie wydaje nam się prawdziwsze, a wspólne życie — bardziej wybuchowe.

Katy Perry i Russell Brand

Na zdjeciu widzimy portret mlodej pary zapatrzonych w odlegly punt

Ona – bogobojna Amerykanka z dużymi cyckami i skrzekliwym głosem, stroniąca od używek. On – angielski alkoholik, narkoman, seksoholik i co tam jeszcze chcecie. W swojej autobiograficznej powieści My Booky Wook twierdzi, że czachę zrył mu rozwód rodziców i wcześnie praktykowany wegetarianizm. Kiedy piął się po kabaretowych szczeblach kariery, ona grzecznie podlizywała się ustawionym decydentom muzycznej branży. Poznali się na planie Get Him to the Greek, a w październiku zeszłego roku wzięli ślub w indyjskim Radżastanie w hinduistycznym obrządku. Bardzo to newage’owe – Perry jest zresztą z rodziny nawróconych hipisów, a Brand, zanim zaczął fajnie się ubierać, próbował różnych subkultur. Najbardziej zasmakowała mu jednak ta telewizyjna oparta na sprzedawaniu samego siebie. Połączyły ich właśnie, oprócz wyłupiastego uśmiechu, spełniona żądza sukcesu oraz umiłowanie niekonwencjonalnych zachowań. Albo po prostu, jak twierdzą, gorący seks. Bez tego nie przetrwa przecież żaden związek.

 

Sid Vicious i Nancy Spungen

Czarno bialy portret rockowej mlodej pary

Jeżeli Vivienne Westwood i Malcolm McLaren stanowili rodzaj punkowej arystokracji, Sid i Nancy byli esencją nurtu. Wystarczy spojrzeć jeszcze dziś na rasowych punkowców pomieszkujących gdzieś na słotach, by dostrzec, jak niewiele zmieniła się anarchiczna moda od tej, którą lansowali legendarni utracjusze. A było to tak: narkotykowa szczeniara Nancy szczyciła się sławą profesjonalnej groupie, gdy na fali fenomenu Sex Pistols przyjechała do Londynu pójść do łóżka z Johnny’m Rottenem. Wyszło inaczej – zaiskrzyło między nią a Sidem i powstała najbardziej odjechana para londyńskiego Camden Town lat 70. Wiadomo, jak skończyła się ich historia – w nowojorskim Chelsea Hotel Sid w amoku narkotykowym zadźgał Nancy, a potem w więzieniu sam przedawkował. Żyli szybko, umarli młodo, wedle punkowych ideałów – bez przyszłości. Romantyczne, prawda? Do tego stopnia, że Alex Cox nakręcił w 1986 roku film Sid i Nancy podnoszący ich uczucie do rangi szekspirowskiej miłości niemożliwej. Gdy w 2003 roku lider Noir Desir, Bertrand Cantat, podczas alkoholowej sprzeczki zamordował Marie Trintignant, duch Sida i Nancy znów ożył. Legenda rządzi się bowiem swoimi prawami i inne historie miłosne z półświatka (Urodzeni mordercy Oliviera Stone’a czy Prawdziwy romans Tony’ego Scotta) do dziś bazują na punkowej ikonografii i ideologii, której Sid i Nancy byli uosobieniem.

Amy Winehouse i Blake Fielder-Civil

na zdjeciu widzimy mloda zakochana pare na tle scianki

Współczesne Camden, gdzie przynajmniej w warstwie wizualnej punk jest wciąż żywy, doczekało się nowych przeklętych. Ale emanacja polityki równościowej dała o sobie znać – tym razem to ona ma talent, a on jest groupie i to ona go lała. Amy i Blake nazywani byli kochankami z piekła rodem, a atrybuty im przynależne to: kokaina, heroina, alkohol i dużo papierosów. Ale także programy telewizyjne z udziałem strapionych rodziców, spektakularne wyznania miłości, połamane nosy i łuki brwiowe, płuca na skutek ekstremalnie niezdrowego stylu życia wydajne tylko w 70 procentach, więzienie, spalenie klubu Amy, odwyki, rozwód. Ich życie to niekończąca się impreza i miłość do krwi. Była też muzyka. Back to Black to jeden z najlepszych w historii albumów o destrukcyjnym związku i złamanym sercu i nie ma co się oszukiwać, że powstałby bez inspiracji Blake’a.

Pete Doherty i Kate Moss

Na zdjeciu widzimy przylapana na spacerze mloda pare

Inną brytyjską ikoną bycia razem w oparach kokainy, opisywaną na potęgę we wszystkich brukowcach, stali się Pete Doherty i Kate Moss. Dawali czadu razem tak, że sam Krzysztof Piesiewicz by się zarumienił. Osobno też dobrze sobie radzili. On założył kilka świetnych kapel (The Libertines, Babyshambles), by je przez narkotykowy nałóg i trudną osobowość kolejno rozwalić. Ona – brzydka modelka, ikona anoreksji, Kokainowa Kate po schyłku epoki supermodelek lat 90. była jedną z nielicznych, które zasłużyły na to miano w latach zerowych. I pozostała rockandrollowa. Wystąpiła w odważnym teledysku Sophii Coppoli do I Just Don’t Know What to Do With Myself The White Stripes, śpiewała razem z Primal Scream i organizowała niezapomniane balangi dla niegrzecznych celebrytów. Razem z Dohertym stanowili ikoniczny wzorzec stylu trash glamour i siali destrukcję zawsze w zgodzie z obowiązującymi trendami. O rozpad ich związku obwinia się menedżerów Moss, troszczących się o upadek jej wizerunku (i tym samym o swoje kieszenie).

John Lennon i Yoko Ono

Czarno biale zdjecie mlodej zakochanej pary w lozku

Największy z Beatlesów i awangardowa artystka. Zdjęcie Annie Leibovitz na okładce Rolling Stone’a, które przeszło do historii popkultury. Miłość zwieńczona śmiercią. Ale też przykład na to, że małżeństwo potrafi czasem wykraczać poza sztywne, mieszczańskie ramy. Kiedy Paul i Linda McCourtney stanowili wzór cnót dla gospodyń domowych z najzieleńszych wzgórz Anglii, John i Yoko rozbijali się po Nowym Jorku niczym para oszalałych pogan w samym centrum rewolucji kontr kulturalnej. I wisiała nad nimi klątwa spełniająca się w zamordowaniu Lennona w 1981 roku, która, podobnie jak działalność Czarnych Panter czy Charlesa Mansona, dziwnie wpisuje się w ciąg błędów i wypaczeń tamtego okresu. Niektórzy twierdzą, że to Yoko jest przeklęta (sama śpiewa o sobie: Yes, I’m a witch) – nie dość, że doprowadziła do rozpadu najlepszego boysbandu w historii muzyki, to sprowadziła pecha na partnera. Kto jednak widział ją w CSW, podczas warszawskiego przeglądu jej twórczości, przyzna, że to tylko miła, trochę ekscentryczna staruszka.

David Bowie i Iggy Pop

Na zdjeciu widzimy portret dwoch usmiechnietych mezczyzn

Nikt do końca nie wie, jak to z nimi było naprawdę. Do dziś łączy ich China Girl – piosenka napisana przez Bowiego na płytę The Idiot Popa (ostatnią, której, jak chce legenda, słuchał Ian Curtis przed śmiercią), z której Bowie zrobił gigantyczny hicior i symbol potęgi MTV w latach 80. Ale na przykładzie tego kawałka widać też, jak różne to osobowości i jak bardzo do siebie nie pasowali. Bowie wybrał w końcu blask supermodelki Iman, a Pop raczej unika mediów, bankietów, blichtru – brzydzi się tym chłamem. Bez względu na to, co między nimi się działo, żaden ich późniejszy związek nie miał w sobie tak punkowej energii i podobnego potencjału artystycznego. A zaczęło się, kiedy Bowie wyciągnął ze szpitala zniszczonego narkotykami Popa, zabierając na trasę promującą płytę Station to Station. Potem w 1976 roku przeprowadzili się razem do Berlina czasu krautrocka, gdzie Pop nagrał dwie świetne płyty: The Idiot i Lust for Life. Legenda mówi, że był to czas miłości. Podchwycił ją Todd Haynes i nakręcił o ich rzekomym romansie film Idol – świadectwo wielkości glam rocka oraz niezwykłości tych dwóch panów.

Mick Jagger i Marianne Faithfull

Zdjecie zakochanej mlodej pary fotograf nakryl ich na okazywaniu uczuc

Status dziewczyny Micka Jaggera zdobyło wiele niewiast, w tym Davida Bowiego, Angela (to o niej jest piosenka Stonesów Angie). Ale tylko nieliczne utrzymały się dłużej w jego łóżku. Zanim tej sztuki udało się dokonać dwóm modelkom – Biance Jagger i Jerry Hall, (nie)szczęśliwą muzą Jaggera była Marianne Faithfull, o której życiu można by napisać niezły musical. Związkowi z Jaggerem Marianne zawdzięcza narkotykowy nałóg, z którego nie mogła podnieść się przez dziesięciolecia, ale i karierę. To on napisał jej pierwszy przebój As Tears Go By, a o niej piosenkę Play with Fire. I faktycznie igrała z ogniem. Spór o autorstwo Sister Morphine – jednej z najsmutniejszych piosenek o narkotykowej agonii – musiał rozstrzygnąć sąd i podzielił jej autorstwo pomiędzy Jaggera, Richardsa i Faithfull. Widać żadnemu z trojga nie mogło być łatwo. Związek ten przeszedł do historii muzyki, jako jeden z najbardziej twórczych i destrukcyjnych równocześnie.

Courtney Love i Kurt Cobain

Zdjecie dwojki zakochanych mlodych ludzi na tle niebieskiego nieba

Bitwy o prawa autorskie, narkotykowe upadki i mniej lub bardziej inspirujące związki towarzyszyły zawsze także Courtney Love. Jak wiadomo, pierwszy raz boli najbardziej – małżeństwo, które uczyniło ją sławną, było samym złem. Wiecznie naćpana, zdołowana reinkarnacja Jima Morrissona zwana Cobainem i kobieta nieszczęście stanowili dobraną parę. To nie mogło się skończyć dobrze i szczęście na pewno nie było słowem kluczowym dla ich związku. Bardziej pasują tu: heroina, depresja i destrukcja. Ale i nagły sukces Cobaina, którym Nirvana podzieliła się z innymi grupami z Seattle. Skorzystała na nim i Love ze swoją kapelą Hole. Courtney musiała wiedzieć, co robi, skoro flmowo debiu- towała w Sidzie i Nancy Coxa. Późniejsze wzloty uzyskiwała właśnie dzięki kolejnym związkom. Po Cobainie, któremu zawdzięcza doskonałą płytę Live Through This z 1994 roku, przerzuciła się na inną ikonę grunge’u – Billy’ego Corgana i nagrała świetny album Celebrity Skin (1998), którego lider Smashing Pumpkins był ponoć głównym autorem. W końcu miłość interesowna to też miłość. Najnowsza płyta Hole Nobody’s Doughter ze względu na liczne odwyki i spory prawne również długo nie mogła ujrzeć światła dziennego.

Jack i Meg White

Na zdjeciu widzimy portret mlodej zakchanej pary na tle starych kamienic

Nikt do końca nie wiedział, czy są małżeństwem, czy rodzeństwem. A może jednym i drugim? Ostatnia oficjalna wersja podaje, że Jack poznał Meg, kiedy była barmanką w lokalnej spelunie w Detroit, szybko się z nią ożenił i na znak miłości przybrał jej nazwisko. Równie szybko wzięli rozwód i od tamtej pory Jack kochał już tylko starych bluesmanów, więc na scenie – tak jak niegdyś oni – mówił do Meg Siostro. Dziś ich rockandrollowy wizerunek bardzo już przygasł. Jack spotyka się z dinozaurami w stylu Jimmy’ego Page’a, The Edge’a i Wandy Jackson oraz nagrywa z The Racounters i The Death Weather kolejne płyty bez Meg, które nie są jednak ani rockandrollowe, ani sexy.

Tekst: Adam Kruk

Komentarze
Najbardziej rock’n’rollowe pary, jakie widział świat muzyki
Oceń artykuł